• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pax Americana

    Bartosz Bartczak Bartosz Bartczak

    dodane 13.04.2017 14:39

    Przy nowym prezydencie Barack Obama wychodzi na bardzo słabego przywódcę.

    Kiedy wojska prezydenta Asada użyły broni chemicznej, Donald Trump nie opowiadał bajek o czerwonych liniach, tylko rzucił rakiety na syryjskie bazy wojskowe. Co więcej, rosyjskim sojusznikom Syrii dał do zrozumienia, że muszą się zastanowić nad poparciem obecnego reżimu. Kiedy Koreańczycy z północy mogliby zagrozić Ameryce i jej sojusznikom, Donald Trump nie bawił się w tworzenie grup nacisku na reżim, tylko wysłał flotę wojenną w kierunku Półwyspu Koreańskiego. I daje chińskim sojusznikom Kim Dzong-Una do zrozumienia, że muszą zastanowić się nad wsparciem dla jego reżimu.

    W największym szoku są chyba Rosjanie. Oczekiwali prawdopodobnie, że po wygranej Trumpa Amerykanie będą chcieli zwinąć się ze świata i negocjować nowy podział stref wpływów. Jak się okazuje, o nowej Jałcie nie ma mowy. Co więcej, jednym precyzyjnym atakiem rakietowym zburzyli Rosjanom misterną konstrukcję dyplomatyczną. Amerykański atak poparła Turcja, która dotychczas dogadywała się z Moskwą i Teheranem. Co więcej, przyszłość Baszszara al-Asada, największego obecnie sojusznika Kremla na Bliskim Wschodzie, wcale nie jest już taka pewna.

    Również Chińczycy nie mogą być zadowoleni. Ich plan powolnego wypychania USA z pozycji światowego hegemona też może pozostać niezrealizowany. Waszyngton ma narzędzia szkodzenia chińskiej gospodarce i Donald Trump dał do zrozumienia, że nie zawaha się ich użyć, jeśli miałoby to przynieść korzyści jego krajowi. A w kolejce do postawienia do pionu czekają też inne kraje podważające pozycję Ameryki na świecie, np. Iran. Również Niemcy dostały komunikat, że nowemu przywódcy USA nie podoba się tworzenie z Unii Europejskiej narzędzia wzmacniającego pozycję Berlina względem Waszyngtonu.

    Największym efektem ostatnich wydarzeń jest wysłanie do świata czytelnego sygnału, że to Ameryka jest hegemonem na świecie i nie zawaha się skorzystać z tej pozycji, żeby bronić swoich interesów. Jeśli ktoś Amerykanom podskoczy, dostanie po uszach i nie schowa się za plecami Rosji, Chin czy innego kraju. Prezydenta, który bronił na świecie przede wszystkim interesów gejów, zastąpił w Białym Domu człowiek, który bronił będzie przede wszystkim interesów USA. Dla Polski, jednego z najbardziej proamerykańskich krajów na świecie, nie musi to oznaczać wcale nic złego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Gość
      13.04.2017 15:50
      Czyli to dobrze, że się zabijamy nawzajem? Czy to portal chrześcijański czy prawicowo-konserwatywny?
    • Gość
      14.04.2017 10:28
      Zastanawia mnie, jak można jednocześnie wyznawać religię, która nawołuje do empatii, pokoju, miłości do drugiego człowieka, a z drugiej ekscytować się brutalną siłą i egoistycznymi przywódcami.
    • Gość
      16.04.2017 10:20
      Religia pokoju i milosci nie oznacza, ze chrzescijanie maja co do jednego zostac meczennikami i dac sie taorturowac i mordowac w imie zachowania pozorow pokoju na swiecie. Kiedy trzeba bylo Chrystus wzial bicz i przepedzil przekupniow ze swiatyni. Zlo trzeba zwalczac, a zlem jest rezim mordujacy swoich obywateli, trujacy dzieci bronia chemiczna czy bombardujacy szpitale. Jezeli nie stawi sie mu oporu, wtedy tylko urosnie w sile. Zreszta w przypowiesci o nadstawianiu drugiego policzka nie chodzi o zakaz obrony zycia czy zdrowia. Polecam odpowiedni numer W Drodze. Pozdrawiam
    • Gość
      18.04.2017 09:12
      Chyba mylisz pojęcia. Męczennik nie oznacza mięczak. Wręcz przeciwnie. Np ks. Popiełuszko został męczennikiem bo mocno się stawiał, nie odpuszczał tylko trwał przy swoim. Do bycia silnym nie potrzeba rakiet!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół