• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pieniądze biorą się z pracy, nie z dotacji

    Bartosz Bartczak Bartosz Bartczak

    dodane 15.05.2017 10:20

    To nie fundusze europejskie, ale wolny handel jest największą korzyścią płynącą z istnienia Unii Europejskiej.

    Wybory we Francji nie wpłyną na przyszłość Unii Europejskiej. Wygląda na to, że nie wpłyną na nią też wybory w Niemczech. Wpłynie na nie osobista decyzja Angeli Merkel. Decyzja co do tego, czy zgodzi się ona na propozycje krajów południa Europy, głównie Francji, polegające, w największym uproszczeniu, na rozwiązaniu kryzysu finansowego pieniędzmi niemieckich podatników. Ciężar spłaty długów Francji czy Włoch mieliby wziąć na siebie „solidarnie” niemieccy podatnicy, bo na tym polega pomysł euroobligacji. Niemiecki podatnik miałby więcej łożyć na Francję i Hiszpanię, bo na tym polega pomysł wspólnego budżetu strefy euro.

    Niemcy bardzo skorzystały na powstaniu strefy euro. Mechanizm był prosty. Euro jest dla inwestorów walutą stabilniejszą niż lir włoski czy hiszpańska peseta, dlatego łatwiej zaciągnąć kredyt w tej walucie. Rozumieli to zarówno rządy, jak i obywatele krajów południa. A jak już zaciągnęli kredyty, to budowali autostrady z udziałem niemieckich koncernów i kupowali niemieckie samochody do jeżdżenia po nich. Niemcy dzięki temu mogli produkować więcej opli czy volkswagenów, rosło PKB i spadało bezrobocie. Zyskiwała na tym również polska gospodarka, gdyż wielu naszych przedsiębiorców jest podwykonawcami przemysłu niemieckiego.

    Ale kiedy przyszło co do czego, Włochy czy Grecja nie mogły zastosować w walce z zadłużeniem i niekorzystnym bilansem handlowym polityki dewaluacji waluty. Czyli nie mogli zmniejszyć wartości swojego pieniądza, aby zmniejszyć wielkość zadłużenia czy wspomóc własnych eksporterów. Centrum polityki monetarnej leżało teraz we Frankfurcie. I w Niemczech zdecyduje się, jak będzie wyglądać przyszłość wspólnej waluty. Czy w zamian za korzyści handlowe Niemcy zdecydują się na większe transfery finansowe na południe Europy. Taka sytuacja ma miejsce we Włoszech, gdzie bogata północ finansuje biedne południe.

    Polacy w kwestii udziału w strefie euro zachowują się w swoim sceptycyzmie niezwykle racjonalnie. Chyba żaden Polak nie chciałby płacić na bogatych z naszej perspektywy Włochów czy Francuzów. A być po drugiej stronie łańcucha finansowego? To też niezbyt kusząca perspektywa. Bo transfery pieniędzy nie przynoszą bogactwa. Przykładem jest przytoczone tu południe Włoch. Przykładem są też wschodnie Niemcy. Przykładem jest Grecja. Przykładem jest Afryka.

    Bogactwo bierze się z pracy, nie z dotacji. Sukces Polski w ostatnich latach wziął się z udziału we wspólnym rynku europejskim, gdzie owoce naszej pracy mogły zostać wymienione na euro czy funty. Dlatego na obronie wolnego przepływu ludzi, towarów i usług w Europie powinien skupić polski rząd, a nie na wyszarpywaniu z Brukseli kolejnych pieniędzy, w strefie euro czy poza nią.

    «« | « | 1 | » | »»

    TAGI: STREFA EURO

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • passenger
      15.05.2017 14:53
      Redaktorze Bartczak, każdy ekonomista powie Panu, że dewaluacja nie jest walką z "zadłużeniem i niekorzystnym bilansem handlowym" tylko walką przeciwko własnym obywatelom, na ktorych przerzuca się w ten sposób koszty błędnych decyzji gospodarczych. To tak jakby nagle dowiedział się Pan, że ze względu na błędne decyzje finansowe Pana szefa od dzisiaj to co Pan zarabia jest warte kilkadziesiąt procent mniej.
      doceń 12
    • max
      15.05.2017 21:15
      Na wolnym handlu w ramach UE przede wszystkim skorzystały zachodnie firmy. Polska stała się dla nich rynkiem zbytu, a Polacy „dobrze wykwalifikowaną tanią siłą roboczą”. Rokrocznie dziesiątki miliardów zysków firmy zagraniczne transferują z Polski na zachód, w Polsce niewiele zostaje głównie liche pensje pracowników, więc gdzie to bogactwo. Polacy pracują na emerytury Niemców i Francuzów, Holendrów, Belgów czy Portugalczyków.

      Fundusze nie biorą się znikąd, Polska wpłaca rokrocznie coraz większe kwoty do unijnego budżetu, i korzystają z nich wszystkie państwa członkowskie również Francja czy Niemcy. To nie jest wyszarpywanie, to są nasze pieniądze które nam się należą. To prawda że najbogatsi wpłacają najwięcej do budżetu UE, ale te pieniądze wracają do tych państw w dwójnasób m.in. w postaci zysków firm tu nic nie dziej się bezinteresownie. Dodatkowo to silni dyktują nam w dużej mierze na co te pieniądze mamy wydawać np. na niemieckie elektrownie wiatrowe a nie na elektrownie oparte na polskim węglu. Nikt nam nie robi prezentów. To jest dochodowy interes dla zachodu.
    • Fryderyk
      16.05.2017 19:43
      Oczywiście bieda Polaków bierze się stąd, że od lat ci wredni Niemcy wykorzystują naszą najlepszą na świecie technologię do własnych celów. Nie od dziś wiadomo, że to Polacy projektują najnowsze modele BMW, Audi, Volkswagena i oczywiście Mercedesa.
    • amico
      21.05.2017 16:28
      Czy nasz rząd to potrafi?
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół