• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Aborcji nie odpuścimy!

    dodane 20.04.2017 00:00

    O nowej inicjatywie antyaborcyjnej, strategii zwiększenia prawnej ochrony życia i stosunku Polaków do tego problemu mówi Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina.

    Bogumił Łoziński: Pani Fundacja Życie i Rodzina ogłosiła akcję #ZatrzymajAborcję. Na czym ona polega?

    Kaja Godek: Złożymy obywatelski projekt przeciwko aborcji, który będzie chronił dzieci nienarodzone przed zabijaniem. Jego treść podamy w najbliższych tygodniach, gdyż chcemy, aby był wypracowany we współpracy z różnymi środowiskami i uzyskał jak największą akceptację. Chodzi o to, aby przedstawić taką ustawę i w taki sposób, aby wreszcie zmienić prawo zezwalające na aborcję. Tego chce wiele osób w Polsce. W ostatnich wyborach lewica niemal w całości została przez Polaków odstawiona poza parlament. To jasny sygnał, że ludzie chcą obrony tradycyjnych wartości.

    Tylko ten nowy parlament, już bez lewicy i z samodzielną większością PiS, odrzucił jesienią obywatelski projekt całkowicie zakazujący aborcji.

    Po odrzuceniu tamtego projektu Polska Federacja Ruchów Obrony Życia złożyła kolejny, który trafił do komisji petycji, gdzie utknął. Reakcja większości parlamentarnej była taka: „Ojej, dopiero co odrzuciliśmy jeden, a wy już przychodzicie z następnym”. Tak właśnie będzie. Złożenie kolejnego projektu jest logicznym następstwem tego, co dzieje się w sprawie ochrony życia w Sejmie. To nie jest tak, że można jakiś projekt odrzucić i powiedzieć ludziom: idźcie do domu. Postulat zakazu aborcji jest co jakiś czas podnoszony i nie będziemy się poddawać. Trzeba dawać rządzącym jasny sygnał, że jest oddolny ruch, który dąży do uchwalenia lepszego prawa. I działać do skutku.

    Choć nie macie jeszcze gotowego projektu, ogólne założenia na pewno już są. Czy znajdzie się w nim karanie za aborcję, które było w projekcie Fundacji Pro – Prawo do Życia?

    Przepis z karalnością – jeśli nawet od strony formalnoprawnej był słuszny – nie sprawdził się w kampanii społecznej. Karalność była pretekstem do ostrych ataków i spowodowała podziały nawet wśród zdeklarowanych obrońców życia. My na pewno chcemy zrobić projekt bez karalności matek. Tak naprawdę problem, przed którym stoimy, jest tylko jeden: czy wpisać całkowity zakaz aborcji, czy tylko zlikwidować wyjątek eugeniczny.

    Ku jakiemu rozwiązaniu Pani się skłania?

    Całkowity zakaz aborcji jest naturalny, bo wszystkie dzieci mają prawo do narodzenia się i nie można ich dzielić na lepsze i gorsze. Z drugiej strony wykluczenie prawa, które pozwala zabijać dzieci chore, spowoduje zahamowanie 96 procent aborcji, a ma większe szanse powodzenia. Według mnie, aby skutecznie, w znacznym stopniu i jak najszybciej poprawić prawo, należy złożyć projekt zakazujący aborcji z powodu choroby dziecka. Wszystkie badania, nawet robione przez sondażownie nie kojarzone z prawicą, pokazują, że przesłanka eugeniczna jest najmniej akceptowana przez Polaków. Właśnie ona prowadzi do najbardziej brutalnych aborcji, bo są one dokonywane w piątym lub szóstym miesiącu ciąży, gdyż dopiero wówczas przeprowadza się badania prenatalne. Lewicy bardzo trudno atakować dążenie do likwidacji przesłanki eugenicznej, przecież to dyskryminacja ze względu na odmienność.

    Twierdzą, że jeśli dziecko ma wady letalne, to kobiety są zmuszane do rodzenia „potworków”.

    Według mnie takie twierdzenia do świadomości większości ludzi się nie przebijają. Ze stosunkiem do aborcji jest tak, że istnieje grupa osób, które mają w tej sprawie jednoznaczne zdanie – nie wolno nikogo zabijać. Z drugiej strony jest skrajna lewica, niezbyt liczna, ale hałaśliwa, która zawsze będzie walczyć o to, aby móc zabijać jak najwięcej dzieci. Problem jest ze środkiem – która strona zjedna większość. W kwestii aborcji eugenicznej trudno jest przekonać ludzi, którzy nie mają na ten temat zdania, że dobrze jest zabijać chore dzieci. Proszę zwrócić uwagę, że w ostatnich latach praca ruchów pro life doprowadziła do tego, że większość ludzi już nie mówi „uszkodzony płód”, tylko „chore dziecko”. Ta zmiana, która dokonała się w aparacie pojęciowym, jest potężna.

    Lewica twierdzi, że za zakazem aborcji eugenicznych pójdzie zakaz badań prenatalnych.

    To nieprawda. W żadnym projekcie obywatelskim złożonym w Sejmie nie było takiego zakazu, także w naszym tego nie przewidujemy. O wykonywaniu badań prenatalnych decydują standardy prowadzenia ciąży, a tych ustawy antyaborcyjne nie zmieniały.

    Mówi Pani, że zdecydowani zwolennicy aborcji stanowią wąską grupę. Jednak czarne marsze pokazały coś innego.

    Nie zgadzam się z twierdzeniem, że czarne marsze pokazały siłę zwolenników aborcji. Znane są relacje ludzi, którzy w nich uczestniczyli, a jednocześnie podkreślali, że wcale nie są za zabijaniem dzieci przed urodzeniem. Czarne marsze wymyśliła działaczka Partii Razem, która jest specjalistką od marketingu społecznego i która je zaplanowała oraz przeprowadziła zgodnie z zasadami organizowania akcji społecznej. Udało się jej wyprowadzić na ulicę ludzi, którzy często nie wiedzieli, po co tam idą. Natomiast według mnie te protesty pokazały, że zbieranie podpisów pod projektem obywatelskim na wiosnę, aby był czytany w Sejmie jesienią, nie jest dobre, gdyż rozmawia się o projekcie pod presją ulicy. My planujemy zbierać podpisy od września do listopada, wtedy projekt zostanie przedstawiony do czytania w styczniu lub lutym.

    Myśli Pani, że mróz zahamuje manifestacje zwolenników aborcji?

    Jest szansa, że presja ze strony ulicy ze względu na warunki atmosferyczne będzie mniejsza, co pozwoli na bardziej merytoryczną debatę.

    Od 2011 r. do Sejmu trafiło pięć projektów obywatelskich, które całkowicie zakazywały aborcji, albo tylko przesłanki eugenicznej, i wszystkie zostały odrzucone. Czy teraz macie jakąś strategię osiągnięcia celu?

    Według mnie ludzie są przekonani, inaczej nie uzbierałoby się przez te lata łącznie ponad dwóch milionów dwustu tysięcy podpisów pod tymi projektami. Proszę zwrócić uwagę, że inicjatywy antyaborcyjne mają największe poparcie. Projekty dotyczące sześciolatków czy wolnej niedzieli zebrały mniej podpisów.

    Zasadnicze znaczenie będzie miała postawa posłów Prawa i Sprawiedliwości. Czy będziecie ich przekonywać?

    Posłów najbardziej przekonuje fakt, że nie można takiego projektu odrzucić i myśleć, że w tej sprawie już nic więcej się nie stanie. Wprost przeciwnie, obywatelskie inicjatywy antyaborcyjne będą się powtarzały nieustannie, aż osiągniemy cel. Tak działa lewa strona. Oni mają swoje stałe żądania, np. wprowadzenie związków partnerskich. Co jakiś czas robią wokół tego tematu akcję, czy to ustawowo, czy tak jak obecnie, odwołując się do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, aby uznać takie związki zawarte za granicą. Pokazują w ten sposób, że odrzucenie ich postulatu nie spowoduje, że on zniknie. My musimy działać tak samo. Nie pozwolić aborcji zamieść pod dywan.

    Chcąc zwiększyć szansę przyjęcia ustawy, planujecie spotkać się z kierownictwem PiS i namówić do poparcia projektu?

    Przy projektach obywatelskich rozmowy z politykami, aby je poparli, to normalna rzecz. Tym razem też podejmiemy takie działania. Prezes PiS Jarosław Kaczyński w rozmowie z państwa tygodnikiem jednoznacznie powiedział, że jest przeciwko aborcji eugenicznej. Po tej deklaracji nie wyobrażam sobie, aby nie poparł wykreślenia tej przesłanki. Innym sposobem wpływania na postawy polityków jest pokazanie poparcia społecznego. Dlatego chcemy zebrać dużo podpisów, najlepiej milion. Wszystko zależy od tego, ile osób w tę inicjatywę się zaangażuje. Myślę, że gdy napiszemy ustawę, która będzie miała realne szanse na uchwalenie, to ludzie, mając nadzieję na sukces, będą chętnie się podpisywali.

    Będziecie chcieli uzyskać poparcie dla projektu ze strony Kościoła?

    Pierwsze głosy poparcia już padły, na przykład ze strony biskupa radomskiego Henryka Tomasika. W ubiegłym roku episkopat był w trudnej sytuacji, bo oczywiście opowiedział się za obroną życia, a jednocześnie przeciwko karalności, co sprawiało wrażenie pewnej dychotomii. Teraz trzeba przedstawić taki projekt, który zostanie przez biskupów jednoznacznie poparty. To byłby mocny sygnał dla partii rządzącej, że sprawa jest poważna.

    Fundacja Życie i Rodzina ma dostateczną liczbę współpracowników, aby zebrać milion podpisów?

    W tej chwili mamy struktury w 30 miejscowościach w Polsce. To jest baza. Gdy ogłosiliśmy start naszego projektu, w tydzień zgłosiło się ponad 100 nowych osób z różnych części Polski. Dla mnie jest to kolejna zbiórka podpisów pod projektami obywatelskimi, więc zapewniam, że da się to zrobić. Ważne, aby zaangażowali się ludzie z różnych miejsc. Dlatego apeluję: jeśli ktoś może we wrześniu, październiku i listopadzie zbierać podpisy, to niech się do nas zgłosi. Formularz wisi na stronie fundacji: zycierodzina.pl.

    Środowisko pro life jest podzielone, pogłębiło się to w związku z projektem przewidującym karalność. Czy jest szansa, aby zjednoczyło się wokół waszej inicjatywy?

    Bardziej niż karalność środowisko obrońców życia podzielił styl prowadzenia kampanii. Na przykład straszenie, że jak ktoś nie poprze projektu, to zrobimy z niego aborcjonistę. Nie muszę tłumaczyć, jak taka groźba działa na ludzi, którzy od dwudziestu paru lat bronią życia i wiele przez to wycierpieli. Do tego prace nad ustawą zostały przeprowadzone w takiej formule, że nie było szans na osiągnięcie porozumienia. Ja podchodzę do naszej inicjatywy w taki sposób, że zawsze najważniejsze jest dobro dzieci. Liczę na poparcie ze strony innych ruchów, ale nie będę nikogo przymuszała, żeby zaangażował się w naszą inicjatywę. Apeluję o okazanie życzliwości dla naszego projektu na tyle, na ile każdy może to zrobić. Już jej doświadczamy. Najważniejsze, aby w wyniku naszych działań została poprawiona sytuacja prawna dzieci przed urodzeniem. 

    Kaja Godek

    jest członkiem zarządu Fundacji Życie i Rodzina, była pełnomocnikiem dwóch obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, zakazujących aborcji w roku 2013 i 2015, obydwie zostały odrzucone przez Sejm zdominowany przez PO i Ruch Palikota. Z wykształcenia jest anglistką, ma męża i troje dzieci, jedno z zespołem Downa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • KrzysiekZ
      24.05.2017 16:01
      Jeżeli dobrze zrozumiałem , w artykule stwierdzono, że do poparcia dla ustawy antyaborcyjnej trzeba namawiać nie tylko posłów PIS , ale również Kościół katolicki tzn. duchownych a w tym biskupów. Jeżeli tak jest, to znaczy ,że jako kościół katolicki w Polsce jesteśmy w stanie wołającym o postę do Nieba.
    • KrzysiekZ
      24.05.2017 16:03
      O POMSTĘ do Nieba.
    • gut
      25.05.2017 23:57
      Dobrze wiedzieć o dalszych Inicjatywach. :) Pozdrawiam Serdecznie Szanowną Panią Kaję Godek! :-))
    • Małgorzata
      07.06.2017 08:22
      Oto kobieta, która nienawidzi innych kobiet i marzy o tym, by narzucić im swój światopogląd. Nie chce Pani aborcji, to prosze jej sobie nie robić. A całkowity zakaz aborcji nie jest przejawem miłosierdzia, tylko zdedcydowanie za daleko posuniętej ingerencji w życie innych osób. Nie ma to z wiarą nic wspólnego.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół