• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Konstytucja to nie eksperyment

    dodane 18.05.2017 00:00

    O tym, co powinno być zmienione w konstytucji, i o odpowiedzialności, jaka spoczywa na autorach nowych propozycji, mówi arcybiskup senior Józef Michalik, w latach 90. przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Konstytucji RP.

    Bogumił Łoziński: Prezydent zaprosił Polaków do debaty na temat ustawy zasadniczej. Czy po 20 latach od przyjęcia należy ją zmienić?

    Abp Józef Michalik: Życie idzie naprzód, pojawiają się nowe problemy. Powinniśmy bardzo poważnie przedyskutować zaistniałe zmiany, a potem ewentualne projekty dobrze sformułować, gdyż konstytucja to najważniejszy akt prawny w państwie. Nie można z nim eksperymentować, wprowadzać nieprzemyślanych poprawek, bo mogą one spowodować większe problemy niż dotychczas. Do dyskusji trzeba dopuścić także polskie partie opozycyjne. Chodzi o to, aby w debacie konstytucyjnej szukać dobra wspólnego, a nie realizować partykularne interesy, a to nie będzie łatwe.

    Co należy uzupełnić?

    Przede wszystkim powinniśmy zacząć od określenia treści samego państwa i jego zadań. Jakie ono ma być? Jak zorganizowane? Na jakich wartościach się opierać? Jakie gwarantować prawa (obywatelom czy grupom?) i co ma być ich źródłem? Ostatnie konflikty polityczne, ale też społeczne, pokazały, że te sprawy nie są ani dostatecznie zakodowane w naszych umysłach, ani rozstrzygnięte w konstytucji.

    Ustawa zasadnicza nie wskazuje jednoznacznie wartości, na których opierają się rozwiązania prawne. Co powinno być ich źródłem?

    Za niezmienne źródło prawa, wartości i obiektywnego porządku prawnego trzeba uznać Pana Boga. Inaczej błędna będzie cała koncepcja osoby ludzkiej, a w związku z tym nieprawidłowe (subiektywne i chwiejne) określenie praw czy obowiązków. Pamiętać też trzeba, że o sile państwa decyduje siła moralna narodu. Tę buduje etyka życia obywateli (szczególnie elit stawianych jako wzorce), a nie jest z tym w Polsce od dziesięcioleci zbyt dobrze.

    Ludzie niewierzący będą protestować przeciwko takiej propozycji.

    Tu nie chodzi o wiarę, tylko o źródło uniwersalnych wartości, prawo naturalne, które powinno obowiązywać wszystkich, niezależnie od stosunku do Boga. Bez uznania praw Bożych, odniesienia do transcendencji, państwu grozi nihilizm moralny. Brak oparcia na trwałych wartościach prowadzi do bardzo negatywnych konsekwencji, np. zagraża wolności indywidualnej. W konstytucji jest zapis o gwarancji wolności sumienia. Jednak sprawa prof. Bogdana Chazana pokazała, że jest ona kwestionowana. Nie możemy się bać przedstawiania swoich racji, nawet jeśli będziemy atakowani przez ich przeciwników. Oczywiście powinniśmy także szanować wartości, które wynikają z innych źródeł, o ile nie są sprzeczne z uniwersalnymi. Na przykład nie możemy zgodzić się na ideologię gender, bo ona łamie prawo naturalne.

    W sprawie prof. Chazana Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie popierające jego prawo do powołania się na klauzulę sumienia.

    Ta sprawa właśnie pokazuje problem, o którym mówię. W konstytucji sprawa wolności sumienia nie jest dostatecznie zagwarantowana, skoro musiał się w tej kwestii wypowiadać Trybunał Konstytucyjny. Tymczasem sprawa odmowy służby wojskowej z powodów przekonań religijnych czy zasad moralnych jest opisana dokładnie. Oznacza to, że w ustawie zasadniczej są luki.

    W preambule konstytucji jest odwołanie się do Boga: „wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”. To nie wystarczy?

    To nie jest odwołanie się do Pana Boga, tylko informacja o stanie rzeczy, jaki jest w Polsce.

    Powinno być Invocatio Dei, czyli odwołanie się do Boga jako źródła prawa?

    Nie widzę przeciwwskazań do umieszczenia w preambule wyraźnego Invocatio Dei, bo Pan Bóg nikomu przecież nie zagraża. Można jednak pozostawić preambułę w obecnej wersji. Ważniejsze jest, aby w treści konstytucji uwzględniać wartości, na które wskazuje Bóg poprzez prawa natury. Dobrze, że jest zapis, iż każdemu zapewnia się wolność religii, ale trzeba zatroszczyć się o to, aby szczegółowe rozwiązania ustawy zasadniczej były zgodne z zasadami mającymi swoje źródło w wierze. Wartości judeochrześcijańskie mają wymiar uniwersalny, wskazują na podstawowe prawa człowieka. Z nich wyrosła Polska i cała cywilizacja europejska. Dystansowanie się od tych źródeł jest dziś w Europie podcięciem własnych korzeni i brakiem dalekowzrocznej wizji.

    Mamy w konstytucji przepis dotyczący ochrony życia, który brzmi: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”, a jednocześnie ustawę, która zezwala na aborcję w trzech przypadkach. Ta sprawa wymaga też jednoznacznych przepisów?

    Niewątpliwie trzeba sprecyzować, na czym polega ta ochrona życia. Obecny zapis nie chroni go bezwzględnie, co zostało wykorzystane do wprowadzenia wyjątków. Ubolewam, że rządzące ugrupowanie, mimo iż odwołuje się do wartości chrześcijańskich, jest, mówiąc łagodnie, bardzo zdystansowane do wprowadzenia pełnej ochrony życia.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • TomaszL
      19.06.2017 11:02
      Bardzo boli, gdy politycy tak chętnie odwołujący się do katolicyzmu, tak chętnie publicznie pokazujący swą wiarę wybierają pragmatyzm polityczny zamiast wartości - przykładem jest "ślizganie" się po temacie ochrony życia i wykorzystywanie każdej okazji, aby nie zająć jednoznacznego stanowiska w tej sprawie.
      Przy czym bez znaczenia jest tutaj przynależność do konkretnej partii politycznej.
    • Gość
      19.06.2017 14:52
      Niech się heirarchowie KK zajmą ewangelizacją i wiarą a nie polityką. Chyba ze niektórzy chcą forsować państwo wyznaniowe. Franco już pokazał czym to się kończy.
      doceń 12
    • GośćStary zrzęda
      19.06.2017 16:13
      Państwo narzucające bezwyznaniowość jest państwem wyznaniowym, talibanem !!!
    • Wojtek
      20.06.2017 20:31
      Bóg nikomu nie zagraża. Tutaj się zgodzę. Tylko że Bóg, nawet jeżeli istnieje nie pojawi się w sejmie czy telewizji. Za to pojawiają się biskupi i księża. A oni mogą już stanowić zagrożenie. Problem w tym, że to oni mówią o Bogu i nikt nie uważa nawet za obrazę uczuć religijnych że biskupi molestuja seksualnie (abp Petz, Wesołowski) rozbijaja się po pijanemu na latarni (bp Jarecki) przeklinaja publicznie (abp Góźdź). Nie Boga się boję, biskupów i księży się boję.....
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół