• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Spór o prawdę

    Piotr Legutko

    |

    GN 7/2017

    dodane 16.02.2017 00:00

    Jakim państwem była PRL? Bardzo dużo zależy od jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

    Ustroju Rzeczpospolitej Polskiej panującego w latach 1944–1990 nie można nazwać totalitarnym. Ta opinia prof. Marka Chmaja nie ma jedynie charakteru publicystycznego. Jest zasadniczą tezą zawartą w przesłanej do Sejmu ekspertyzie prawnej, podważającej założenia ustawy dezubekizacyjnej. Znany konstytucjonalista dowodzi, że nie można karać za „służbę na rzecz totalitarnego państwa”, w sytuacji gdy PRL (zwana w ekspertyzie Rzeczpospolitą Polską) państwem totalitarnym nie była. Marek Chmaj nie ma co do tego wątpliwości, mało tego, utrzymuje, że „takie określenie jest niezgodne z ustaleniami nauki, ponieważ ustrój PRL można nazwać autorytarnym, bądź autorytaryzmem socjalistycznym, natomiast w latach 70., 80. nie było totalitaryzmu”.

    Co do ustaleń nauki, pan profesor popełnił niewątpliwie nadużycie, ponieważ ani wśród historyków, ani wśród politologów nie ma żadnych jednoznacznych ustaleń w tej kwestii. Przeciwnie, od ćwierć wieku toczy się spór, jak określić ustrojową naturę PRL. Rozstrzygnięcia nie widać, i to też jest jeden z zasadniczych powodów, dla których zbrodnie z lat 1945–1989 wciąż nie zostały rozliczone. Dopiero obecny rząd i większość parlamentarna postanowiły podjąć to wyzwanie, nie tylko w wymiarze symbolicznym. Słowa i definicje zaczynają wreszcie mieć konsekwencje. W przypadku ustawy dezubekizacyjnej bardzo wymierne. Nie jest więc przypadkiem, że ekspertyzę w kancelarii prawnej prof. Chmaja zamówiło Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów Policyjnych.

    Polska Piłsudskiego a Polska Gomułki

    Dylemat związany z oceną ustroju PRL: autorytaryzm czy totalitaryzm – zdaniem prof. Antoniego Dudka – jest na poziomie naukowym nierozstrzygalny. – Nie ma jednej definicji totalitaryzmu, w dodatku trudno tak samo oceniać to, co działo się przed 1956 r. i po nim. Moim zdaniem tylko przed tą datą można w Polsce mówić o systemie totalitarnym. Potem, choć rządziła ta sama partia, realia były zasadniczo odmienne, zarówno jeśli chodzi o skalę terroru, jak i zakres swobód – ocenia politolog z UKSW. Nie zgadza się jednak z tezą prof. Chmaja, że PRL była państwem autorytarnym. – Tak możemy mówić np. o rządach sanacji. A nie sposób stawiać znaku równości między Polską Piłsudskiego a Polską Gomułki. Dlatego często określa się tamto państwo posttotalitarnym, ja zaś używam terminu „autorytaryzm o tendencji totalitarnej” – podsumowuje A. Dudek.

    Paweł Kowal, historyk, uczeń prof. Krystyny Kersten, jest z kolei – tak jak jego mentorka – zdecydowanym zwolennikiem „opcji totalitarnej”. – System panujący w Polsce Ludowej był totalitarny także po 1956 roku. Rządzący w PRL nadal przecież dysponowali takimi samymi instrumentami władzy jak wcześniej, a fakt, że nie mogli lub nie chcieli z nich korzystać, nie zmienia natury systemu – przekonuje. Zdaniem P. Kowala autorytaryzm nie może być też traktowany jak niższe stadium totalitaryzmu, bo oba systemy mocno się różnią, np. stosunkiem do gospodarki, która w państwach autorytarnych zazwyczaj cieszy się pełną swobodą, a w totalitarnych pozostaje pod całkowitą kontrolą państwa. Tak właśnie było w PRL.

      Zbigniew Matuszewski /PAP

    Sojusz z ZSRR miał być „wieczny”

    Trudno zaprzeczyć, że do czasu Okrągłego Stołu Polacy żyli w państwie rządzonym przez monopartię, która kontrolowała praktycznie każdą dziedzinę życia. Istniał rząd, obradował Sejm, sądy wydawały wyroki, ale nikt nie miał wątpliwości, że o wszystkim decydowali sekretarze partii. Nie było instytucji czy organizacji, której PZPR by nie kontrolowała. Można oczywiście stopniować brutalność Bieruta, Gomułki, wczesnego i późnego Gierka, Jaruzelskiego wprowadzającego stan wojenny czy generała godzącego się na dialog z Solidarnością. Nie zmienia to jednak totalitarnej natury ustroju, jaki panował w PRL. Terror słabł, ale istniał do końca. Księdza Sylwestra Zycha bezpieka zamordowała w lipcu 1989 roku, a w prowokacji związanej z tą zbrodnią uczestniczyły ówczesne media i wymiar sprawiedliwości. Do końca PRL działały też: cenzura, centralne planowanie oraz wszechobecny system nomenklatury, a ze swobód obywatelskich można było korzystać jedynie w teorii. To, że Kościół mógł pełnić swoją misję, a kolektywizacji na wsi nie doprowadzono do końca, było tylko taktycznym posunięciem władzy. Tymczasowym odstępstwem od sowieckiej doktryny, wynikającym z analizy polskiej specyfiki, a nie trwałą zasadą ustrojową. To sojusz z ZSRR był „wieczny” i zapisany w konstytucji, wszystko inne zależało od mądrości etapu na drodze do socjalizmu.

    Oczywiście politolodzy mogą i będą toczyć akademickie spory, prawnicy zaś – pisać różne ekspertyzy (w zależności od tego, kto je zleca), nie zmieni to jednak natury PRL-u jako państwa totalitarnego, czyli wtrącającego się we wszystkie sfery życia swoich obywateli. Gdy pod koniec lat 70. pojawiła się w Polsce opozycja, tak właśnie opisywała „realny socjalizm”. Nie kto inny, tylko Jacek Kuroń system, z którym walczył, określał właśnie mianem totalitaryzmu, w którym „scentralizowana władza dysponuje monopolem na organizację, informację i podejmowanie decyzji”. Nieprzypadkowo wzywał: „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”, chodziło przecież o dokonanie wyłomu w owym systemie. Dlatego pierwszy z 21 postulatów sierpniowych dotyczył utworzenia „niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych”.

    Barak najweselszy, ale barak

    Profesor Tomasz Gąsowski, założyciel Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, zwraca uwagę na inny, być może kluczowy aspekt w ustalaniu natury PRL, jakim był brak suwerenności. – Polska Ludowa była funkcjonalnie państwem zależnym od ZSRR. Z tej perspektywy Wojciecha Jaruzelskiego, będącego namiestnikiem Moskwy, swoistym generalnym gubernatorem, nie można nawet traktować jako zdrajcy sprawy narodowej, bo nigdy jej nie służył – przypomina krakowski historyk. Cała elita PRL była dobierana lub filtrowana przez Sowietów, każdy sekretarz miał nie tylko akceptację Kremla, ale też przygotowanego dublera, gdyby przyszło mu do głowy próbować wybić się na jakąkolwiek niezależność.

    Profesor Chmaj w swojej ekspertyzie porównuje Polskę Gierka do Korei Północnej oraz państw rządzonych przez Hitlera czy Stalina. I wyciąga dość oczywisty wniosek, że były to inne systemy. Tyle że równie dobrze (na inne zlecenie) można zestawić PRL z Francją czy Wielką Brytanią (a w kwestii autorytaryzmu – z frankistowską Hiszpanią), by dojść do wniosków równie oczywistych, choć całkiem odmiennych. Nawet zakładając, że byliśmy „najweselszym barakiem w obozie”, to jednak był to barak, znajdujący się w obrębie tych samych, totalitarnych drutów kolczastych, czego doświadczał każdy, kto próbował zobaczyć, jak wygląda inny świat. Jak pisała prof. K. Kersten: „Ustanowiony przez komunistów system pozostał dyktaturą monopartii, nie zakorzenioną prawdziwie w społeczeństwie, ale utrzymywaną siłą potęgi ZSRR”. Raz, w sierpniu 1980 roku, społeczeństwo spróbowało powiedzieć: „sprawdzam” i system pokazał swoją prawdziwą, maskowaną przez kilkanaście miesięcy „duchem porozumienia” naturę – w grudniu 1981 roku. Totalitaryzm w Polsce skończył się – podobnie jak w innych krajach Europy kontrolowanych przez Moskwę – dopiero gdy przestało działać źródło zasilania.

      Maciej Billewicz /PAP

    Kompletne pomieszanie pojęć

    Argumentacja użyta w ekspertyzie zamówionej przez policyjnych emerytów nie jest nowa. Oddaje dominujący przez ostatnie 25 lat nurt myślenia, w którym PRL można opisywać nieomal takimi samymi kategoriami jak III RP. „Skoro u nas był wolny, niezależny od państwa Kościół, były organizacje opozycyjne: Solidarność, KOR, ROPCiO, to nie można uznać tego systemu za system totalitarny” – przekonywał dziennikarza Onetu prof. Chmaj, zastrzegając rzecz jasna, że „to był system autorytarny, niedemokratyczny, oparty na przemocy”. Czytelnicy urodzeni po 1989 roku, czytając te słowa, mogą ulec fałszywym analogiom. W końcu dziś też słyszą zewsząd, że żyją w „systemie niedemokratycznym” (na razie bez przemocy), czytają, że KOD jest inną formą istnienia Solidarności, założoną przez byłych członków KOR, a stan wojenny był w gruncie rzeczy „kulturalnym wydarzeniem”. Jaka jest więc różnica między PRL a III RP? Takie pytania są oczywiście konsekwencją faktu, że żyjemy w czasach kompletnego pomieszania pojęć, dokonywanego w imię doraźnego interesu politycznego przez totalną (nie mylić z totalitarną) opozycję.

    Tym bardziej jednak konieczne wydaje się ustanowienie (wreszcie!) wyraźnej cezury między PRL a suwerenną i demokratyczną Rzeczpospolitą. Niezbędne wydaje się jednoznaczne określenie – przynajmniej na gruncie prawnym – natury systemu, jaki panował w Polsce do upadku ZSRR. To musi pociągnąć za sobą konsekwencje dla ludzi, którzy totalitarnym państwem (w różnych wersjach i na różnych etapach) kierowali. Powinno się to wreszcie dokonać – nie w ramach odwetu, lecz w imię prawdy. Na relatywizowaniu zła tamtej epoki, na budowaniu fałszywej legendy PRL nie udało się zbudować autentycznego narodowego pojednania. Także dlatego, że zawsze powinno ono iść głębiej niż podział.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • JAWA25
      30.03.2017 18:06
      "Skoro u nas był wolny, niezależny od państwa Kościół, były organizacje opozycyjne:
      Solidarność, KOR, ROPCiO, to nie można uznać tego systemu za system totalitarny
      – przekonywał dziennikarza Onetu prof. Chmaj"
      Należałoby zacząć od tego że kłamstwa takie rozpowszechniał swego czasu Lech Kaczyński
      twierdząc np. że Jaruzelski został demokratycznie wybrany
      http://denuncjacje.blog.onet.pl/2010/04/03/q-12-l-kaczynski-i-w-jaruzelski-kumotry/
      czyli że wybory, w których bez względu na wynik 65 % mandatów było zapewnionych
      dla PRONu (PZPR i stronnictwa satelickie) były "demokratyczne".
      Wkrótce po tym Jarosław Kaczyński obwieścił że Gierek nie wsadzał opozycji do więzień
      http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/kaczynski-o-gierku-patriota,138638.html
      Czyli procesy takie jak
      - "Taterników" przemycających paryską "Kulturę" (odbył się jeszcze za Gomułki, lecz za Gierka wciąż siedzieli)
      - "Ruchu" w 1971
      - braci Kowalczyków 1972
      komuś się przyśniły?
      Wymieniam najsławniejsze sprawy i ograniczam się do tych którzy stanęli przed sądem
      a nie byli nieograniczoną ilość razy zamykani na 48 godzin
      czy ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach jak Pyjas.

      Rzekomej wolności Kościoła zaprzecza dekret o ślubowaniu duchownych
      w urzędzie ds. wyznań (9 lutego 1953 i następne).

      Powoływanie się na Kerstenową jest ryzykowne, dużo lepiej od niej pisała Maria Turlejska.
      Obie były z PZPR, lecz Kerstenowa w "Narodzinach systemu" wydumała
      jakoby UBowiec i leśny "obok siebie na cmentarzu leżą"
      Turlejska we wcześniejszej pracy "Te pokolenia żałobami czarne"
      że miejsce spoczynku ofiar stalinowskich pozostaje zagadką.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół