• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wobec nowych wyzwań

    Andrzej Grajewski

    |

    GN 7/2017

    dodane 16.02.2017 00:00

    Gdy Unia trzeszczy w szwach, relacje polsko-niemieckie są szczególnie ważne. Dlatego wizyta Angeli Merkel miała znaczenie nie tylko dla Berlina i Warszawy.

    Przez wiele lat wydawało się, że kierunek integracji europejskiej nie ma alternatywy. Jednak ostatnie lata zachwiały tym przekonaniem. Bankructwo Grecji obnażyło słabość strefy euro. Kryzys migracyjny ujawnił bezradność europejskich polityków w sytuacji zewnętrznego zagrożenia. Konsekwencją był Brexit oraz wzrost popularności ugrupowań antyunijnych. W Ameryce zaś wybory wygrał Donald Trump, który głosi, że Unia jest zbędna, i zachęca jej państwa członkowskie, aby brały przykład z Wielkiej Brytanii. Co będzie dalej z Unią Europejską?

    Europejski wymiar niemieckości

    Kanclerz Merkel jest dla nas najważniejszym partnerem w rozmowach o przyszłości Wspólnoty. Warto przy tym pamiętać, że dla wielu Niemców Unia jest nie tylko ważnym projektem politycznym.

    – Jej zakwestionowanie byłoby dla Niemców podważaniem ich własnej tożsamości, gdyż swoją obecność w Europie postrzegają poprzez członkostwo w UE. Europejskość w niemieckiej debacie jest ważnym komponentem ich świadomości narodowej i warto mieć to na względzie, siadając z nimi do rozmowy o reformie instytucji unijnych – zwraca uwagę prof. Krzysztof Miszczak ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

    Współczesne Niemcy nie są krajem jednolitym etnicznie. Co czwarty obywatel ma migracyjną przeszłość, przede wszystkim turecką, ale nie brakuje także Słowian: Polaków, Czechów, Chorwatów, Ukraińców czy Rosjan. Większość z nich doskonale wpisała się w niemiecką kulturę polityczną, a boom gospodarczy pozwolił im także zrealizować osobiste marzenia. Państwo polskie po 1989 r. także było beneficjentem niemieckiej polityki otwarcia na innych. Niemieckie wsparcie pomagało nam w staraniach o wejście do NATO i Unii Europejskiej, najważniejszych projektach politycznych, decydujących nie tylko o naszym sukcesie gospodarczym, ale także bezpieczeństwie i skoku cywilizacyjnym, w jakim uczestniczyliśmy w tym okresie. Rozpad Unii Europejskiej byłby dla nas geopolityczną katastrofą. Oznacza bowiem nie tylko samodzielną konfrontację z Rosją, ale także ryzyko zmierzenia się z nową, nacjonalistyczną narracją u naszych zachodnich sąsiadów. Z pewnością Niemcy zintegrowane w Unii Europejskiej, nawet próbujące narzucać jej swoje warunki i czerpiące stąd korzyści polityczne i gospodarcze, są lepszym partnerem aniżeli Niemcy bez europejskich zobowiązań i odpowiedzialności, na nowo definiujące swoje miejsce w świecie. Słusznie niedawno zauważył w Sejmie minister Witold Waszczykowski, że powrót do Europy egoizmów narodowych byłby równie szkodliwy jak utopie integracyjne.

    W jakiej Europie?

    Niemcy i Polska chcą stabilnej i trwałej Unii Europejskiej. Minister Konrad Szymański w rozmowie z „Gościem” podkreślał, że dobre porozumienie Warszawy i Berlina jest kluczowe dla powodzenia projektu europejskiego. Problem jednak polega na tym, jak ta Europa ma wyglądać. Nie ulega bowiem wątpliwości, że obie strony inaczej sobie wyobrażają dalsze trwanie tego projektu. Według Jarosława Kaczyńskiego przyszła Unia powinna być związkiem silnych państw narodowych, przestrzegających pewnych wspólnych ustaleń. Niemcy preferują bardziej centralistyczne rozwiązania, mając zaufanie do funkcjonowania unijnych mechanizmów. Dzięki swej sile czerpią z tego ewidentne korzyści polityczne i gospodarcze.

    Te różnice jednak nie muszą być przeszkodą nie do przebycia. Europa już w tej chwili rozwija się w różnych rytmach; kraje, które przyjęły wspólną walutę, wzięły na siebie powinności nieobowiązujące poza strefą euro. Rodzi to dla nich zarówno pozytywne, jak i negatywne konsekwencje. Do niedawna część europejskich elit, może nie mówiąc o tym otwarcie, marzyła o przekształceniu Unii w superpaństwo, głęboko ingerujące nawet w sprawy wewnętrzne państw członkowskich. Dzisiaj jednak Europa przeżywa renesans konserwatyzmu i odrodzenia narodowego, co wzbudza panikę w elitach liberalnych, gdyż widzą w tym zagrożenie dla szeregu wolności i swobód, które są dla nich największą zdobyczą. Jednak napływ migrantów oraz związana z tym seria zamachów terrorystycznych postawiły w centrum debaty europejskiej kwestię, ile z naszej wolności musimy oddać, aby żyć bezpiecznie. To było także ważne doświadczenie Niemiec, zmuszające ekipę Merkel do głębokiej zmiany polityki migracyjnej. Po doświadczeniach ostatnich miesięcy Berlin zdaje się lepiej rozumieć sceptycyzm polskiego rządu w kwestii przyjmowania migrantów. Europa może więc się różnić, ale ścisły model integracji, preferowany dotąd przez Brukselę i wspierany przez Berlin, może mieć alternatywę, o której warto dyskutować, czego dowiodła udana rozmowa Merkel z Kaczyńskim.

    Paradoksalnie, zwraca uwagę prof. Miszczak, Europa różnych szybkości może być dla nas rozwiązaniem korzystnym, np. w dziedzinie obronności. Gospodarczo odstajemy od „twardego” jądra unijnego, ale militarnie możemy wnieść istotny wkład w rozwiązania wzmacniające obronność europejską. W tym kontekście ciekawa jest także propozycja posiadania przez Unię broni atomowej, którą w niemieckiej prasie złożył Jarosław Kaczyński. Faktem jest, że w konstytucji z 1949 r., jak również w traktacie „Dwa plus cztery” o zjednoczeniu z 1990 r. Niemcy zrezygnowały z produkcji i posiadania systemów broni atomowych, a także prawa do korzystania z nich. W tej chwili taką broń, ok. 20 pocisków rakietowych z atomowymi głowicami, mają tylko jednostki armii amerykańskiej stacjonujące w Niemczech. To jednak jest broń amerykańska, a nie niemiecka czy unijna. Zresztą niemieckie społeczeństwo zdecydowanie odrzuca możliwość posiadania takiej broni na wyposażeniu Bundeswehry.

    – Jednak docelowo koncepcja Kaczyńskiego jest słuszna – podkreśla prof. Miszczak. – Jeśli Unia Europejska chce prowadzić samodzielną politykę w wymiarze globalnym, musi mieć identyczne struktury obronne, jakie mają supermocarstwa oraz jej potencjalni wrogowie.

    Solidny partner

    Bilans relacji polsko-niemieckich ostatnich lat jest korzystny. Rząd Merkel wykazał się wielką konsekwencją, jeśli chodzi o wzmacnianie wschodniej flanki NATO. Współpraca obu resortów obrony należy do bardzo udanych. Żołnierze Bundeswehry, wypełniając ustalenia szczytu NATO, właśnie pojawili się na Litwie, ku wielkiemu niezadowoleniu Rosjan. Wbrew głosom koalicjanta z SPD Merkel nadal utrzymuje sankcje za aneksję Krymu. Na współpracy gospodarczej korzystają obie strony. Polska jedną czwartą swoich towarów sprzedaje w Niemczech, a niemieccy producenci bardzo skorzystali z modernizacji Europy Środkowej. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wszystkie te pozytywne tendencje nadal rozwijać, zwłaszcza że blisko milion naszych rodaków zatrudnionych jest w niemieckiej gospodarce i ma tam dobrą markę.

    Nie należy przy tym zapominać o kwestiach, w których się różnimy, np. o polityce energetycznej. Niemiecki model energetyczny jest oparty na dążeniu do zwiększenia roli surowców odnawialnych, z kolei polski przez lata będzie bazował na węglu kamiennym i brunatnym. W tle są różne podejścia do konwencji klimatycznych i ekologicznych. Status Polaków mieszkających w Niemczech tylko teoretycznie odpowiada standardom, jakie u nas posiada mniejszość niemiecka. A jak można dbać o własną mniejszość, pokazała kanclerz Merkel, pytając premier Szydło o spór dotyczący przynależności gmin pod Opolem, zamieszkałych także przez członków mniejszości niemieckiej.

    O tym wszystkim rozmawiano w Warszawie, ale wizyta Merkel dotyczyła także ugruntowania podstawowych wolności definiujących przestrzeń wspólnoty europejskiej: swobodnego przepływu osób, towarów, kapitału i usług, bezpiecznych granic zewnętrznych oraz jedności wobec tych, którzy siłą zmieniają granice w Europie. Aby ponosić odpowiedzialność za przyszłość projektu europejskiego, państwa narodowe chcą mieć większe poczucie wpływu na ów projekt. W tym kierunku zmierzają polskie postulaty, a rozmowy z kanclerz Merkel pokazały, że porozumienie w tych kwestiach jest możliwe.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół