• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Polski ślad zamachu czeka na wyjaśnienie

    Jakub Jałowiczor Jakub Jałowiczor

    dodane 12.05.2017 08:00

    O ile sporo wiemy o działaniach służb bułgarskich i trochę o enerdowskich, o tyle polski ślad zamachu na Jana Pawła II pozostaje niejasny. Nie jest jednak powiedziane, że tak już musi zostać.

    „Tak na logikę, gdyby powierzono mi organizację zamachu, od razu wyłączyłbym z niego polską agenturę. Po co ryzykować?” – mówi prok. Michał Skwara, który prowadził zakończone w 2014 r. śledztwo IPN dotyczące próby zamordowania Jana Pawła II. Rozmowa z prok. Skwarą jest jednym z 25 wywiadów znajdujących się w książce Jacka Tacika pt. „Zamach”. To pozycja ciekawa, choć więcej niż odpowiedzi jest w niej wskazówek, co w sprawie zdarzenia z 13 maja 1981 r. należy jeszcze wyjaśnić.

    Stwierdzenie Michała Skwary jest dość zaskakujące, bo odpowiedź na pytanie, po co ryzykować jest prosta: po to, żeby mieć dojście do otoczenia Jana Pawła II. Kto miałby mieć łatwiejszy dostęp do polskiego papieża niż Polacy? Nie musimy zresztą teoretyzować, bo wiemy, że funkcjonariusze peerelowskiego wywiadu szpiegowali ochronę Ojca Świętego. Jeden z nich, Tomasz Turowski, przyznał w wywiadzie-rzece pt. „Kret w Watykanie”, że dostał polecenie zbierania informacji o bezpieczeństwie Jana Pawła II. Otrzymał je miesiąc po tym, jak Komunistyczna Parta Związku Radzieckiego nakazała „sięgnąć po środki wykraczające poza dezinformację i dyskredytację” polskiego papieża. Jacek Tacik w swojej książce zwraca uwagę na koincydencję czasową wydania dokumentu KPZR i rozkazu dla Turowskiego. Szkoda, że pyta o nią jedynie Wojciecha Jaruzelskiego. Ciekawe, jak wytłumaczyłby ją inny z rozmówców Tacika, płk Edward Kotowski, rezydent wywiadu PRL w Watykanie.

    Jednym z plusów książki Jacka Tacika jest to, że mówi ona o wydarzeniach niezbyt często w Polsce wspominanych, jak porwanie w 1983 r. Emanueli Orlandi, 15-letniej obywatelki Watykanu. Innym – to, że „Zamach” pokazuje historię z kompletnie różnych punktów widzenia. Autor dotarł do włoskich śledczych i polskich duchownych, do dawnych komunistycznych władz i do zakonnicy, która złapała Alego Agcę, gdy ten próbował uciec z Placu św. Piotra. Jest nawet rozmowa z samym zamachowcem, której przeprowadzenie z pewnością nie było łatwe. Nie zabrakło też odniesienia do objawień fatimskich, o których opowiada kard. José Saraiva Martins. Z kolei przedstawienie okoliczności samego zamachu to chyba największa słabość pozycji. Forma – zbiór rozmów – sprawia, że dostajemy wiele sprzecznych wersji. W dodatku czytelnik nie zawsze ma świadomość, że rozmówca autora ma powody, żeby kłamać. W przypadku Agcy i funkcjonariuszy komunistycznego państwa to jasne. Jednak przynajmniej 4 inne osoby wypowiadające się w książce były zarejestrowane jako współpracownicy bezpieki, ale ta informacja nie pojawia się w ich biogramach. Książka pokazuje jednak obszary, które trzeba zbadać. O ile sporo wiemy o działaniach służb bułgarskich i trochę o enerdowskich, o tyle polski ślad zamachu na Jana Pawła II pozostaje niejasny. Nie jest jednak powiedziane, że tak już musi zostać. Przykład Tomasza Turowskiego, który – chyba niechcący – ujawnił informacje o działaniach peerelowskiego wywiadu pokazuje, że prawda wychodzi czasem na jaw w zupełnie niespodziewanych momentach.  

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • JAWA25
      12.05.2017 12:46
      pisanie "polski ślad" (zamiast peerelowski) wygląda podobnie nonsensownie jak "polski obóz w Auschwitz"
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół