Nowy numer 16/2018 Archiwum

Pax Americana

Przy nowym prezydencie Barack Obama wychodzi na bardzo słabego przywódcę.

Kiedy wojska prezydenta Asada użyły broni chemicznej, Donald Trump nie opowiadał bajek o czerwonych liniach, tylko rzucił rakiety na syryjskie bazy wojskowe. Co więcej, rosyjskim sojusznikom Syrii dał do zrozumienia, że muszą się zastanowić nad poparciem obecnego reżimu. Kiedy Koreańczycy z północy mogliby zagrozić Ameryce i jej sojusznikom, Donald Trump nie bawił się w tworzenie grup nacisku na reżim, tylko wysłał flotę wojenną w kierunku Półwyspu Koreańskiego. I daje chińskim sojusznikom Kim Dzong-Una do zrozumienia, że muszą zastanowić się nad wsparciem dla jego reżimu.

W największym szoku są chyba Rosjanie. Oczekiwali prawdopodobnie, że po wygranej Trumpa Amerykanie będą chcieli zwinąć się ze świata i negocjować nowy podział stref wpływów. Jak się okazuje, o nowej Jałcie nie ma mowy. Co więcej, jednym precyzyjnym atakiem rakietowym zburzyli Rosjanom misterną konstrukcję dyplomatyczną. Amerykański atak poparła Turcja, która dotychczas dogadywała się z Moskwą i Teheranem. Co więcej, przyszłość Baszszara al-Asada, największego obecnie sojusznika Kremla na Bliskim Wschodzie, wcale nie jest już taka pewna.

Również Chińczycy nie mogą być zadowoleni. Ich plan powolnego wypychania USA z pozycji światowego hegemona też może pozostać niezrealizowany. Waszyngton ma narzędzia szkodzenia chińskiej gospodarce i Donald Trump dał do zrozumienia, że nie zawaha się ich użyć, jeśli miałoby to przynieść korzyści jego krajowi. A w kolejce do postawienia do pionu czekają też inne kraje podważające pozycję Ameryki na świecie, np. Iran. Również Niemcy dostały komunikat, że nowemu przywódcy USA nie podoba się tworzenie z Unii Europejskiej narzędzia wzmacniającego pozycję Berlina względem Waszyngtonu.

Największym efektem ostatnich wydarzeń jest wysłanie do świata czytelnego sygnału, że to Ameryka jest hegemonem na świecie i nie zawaha się skorzystać z tej pozycji, żeby bronić swoich interesów. Jeśli ktoś Amerykanom podskoczy, dostanie po uszach i nie schowa się za plecami Rosji, Chin czy innego kraju. Prezydenta, który bronił na świecie przede wszystkim interesów gejów, zastąpił w Białym Domu człowiek, który bronił będzie przede wszystkim interesów USA. Dla Polski, jednego z najbardziej proamerykańskich krajów na świecie, nie musi to oznaczać wcale nic złego.

« 1 »
oceń artykuł
  • Gość
    13.04.2017 15:50
    Czyli to dobrze, że się zabijamy nawzajem? Czy to portal chrześcijański czy prawicowo-konserwatywny?
  • Gość
    14.04.2017 10:28
    Zastanawia mnie, jak można jednocześnie wyznawać religię, która nawołuje do empatii, pokoju, miłości do drugiego człowieka, a z drugiej ekscytować się brutalną siłą i egoistycznymi przywódcami.
  • Gość
    16.04.2017 10:20
    Religia pokoju i milosci nie oznacza, ze chrzescijanie maja co do jednego zostac meczennikami i dac sie taorturowac i mordowac w imie zachowania pozorow pokoju na swiecie. Kiedy trzeba bylo Chrystus wzial bicz i przepedzil przekupniow ze swiatyni. Zlo trzeba zwalczac, a zlem jest rezim mordujacy swoich obywateli, trujacy dzieci bronia chemiczna czy bombardujacy szpitale. Jezeli nie stawi sie mu oporu, wtedy tylko urosnie w sile. Zreszta w przypowiesci o nadstawianiu drugiego policzka nie chodzi o zakaz obrony zycia czy zdrowia. Polecam odpowiedni numer W Drodze. Pozdrawiam
  • Gość
    18.04.2017 09:12
    Chyba mylisz pojęcia. Męczennik nie oznacza mięczak. Wręcz przeciwnie. Np ks. Popiełuszko został męczennikiem bo mocno się stawiał, nie odpuszczał tylko trwał przy swoim. Do bycia silnym nie potrzeba rakiet!
    doceń 1