• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • I to, i tamto

    Ks. Marek Gancarczyk Ks. Marek Gancarczyk

    |

    GN 10/2017

    dodane 09.03.2017 00:00

    Zwolennicy aborcji szybko potrafili się zorganizować w czarne marsze. Nam, katolikom, taki rodzaj działania jest obcy. Dlaczego tak się dzieje?

    Tekst Piotra Semki pt. „Niepewne siebie pokolenie JP II” z najnowszego numeru „Do Rzeczy” skłonił mnie, by jeszcze raz wrócić do bluźnierczego spektaklu „Klątwa”. Semka zauważył, że reakcja katolickiej opinii społecznej na wspomniane przedstawienie była raczej umiarkowana. Sprowadzała się głównie albo do stwierdzenia „Polacy, nic się nie stało”, albo do wezwania „Skupmy się na modlitwie”. Z drogi prawnej przeciwko twórcom spektaklu zdecydowali się skorzystać tylko nieliczni. Wypada zgodzić się z autorem, że tak właśnie było. Zresztą ja sam w tekście sprzed tygodnia drogę prawną sugerowałem bardzo ostrożnie, zachęcając przede wszystkim do modlitwy za aktorów. Czy jednak Semka nie ma racji, wytykając katolikom brak organizacji? Muszę przyznać, że mnie zdecydowanie bliżej jest do reakcji typu „skupmy się na modlitwie”. Taka odpowiedź jest oczywiście potrzebna, ale rezygnację z drogi prawnej czy też jakiegoś rodzaju manifestacji należy uznać za błąd. Pojawia się w tym miejscu niezwykle kluczowa dla katolicyzmu litera „i”. Liczy się i modlitwa, i obywatelska samoorganizacja. To trochę jak z dietą i postem. Dieta pomaga na brzuch, post pomaga i na brzuch, i na duszę. Zwolennicy aborcji szybko potrafili się zorganizować w czarne marsze. I niestety osiągnęli swój cel. Nam, katolikom, taki rodzaj działania jest obcy. Dlaczego tak się dzieje?

    Niektórzy dla poprawienia samopoczucia powiedzą, że postawa wycofania, skupienia się tylko na modlitwie wynika z chrześcijańskiej pokory oraz z konieczności nadstawiania drugiego policzka. Nie da się ukryć, że bez pokory ani rusz, ale w tym wypadku – jak mi się zdaje – nie o nią tu chodzi. Bezczynność wynika raczej ze strachu, ale też – co sugeruje Semka – z przekonania, że twarda obrona swoich praw ma posmak radykalizmu. A ten kojarzy nam się jak najgorzej. Nie chcemy uchodzić za radykałów, raczej chcemy spokojnie i statecznie żyć na tym świecie. Pragnienie jak najbardziej zrozumiałe. Co jednak musi się jeszcze stać, jakie bezeceństwo musi pojawić się w przestrzeni publicznej, byśmy aktywnie zareagowali? A poza tym: czy swego rodzaju bierność nie może być poczytana za obojętność wobec tego, co święte? Skłaniając się ku temu, co spokojne i stateczne, nie potrafię uwolnić się od myśli, że niekochany radykalizm jest jednak czasem potrzebny. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • Anna Panna
      10.03.2017 00:51
      Ksiądz Redaktor nie zauważył ani jednego MARSZU DLA ŻYCIA I RODZINY ani licznych, wielotysięcznych manifestacji Radia Maryja? Zagranicą Ksiądz może w ostatnich latach przebywał? Niemieckim katolikom jest to rzeczywiście OBCE.
    • Oscylator
      11.03.2017 21:48
      Niestety muszę przyznać że najwięcej szkody robią nasi pasterze którzy swoją biernością policzkują nas. Pod projektem ochrony życia nienarodzonych zostało zebrane 500000 podpisów. To jest duż osiągnięcie zwłaszcza że zaczęły się głosy biskupów o karaniu kobiet i td. W ten sposób same elity kościoła ubiły ten projekt. Jak by nie było dwuznaczności to czarne protesty by nic nie dały. Kościół nie jest jednością. Taki wniosek. Sojusz tronu z ołtarzem jest zły dla ołtarza.
    • Gość
      12.03.2017 14:23
      Pokolenie lat 50/60 jest bez kręgosłupa moralnego.Mistyk który wystygł wynik cynik
    • gada
      15.03.2017 14:45
      Niezorganizowani ??!!! A marsze dla życia, to pies ????? Poczekajmy do wiosny, wyjdziemy na ulice !!!!!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół