• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Bije ostatni dzwon

    ks. Tomasz Horak

    dodane 21.01.2017 10:03

    Czy zdążymy z naprawą zarówno społeczną jak i religijną rodziny? Przed czym mamy zdążyć? Przed ostatecznym załamaniem się europejskiej tradycji, kultury, obyczaju, państwowości.

    Kolędowe wizyty u parafian są nieco męczące, ale i potrzebne. W umyśle duszpasterza powstaje impresjonistyczny obraz tej cząstki świata, jaką jest parafia. A można przyjąć, że jest to obraz większego obszaru – może regionu, może Polski, a może i Europy. Napisałem „impresjonistyczny obraz” – tak, bo składa się z dużej ilości barwnych, czasem świetlistych, czasem ciemniejszych plam. I jak to u impresjonistów – owe plamy, plamki, linie układają się w czytelny obraz. Co zobaczyłem? Jaki obraz wykreowały w mojej głowie cztery setki dłuższych lub krótszych wizyt u parafian?

    Dominantą tego obrazu coraz wyraźniej staje się rodzina. A termin „rodzina” nabiera znaczenia bardzo szerokiego: sakramentalna, cywilno-prawna, na prywatnej umowie, trwała, sezonowa, z dziećmi, z wykluczeniem potomstwa, dobrana (np. wiekowo), dobrana zaskakująco, oparta o dłuższą znajomość, przypadkowa... Wiem, wiem! Z mojego – chrześcijańskiego, kościelno-prawnego, nawet obywatelskiego punktu widzenia niektórym tylko związkom można przyznać status rodziny. I tych była kiedyś zdecydowana większość. Inne uznawane były za konkubinat – które to słowo wywoływało negatywne skojarzenie wartościujące. Jeszcze inne określane bywały „na kocią łapę”, albo i „na kartę rowerową” – co było pogardliwym określeniem braku jakiegokolwiek prawnego fundamentu takiego związku. Warto w tym miejscu przypomnieć słownikowe znaczenie słowa „konkubinat”. Otóż jest to zbitka dwóch słów łacińskich. „Con” – znaczy „razem” oraz „cubare” – leżeć.

    Wszystko to, a pewnie i więcej, było zawsze obecne w przestrzeni społecznej. Było jednak marginesem i było oceniane negatywnie. Z punktu widzenia obyczajowego jako niewłaściwe. Z punktu widzenia prawnego jako nielegalne. Z punktu widzenia religijnego jako grzeszne. A oceny te sięgały nieraz poziomu wykluczenia rodzinnego, społecznego czy też religijnego. Bywało to twarde, niełatwe, czasem okrutne. Była to jednak obrona przed rozmyciem konturów najważniejszego elementu społecznego życia.

    Niegdyś w czasie kolędy rodzina niechętnie mówiła o nieobecnym synu czy córce. Z czasem można było usłyszeć, że „ona siedzi z takim jednym” i wstydliwie ucinano rozmowę. Dziś... I właśnie to jest ten element zwracający uwagę w spotkaniach z rodzinami. Dziś najczęściej mówi się o tych różnych związkach bez skrępowania jak o rodzinach, używa się określeń „mąż”, „żona”. I sami tak o sobie mówią. Na delikatny protest księdza odpowiadają: „no tak, ale...” Tu cała paleta usprawiedliwień.

    Czasem są to związki wynikające z lawinowo narastającej plagi rozwodów. Czasem przeciwnie – wynikają z obawy przed ewentualnym rozpadem obecnego związku. Prościej wtedy nie mieć żadnych formalnych zobowiązań. Ani kościelnych, ani cywilno-prawnych. Na delikatną sugestię księdza odpowiadają: „myślimy o tym, ale na razie nie”. A wzgląd na dziecko? Może lepiej w ogóle dzieci nie mieć? A jeśli już to jedno... I kolejny element tego nieciekawego krajobrazu – społeczeństwo wymiera. Statystyki europejskie i polskie nie pozwalają w tym względzie na żadne wątpliwości – wymieramy.

    Na poboczu problemów z rodziną jest jeszcze inny obszar – single i singielki. Trzydziestka dochodzi, już minęła, psychologiczny czas założenia rodziny ma swoją granicę. Bardzo często pustka (czyż brak rodziny nie jest pustką?) tuszowana jest przelotnymi związkami bez żadnych zobowiązań. Czasem komuś „tak wyszło”, czasem jest to własny wybór – być może nie do końca uświadomiony. Dla społeczeństwa staje się to jednym z powodów demograficznej zapaści Polski i Europy.

    I cóż poradzisz, felietonisto? Trudna rada. Niewiele pomogą programy duszpasterskie skierowane do rodzin, a nawet do narzeczonych, czyli tzw. nauki przedślubne. Decyzje młodych zapadają wcześniej. Najgorsze są decyzje nienazwane, drzemiące pod powierzchnią świadomości i werbalizacji. Wyrastają także na podłożu coraz powszechniejszego wygodnictwa dzieci i młodzieży. Potrzeba by więc wychowania twardego, wymagającego. Dlatego potrzeba wielkiego przeformowania szkoły, odrodzenia w nowym kształcie młodzieżowych organizacji kształtujących charaktery. Młodym mężczyznom pewnie pomogłaby służba wojskowa – jak kiedyś. Dziewczętom umiejętność przyszycia guzika i znajomość prac domowych.

    Z perspektywy religijnej potrzeba odnowy sakramentalnej. Nie tylko przygotowania do pierwszych sakramentów – chrztu, bierzmowania, eucharystii. Potrzebna jest fundamentalna, teologiczno-psychologiczna katecheza o człowieku słabym, potrzebującym innej mocy i siły – a tę chrześcijanie zwą łaską Bożą i jej źródło widzą właśnie w sakramentach. Stare sformułowania katechizmowe dziś zawodzą, bo język współczesnego świata jest inny. Nowe podręczniki katechetyczne są nieporadną próbą dostosowania się do trendów szkolnych, czasem robią wrażenie przygotowanych zbyt szybko i nieprofesjonalnie.

    Z perspektywy społecznej potrzeba oczyszczenia prawa ze wszystkich sformułowań, rozwiązań, rozmiękczeń, furtek zacierających różnicę pomiędzy małżeństwem a związkami nie-małżeńskimi. W całej Europie narasta jednak proces przeciwny, polegający nie tylko na zacieraniu różnic między małżeństwem a związkami innymi, ale wręcz na eliminowaniu z przestrzeni społeczno-prawnej rzeczywistej substancji małżeństwa i rodziny.

    Czy zdążymy z naprawą zarówno społeczną jak i religijną rodziny? Przed czym mamy zdążyć? Przed ostatecznym załamaniem się europejskiej tradycji, kultury, obyczaju, państwowości. Nacisk innej kultury, religii, obyczaju i prawa przychodzi już nie tylko z zewnątrz. Wpuściliśmy te siły do Europy. Może bije już ostatni dzwon?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • MariaW
      23.01.2017 13:18
      @Stefan1
      Pyta Pan: Gdzie była wtedy 37 lat temu łaska Boża gdy ksiądz odmówił chrztu dziecka?

      Łaska Boża była tam gdzie jest zawsze, to znaczy z człowiekiem, ale trzeba chcieć ją przyjąć, a nie pozostawać przez 37 lat w zatwardziałej niechęci wobec Boga, gdyż kiedyś ksiądz zachował się w stosunku do kogoś nie tak, jak on tego oczekiwał. Księża poświęcają swe życie Bogu, starają się i pracują bardzo ciężko, ale też popełniają błędy i grzechy. Sam Pan Jezus powiedział: „Nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście.”
    • Stefan1
      23.01.2017 17:19
      @MariaW - o to mamy różne wyobrażenie Łaski Bożej. Dotąd byłem przekonany że taką łaską może człowiek być obdarzony, może zaznać Łaski Bożej ale że ta Łaska Boża jest z człowiekiem? To gratuluję Szanownej pani posiadania Łaski Bożej - bym nie obraził BOGA. Cóż, jedna wiara, dwie osoby i dwa pojęcia Łaski Bożej. To tylko w Polsce.
    • MariaW
      24.01.2017 11:29
      Może wyraziłam się zbyt kolokwialnie. Oto co mówi między innymi Katechizm:
      „1999 Łaska Chrystusa jest darem darmo danym, przez który Bóg obdarza nas swoim życiem wlanym przez Ducha Świętego do naszej duszy, by ją uleczyć z grzechu i uświęcić. Jest to łaska uświęcająca lub przebóstwiająca, otrzymana na chrzcie. Jest ona w nas źródłem dzieła uświęcenia (Por. J 4,14; 7,38-39).
      oraz
      „2002 Wolna inicjatywa Boga domaga się wolnej odpowiedzi człowieka, gdyż Bóg stworzył człowieka na swój obraz, udzielając mu wraz z wolnością zdolności poznania Go i miłowania…„
    • Stefan1
      24.01.2017 14:30
      Szanowna MariaW - odpowiadam ostatni raz gdyż zapewne nigdy w tym temacie nie osiągniemy porozumienia. Dlaczego? Ja opieram się na wierze - mej wierze - w jakiej zostałem wychowany. Ta wiara tylko przez ułamek czasu wykorzystywała Katechizm, głównym jej celem jest do dzisiaj zrozumienie Tej wiary, Mej wiary w Boga. Gdybym opierał się li tylko na tym co mówi Katechizm a nie szukał jej na co dzień, nie oceniał pod jej kątem poczynań ludzi - w tym księży - to czymże byłaby Ta wiara w Boga? Moja wiara, moja RELIGIA mój BÓG to nie jest matematyka z jej regułami czy definicjami, wiara i religia w mym przekonaniu wzywa do rozumienia jej wszędzie i zawsze w zależności od sytuacji. A jaki wpływ ma ona - religia/wiara - na mnie w tej chwili? Wielki sprzeciw wobec duchownych wspierających obecną politykę bo pamiętać należy że JEZUS tak strasznie doświadczony przez oprawców nie szukał pomocy , nie chciał ich zrozumienia kosztem swego honoru.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół