• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Megaekstremalna Droga Krzyżowa

    Marcin Jakimowicz Marcin Jakimowicz

    dodane 21.03.2017 09:20

    „Ile przeszliście?”. „30”. „Nieźle!”. Zapraszamy na megaekstremalną Drogę Krzyżową.

    Znacie to? Czarownica sprzedała krasnoludkowi buty: jeden siedmiomilowy a drugi ośmiomilowy. I zmarł w szpagacie.

    Kawał skojarzył mi się z prześciganiem się w wymyślaniu stopnia trudności nabożeństwa Drogi Krzyżowej. Człowiekowi XXI wieku nie wystarcza już zwykła droga. Musi być ekstremalna (wersja lajtowa jest dla emerytów).

    „Ile przeszliście?”. „30 kilometrów!”. „Nieźle!”. Nie napisałbym tego tekstu, gdybym nie słyszał podobnego dialogu. Rozmawiali młodzi faceci. Wtedy zaświeciła mi się czerwona lampka. Wiecie dlaczego? Bo w Drodze Krzyżowej nie chodzi o to, jak wiele wysiłku w nią włożymy. Chodzi o to, jak bardzo On cierpiał! To Jego krew jest paszportem do nieba. Nie celebrujemy naszej drogi i naszego wysiłku, ale Jego mękę. To na Nim skupione jest światło reflektorów. Jako jedyny przeszedł samodzielnie drogę ze śmierci do życia. Była tak megaekstremalna, że wszelkie próby wyjaśnienia tego słowa są skazane na niepowodzenie.

    Naprawdę nie chodzi mi o nazwę ani o samą ideę (Jest dobra. Wielu moich przyjaciół opowiadało o tym, że taki nocny marsz był dla nich wielkim duchowym doświadczeniem). Chodzi mi o rankingi, o robienie z Pasji turystyki. Boga interesuje nasze serce, a nie ilość przebytych kilometrów wykazana przez endomondo.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gość
      21.03.2017 17:10
      40 km przez 10-12 h ? Bez przygotowania da radę ? ale super tekst. Sedno, bo robi się z tego tylko dyscyplinę ekstremalną.
    • Gość
      21.03.2017 19:47
      Osoby, które spotkałem w czasie EDK i miałem okazję porozmawiać, miały świadomość, że celem jest to aby docenić to co zrobił dla nas Pan. Bez doświadczenia swojej drogi krzyżowej, trudno się wczuć w to, przez co przeszedł Chrystus.
    • Gość
      22.03.2017 09:33
      Jak w każdej modlitwie, ćwiczeniu duchowym itp chodzi o wewnętrzne motywację. Można EDK traktować jak zawody tak jak post jako dietę. Większość ludzi która spotkałem na EDK traktowała ją jako niecodzienny rodzaj modlitwy a nie zawody. Także dla mnie była to walka z własną słabością i nauka, ze o własnych siłach nie dam rady.
    • Robert
      22.03.2017 10:58
      to trochę czepianie się, ja widzę generalnie duże dobro i dobre owoce tego wydarzenia. byłem na EDK 2 razy i jest to już u mnie ważny element w Wielkim Poście, forma rekolekcji na ostatniej prostej przed Wielkanocą, idą na nią też często ludzie którym do kościoła nie zawsze jest po drodze. To że, ktoś się jeszcze motywuje wysiłkiem fizycznym..., szczerze nie przeszkadza mi to, może tam spotkać Jezusa nawet gdy to nie było (a powinno) jego pierwszym celem.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół