• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Tylko magnolii żal

    Barbara Gruszka-Zych

    |

    GN 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    Stara wioska Nieboczowy niebawem zamieni się w suchy zbiornik przeciwpowodziowy. Nowa, odległa o 8,5 km, przypomina Amerykę. Mieszkańcy starej żyją teraz w nowej ze swoimi wspomnieniami.

    Do starej wioski w dolinie Odry bociek przyleciał jak co roku i siedzi zdziwiony, patrząc na okolicę. Nie ma komu przynieść dziecka, bo domy puste, z kilkoma wyjątkami. W jednym małym zostali trzej bracia. W okazałym – gospodarz, kilka ulic dalej – samotna gospodyni. Nawet z bliskimi nie chcą rozmawiać o przeprowadzce. Jeszcze przyjmuje tu dentystka, ale nowy dom już na nią czeka. Wszyscy inni zniknęli jak po wybuchu bomby atomowej. Autobus omija dolinę od zeszłego roku. Lada dzień pozostałym mają odciąć wodę, a za miesiąc ekipy zrównają domy z ziemią. Na większości już zdewastowanych widać czarny napis sprayem: OK – znak, że są zatwierdzone do wyburzenia.

    Chodzimy po wsi z jej niedawnymi mieszkańcami. Jerzy Szymiczek mówi o sobie: „Ja stały, miejscowy”. Ma 66 lat, żonę i trzy córki. Jedna wyjechała, druga – Joanna, w nowej wiosce zbudowała dom po sąsiedzku, trzecia – Adriana, mieszka razem z nimi. Stefan Klon, 67 lat, przyżenił się w 1974 do „nieboczowików”. Z żoną Krystyną mają dwóch synów, którzy założyli rodziny i wyjechali, jeden do Niemiec, drugi do Krzyżowic. Na nowym od 11 listopada 2016 mieszkają sami. – Teraz w swojej stodole mogę palić i ognia nie zaprószę – mówi pan Stefan i nerwowo sięga po papierosa, bo chodzenie między wspomnieniami kosztuje. – Tu myśmy się z moimi chłopakami w żużel bawili, jak byli mali – pokazuje łąkę za oborą. Kwiaty też nic sobie nie robią z przeprowadzki wsi. W ogrodach szaleją dorodne magnolie, niebieścieją szafirki. Wczoraj żona pana Jerzego przyjechała, żeby wykopać kwiaty i przewieźć je na nową posesję. Bo musi być jakaś łączność między starym a nowym.

    Wchodziła woda

    Stare Nieboczowy od co najmniej XIII w. leżą w dolinie Odry. – Co popadało, to był strach, że woda do nas przyjdzie – mówi pan Jerzy. – Był czas, że woda do domów wchodziła rok za rokiem. Jak występowała z koryta, zalewała dolinę i wszyscy ją mieli w piwnicach. Ale w 1997 to dała nam popalić i trzymała ponad tydzień – wspomina.

    U Alojza – sąsiada pana Stefana, przez tydzień krowy i byki stały zanurzone po brzuch i nie dało się im pomóc. Pan Stefan: – Teściu po powodzi umarł. Leżał w łóżku, bo miał nogę uciętą, długie lata był inwalidą. Jak do domu przyszła woda, córka mu powiedziała: „Tata, spuść rękę”. Posłuchał jej, dotknął ręką wody i twarz mu się zmieniła. Widać było, jaki przeżył szok, choć niejedno widział. Przenieśliśmy go na piętro z parteru, razem z meblami, lodówką, ale woda nas goniła – opowiada. Pan Jerzy: – Pierwsze się ratowało zwierzęta i auta.

    Żeby uchronić okolicę przed podobnymi zalaniami, postanowiono poświęcić Nieboczowy i miejsce po nich zamienić w suchy zbiornik retencyjny „Racibórz Dolny”. W krytycznym momencie, gdyby powtórzyła się powódź podobna do tej z 1997 roku, według ekspertów ocali przed zalaniem Racibórz i Opole. Chwilowo trwa przerwa w budowie, bo wykonawca nawalił, ale to tylko przejściowy postój. Z doliny Odry „nieboczowiki” przenieśli się na teren przysiółka Dąbrowa w Syryni, w gminie Lubomia. W starej wsi mieszkało 500 osób. Połowa wzięła odszkodowania i przeniosła się do sąsiednich miejscowości. Druga połowa zamieszkała w nowej wsi. Ze starej mieli bliżej do Raciborza, z nowej – do Wodzisławia.

    – Każdy, kto ma opuścić ojcowiznę, przeżywa traumę – mówi ks. Mariusz Pacwa, proboszcz nowej parafii pw. św. Józefa Robotnika. – „Nieboczowiki” mieszkali na skraju świata. Każdy miał swoje pole, zwierzęta. To ludzie bardzo pracowici, zorganizowani, wygrywali konkursy w gminie, zawsze byli skupieni przy kościele. Teraz mieszkają w przepięknych domach z imponującą infrastrukturą. To zadośćuczynienie za to, że zabrano im ojcowiznę. Śląski kapłan ma być z ludem, więc im w tej przeprowadzce towarzyszyłem – dodaje.

    Pod prąd

    – To pierwszy taki przypadek w Polsce, że przeniesiono całą wieś z infrastrukturą, a wykonawcą wszystkiego jest samorząd – mówi dr Czesław Burek, piątą kadencję wójt gminy Lubomia, z zawodu prawnik. – Sam wnioskowałem, żeby nasza gmina od a do zet dokonała przesiedleń. Dlatego nam się udało, bo znam tę społeczność.

    Wcześniej podobne przesiedlenia miały miejsce przy budowie zapory w Czorsztynie i Świnnej-Porębie. Obie inwestycje zostały przeprowadzone przez państwo i pierwsza trwała kilkanaście, a druga 31 lat. Przeniesienie Nieboczów razem z fazą projektowania zajęło zaledwie 5 lat. Do końca tego roku wszystko ma się skończyć. Wójt, realizując przedsięwzięcie, korzysta ze wsparcia instytucji międzynarodowych: funduszy unijnych, Banku Światowego, Banku Rozwoju Europy i środków bud­żetu państwa. – Bank Światowy, który wspomógł nas pożyczką, kontroluje nas dwa razy do roku – opowiada. – Oni mają takie zasady: za stary dom zapewniają jego mieszkańcom nowy o tym samym standardzie.

    Przyznaje, że na początku nie było mu łatwo: – W 2000 powstał Komitet Obrony Nieboczowian. Tworzyli go ludzie mocno przywiązani do małej ojczyzny, niechętni wysiedleniu. Na szczęście ówczesny sołtys, nieżyjący już Lucjan Wendelberger, był spiritus movens przenosin w nowe miejsce. Poszedłem pod prąd większości – opowiada wójt. Ostry protest trwał do roku 2007. – Nie zapomnę jednej wizyty u rodziny wielkich gospodarzy, którzy mi powiedzieli, że jak przeniosę wioskę, to będę zdrajcą. Potem się okazało, że jako jedni z pierwszych sprzedali swój dom i wybudowali się gdzie indziej.

    Dzięki determinacji wójta i połowy mieszkańców mają teraz wieś w nowym miejscu przeniesioną wraz z kościołem, cmentarzem, remizą z przedszkolem i kuchnią, boiskiem, a nawet z przydrożnymi kapliczkami. – W środku wsi będzie plac, staw z wyspą, bo tutejsi są do wody przyzwyczajeni, pięciohektarowy park – opowiada wójt. – Teraz ci ludzie nieźle mieszkają. Dla tych, których nie było stać na dom, budujemy mieszkania komunalne, za które będą płacić czynsz. W tej chwili mamy 200 mieszkańców, ale to wieś przyszłościowa. Działki będą mogli tutaj kupić także ludzie z zewnątrz – miejsca jest pod dostatkiem.

    Stare z nowym

    W nowych Nieboczowach pierwszy stanął kościół pw. św. Józefa Robotnika, wybudowany w rekordowym tempie, w półtora roku. – W każdą niedzielę przyjeżdża tu masa ludzi, żeby go zobaczyć i pomodlić się – mówi pan Jerzy. – Ludzie uważają, że to atrakcja turystyczna. – To chyba jedyny w świecie kościół zbudowany z udziałem dotacji Banku Światowego i odszkodowania za świątynię ze starych Nieboczów – mówi ks. proboszcz Pacwa. – Stary kościół został zdesakralizowany i za miesiąc zostanie zburzony.

    Zdążyliśmy go jeszcze zobaczyć – stoi w opuszczonej wiosce z zamurowanymi drzwiami i wieżą z wyrwą, przez którą wyciąg­nięto dzwony do nowej świątyni. – W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu parafia została poszerzona o mieszkańców Dąbrowy, którzy zostali wyłączeni z parafii w Syryni, bo teraz mają bliżej do kościoła. Zaczęła się integracja dwóch społeczności – nieboczowskiej z syryńską. Choć kościół wraz z całą wsią zostanie poświęcony dopiero we wrześniu, już odprawiane są w nim Msze św. Organy, ołtarze, ambona, chrzcielnica, niebieski konfesjonał i stacje drogi krzyżowej zostały przeniesione ze starego, murowanego kościoła wzniesionego w 1930 r. Wcześniej poddano je efektownej renowacji. – W ołtarzu, powstałym w okresie międzywojennym, widzimy świętych związanych z lokalnymi zawodami: św. Józefa, św. Floriana, św. Barbarę, św. Katarzynę, św. Izydora – wylicza ks. proboszcz. Boczne ołtarze są poświęcone Sercu Pana Jezusa i Sercu Maryi, a obok widać figurę Matki Bożej Fatimskiej. W zakrystii za szkłem – XVI-wieczna figura św. Józefa, znaleziona u parafian w stodole. Świątynia swoją bryłą nawiązuje do pierwszego drewnianego kościoła w Nieboczowach, pochodzącego z przełomu XVI i XVII wieku. Jej wysoka na 28 metrów wieża jest obita drewnem z modrzewia syberyjskiego, dach pokrywają łupki włoskie, kopuły – także modrzew syberyjski. Wnętrze kościoła wykonano z marmuru chorwackiego. – Tutaj stare łączy się z nowoczesnością – opowiada ks. Pacwa. Kościół ma ogrzewanie podłogowe, monitoring, podświetlenia LED, zautomatyzowany system sterowania, który sprawia, że w zależności od temperatury okna uchylają się same. Wszystko jak od linijki, przemyślane w każdym detalu. Proboszcz Pacwa przyznaje, że czuwał nad wykonaniem nawet najdrobniejszych szczegółów, zasięgając rady Komisji Sztuki Sakralnej.

    Dobre wino

    – Na początku my się swojego trzymali rękami i nogami – mówi pan Stefan. – Dla nas tam było fajne życie na uboczu – spokój, cisza.

    Pracował w PKP w Rybniku. Najpierw dojeżdżał rowerem, autobusem, potem pociągiem. Po powodzi – tylko swoim autem. Pokazuje biały dom rodzinny żony: – Był większy niż nasz nowy – ogród, stodoła, dwa garaże.

    – Wrota ci już uciekły – pan Jerzy zwraca uwagę na wyrwę, gdzie była furtka do ogrodu. Dawny gospodarz prowadzi nas do obory: – Tu świnki stały, krówka, byczek i mniejsze zwierzęta – wymienia. Przechodzimy za stodołę, gdzie rozciągało się stare koryto Odry. – Teściu pamiętał, jak tam woda płynęła – wspomina.

    – W tej stronie my się za łebka kąpali – potwierdza pan Jerzy. – Tu rybów była masa. Teraz domy wyrabowane, choć strażnicy co jakiś czas zaglądają.

    – Obok naszego, widzi pani, dom nowo wybudowany, a też musieli z niego odejść – macha ręką pan Stefan. – Teraz do służby w kościele mam 250 metrów – uśmiecha się. – Bliżej niż tu, gdzie szedłem kilometr. Wnuki razem ze mną liczyły, ile mam do przejścia od drzwi domu do drzwi kościoła.

    Kiedy niedawno do starej wsi przyleciała helikopterami na ćwiczenia brygada antyterrorystyczna, razem z żoną przyjechali zobaczyć, co się dzieje w ich domu. – Podjechaliśmy na odległość 100 m, ale wojskowy kazał nam się odsunąć od obiektu – opowiada. – Po naszych pokojach obcy ludzie biegali. Żonce, jak na to patrzyła, łzy leciały. Ja nic nie mówiłem.

    – Ja już zapomniał, że tu mieszkał – mówi pan Jerzy. – Ciężko było żyć na starych śmieciach. Stare to jest dobre tylko wino. Trzeba było domy ocieplać, więcej palić w piecu.

    W starej wsi mieszkał w trzech domach, zaczynając od rodzinnego żony. Przez 20 lat dojeżdżał autokarem do pracy w kopalni „Zofiówka”. Teraz pomaga w nowym kościele.

    Przechodzimy koło starego cmentarza, zamienionego w rozkopane pole z powywracanymi skibami ziemi, która już się przyzwyczaiła do chronienia nieboszczyków. Wszyscy zostali ekshumowani i przeniesieni na nowe miejsce. – Ja patrzył, jak moich rodziców wyciągali – opowiada pan Jerzy. – Moja matka pochowana 18 lat temu cała była, jakby wczoraj ją grzebali.

    – A ja widzieć niczego nie chciałem – mówi pan Stefan. Na nowym cmentarzu w nowych Nieboczowach pochowano tylko jedną starszą, zasłużoną parafiankę – Annę Łyko.

    – Średni wiek mieszkańców Nieboczów to 40–50 lat – mówi wójt Burek. – Dziś to głównie górnicy, rolnicy, pracują też w usługach i na żwirowiskach w dolinie. Przez lata mówiono im, że pod nimi leży złoto. Myślano o żwirze, który teraz masowo wydobywają wokół starej wsi, powiększając zbiornik. – Dzikie zwierzaki zaraz się pokażą, bo mają spokój od człowieka – mówi pan Jerzy, który wystraszył kota w swoim dawnym domu. Wracamy do nowej wioski, gdzie wszystko wygląda jak na pocztówce z Ameryki. – Ważne, że na nowym jesteśmy między swoimi – mówi pan Jerzy. – Tylko sąsiady się zmieniły. – Taki już los człowieka, jak pisał Szołochow – zamyśla się pan Stefan. 

    «« | « | 1 | » | »»
    Przeniesiona wioska

    Przeniesiona wioska

    GOŚĆ NIEDZIELNY DODANE 20.04.2017

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • Eugeniusz_Pomorze_
      28.05.2017 16:04
      Przepiękna wielka mała boża opowieść. Za starymi wadowiczanami chce się powiedzieć: "Czas ucieka, wieczność czeka"...
    • Gość
      29.05.2017 12:03
      Dlaczego nie ma więcej zdjęć ? Komu się nie chciało . Sądzę że każdy z zainteresowaniem by obejrzał : stare - nowe . Przecież to żadna trudność a podniosło by walory artykułu .
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół