Reklama

    Nowy numer 21/2018 Archiwum

Nie osądzaj… nawet siebie

Nie jest łatwo żyć, gdy chce się być bardzo szczęśliwym, a musi się być nieszczęśliwym.

Zawsze mnie urzekało, gdy czytałem w tym rozdziale Listu do Koryntian, że każdy na końcu otrzyma pochwałę, czyli nieprzemijającą nagrodę. Przyjemnie i z ufnością czyta się słowa zapewniające o wyrozumiałości Boga, który ostatecznie będzie ze mnie dumny. Nie wiem, dlaczego Paweł zdobył się na tak optymistyczny finał sądu dotyczącego naszych grzechów i dobrych uczynków.

Epainos, czyli pochwała, to wyjątkowe wyróżnienie, hymn pochwalny wyśpiewywany najczęściej z powodu męstwa wykazanego w bitwach. Wyobrażam sobie, że Bóg po całym moim życiu wygłosi długi hymn, w którym doceni moją odwagę istnienia w świecie tak niesprzyjającym życiu. Nie jest łatwo żyć, gdy chce się być bardzo szczęśliwym, a musi się być nieszczęśliwym. Potrzeba męstwa wojownika, by przegrywać każdego dnia marzenia i zdobywać się na nadzieję na przekór faktom. Wezwanie do wierności szafarzy łaski Boga zostaje przedłużone o mały traktacik o tym, kto naprawdę ma prawo wydać sąd co do naszych czynów. Osądzanie utrudnia życie nie tylko innym, ale i mnie samemu. Osądzanie uniemożliwia miłość siebie i innych. Początkiem tego toksycznego procesu jest porównywanie się z innymi. Gdyby każdy z nas przypomniał sobie, że jest nieporównywalny, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, wtedy szybko by się zorientował, że wszelkie porównywanie się jest absurdalne.

Z osądem trzeba być bardzo ostrożnym, bo nawet samych siebie nie powinniśmy osądzać. Paweł pisze, że w ocenie siebie samego, mimo wewnętrznej wiedzy o swych czynach, nie należy opierać się na ludzkich opiniach ani nawet na werdykcie swojego sumienia, tylko na sądzie Boga. A On nie tyle sądzi z czynów, ile z ukrytych zamiarów, motywacji, intencji. W Jego oczach będzie się liczyło nie tyle to, co uczyniliśmy albo czego nie uczyniliśmy, ile to, jaką mieliśmy intencję. Pragnienie serca ukryte w ciemnościach zamiarów będzie decydujące. Nie uczucia, wydarzenia, przeżycia, okoliczności towarzyszące są decydujące w ocenie moralnej, tylko wola. To, czego chcemy, a nie to, co czujemy, jest przedmiotem sądu Boga w ostatecznym rozrachunku. Wszystko to skłania do zaprzestania wszelkich pospiesznych i afektywnych osądów, jakich nazbyt często się dopuszczamy, spoglądając na innych i na siebie samych. 

« 1 »
oceń artykuł
  • Gość
    27.02.2017 00:05
    Super
    doceń 0
  • Michał
    01.09.2017 22:39
    Nie rozumiem jednej rzeczy.. św. Paweł pisze "Jeżeli zaś sami siebie osądzimy, nie będziemy osądzeni [1 Kor 11, 31]". Jak ma się to wszystko do tego wersetu?
    doceń 1