• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Sen na jawie

    Maciej Rajfur

    |

    GN 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    Mówią, że dobro wraca. Do rodziny Zawiertów z Wrocławia wróciło z kilkukrotnie większą mocą. Na drugim końcu świata.

    Zaczęło się od Dni w Diecezjach przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. Kiedy w parafii pw. Chrystusa Króla we Wrocławiu ogłoszono, że można na kilka dni przyjąć pod swój dach młodych pielgrzymów z różnych krajów świata, rodzina Zawiertów zgłosiła się bez wahania. Jeszcze wtedy nie mogła wiedzieć, że to początek wspaniałej przygody, która sięgnie daleko poza Polskę i długo poza czas ŚDM w naszym kraju.

    „Do zobaczenia”, które się spełniło

    Do Rafała i Marty Zawiertów oraz ich trzech córek (4-letniej Ady, 5-letniej Oli i 7-letniej Tosi) trafiły dwie studentki z Panamy. Siostry Helen i Bridget Cadogan były zachwycone Polską, szczególnie jej walorami kulinarnymi. – Pamiętam, jak pierwszy raz w życiu spróbowały czereśni i nie wiedziały, co robić z pestkami. Nie potrafiły ich dobrze wypluć i jeszcze kilka miesięcy po ich wizycie znajdowaliśmy pestki np. gdzieś za kanapą – opowiada ze śmiechem Rafał Zawierta. Na koniec, jak to zwykle bywa przy serdecznych pożegnaniach, wszyscy powiedzieli z wielką nadzieją: „Do zobaczenia!”, zapraszając się nawzajem do siebie.

    Gdy kilka dni później okazało się, że Panama zostanie gospodarzem następnych Światowych Dni Młodzieży, małżeństwo szczerze się ucieszyło. – Od razu napisaliśmy do nich, że gratulujemy, ale będziemy już za starzy, więc nie przylecimy do Panamy. Temat się urwał – wspomina Marta. I to mógłby być koniec, gdyby nie pewna rodzinna tradycja. – Zimą lubimy wspólnie podróżować z trzema córkami. Miesiąc po ŚDM w internecie znalazłem korzystną ofertę lotu do Panamy. Długo się nie zastanawialiśmy, wykupiliśmy bilety i poinformowaliśmy nasze panamskie przyjaciółki, że w lutym zjawimy się w ich kraju na urlopie – mówi Rafał.

    Jaki mamy wybór? Idziemy

    – Gdy powiadomiliśmy Helen i Bridget o naszej wizycie, od razu same rozpoczęły układanie nam harmonogramu podróży. Natychmiast zderzyliśmy się z latynoskim spontanicznym stylem bycia: „Zobaczymy, jakoś to będzie! Wszystko się uda! Na pewno się ułoży! My się wszystkim zajmiemy!” – wspominają Marta i Rafał. W podróż wyruszyli pod koniec lutego. O północy z poniedziałku na wtorek wylądowali na lotnisku w stolicy, w mieście Panama. I nagle okazało się, że czekała tam na nich specjalna delegacja – z Helen i Bridget na czele – która przyjechała busem parafialnym z Colón, miasta po drugiej stronie kraju, u północnego wejścia Kanału Panamskiego. – Wtedy akurat trwała końcówka karnawału, więc po drodze napotykaliśmy dużo kontroli policyjnych, ale przepuszczali nas bez problemów, widząc na busie napis: „Parafia św. Józefa w Colón” – wspomina Rafał Zawierta.

    Później tym samym busem Panamczycy obwozili gości z Polski po różnych miejscach, które chcieli im pokazać. Wieczorem w Środę Popielcową rodzina z Wrocławia została zaproszona na Mszę św. w parafii. Nabożeństwo trwało dosyć długo. Polacy jeszcze nie zdążyli się przestawić na inną strefę czasową (6 godzin wstecz). – Po Komunii św. nasza Helen nagle nam oświadcza, że wyjdziemy na środek. Nasze dziewczynki były bardzo zmęczone. Moja żona z Adą na rękach, ja z Olą na rękach, ale jaki mamy wybór? Idziemy. Cała parafia ciepło i uroczyście nas przywitała, a potem pobłogosławiła – opisuje ojciec rodziny. Na końcu kapłan oddał Marcie mikrofon. – Marudzące dziecko na rękach. Stoję na środku kościoła. Jest 2 w nocy czasu polskiego. I powiedz, człowieku, coś sensownego tym ludziom, którzy tak radośnie cię przyjęli – wspomina z uśmiechem wrocławianka.

    Hello w Las Tablas

    Przez kolejne dni Latynosi prezentowali gościom z Polski atrakcje ze swojej okolicy. W niedzielę Zawiertowie zostali poproszeni przez Helen, która skończyła studia związane z filmem, by przed kamerą opowiedzieli, dlaczego przyjęli podczas Światowych Dni Młodzieży pielgrzymów z drugiego końca świata. Panamczycy kręcili coś w rodzaju klipu promocyjnego zachęcającego swoich rodaków do ugoszczenia młodzieży podczas ŚDM 2019. Polska rodzina chętnie udzieliła więc wywiadu po angielsku, który potem został przetłumaczony na hiszpański.

    – Nasza obecność w parafii w Colón została wykorzystana, można tak to ująć, marketingowo, ponieważ oni już się przygotowują do tej wielkiej imprezy. Organizują kilkugodzinne zebrania, tworzą listy rodzin chętnych do ugoszczenia młodzieży. A w Colón nie jest z tym najlepiej, więc nasz przykład miał pobudzić lokalną społeczność. Zwłaszcza że my przyjęliśmy właśnie dwie młode Panamki – wyjaśnia Rafał. Polacy rozumieli, że chciano ich ugościć w podziękowaniu za pobyt w czasie ŚDM, odwzajemnić życzliwość sprzed kilku miesięcy. Jednak to, co się później wydarzyło, przerosło ich oczekiwania.

    – Powiedziano nam, że w innej diecezji żyje człowiek imieniem Jorge z Krajowego Duszpasterstwa Młodzieży, który się nami zajmie. Trafiliśmy zatem do 20-tysięcznego miasteczka Las Tablas – relacjonuje Marta. – Od naszych przyjaciół z Colón usłyszeliśmy tylko: „Nie martwcie się, tam dostaniecie dom do waszej dyspozycji. Jorge nie zna za dobrze angielskiego, ale poradzicie sobie” – dodaje Rafał. Na miejscu wyszedł po nich mężczyzna w wieku około 35 lat, powiedział „hello” na przywitanie i to był koniec jego angielskiego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół