• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Kościoły szarej strefy

    Szymon Babuchowski

    |

    GN 3/2017

    dodane 19.01.2017 00:00

    Co jest najbardziej oryginalnym dziedzictwem polskiej architektury XX wieku? Rzymskokatolickie kościoły zbudowane w czasach PRL.

    Tak przynajmniej twierdzą Izabela Cichońska, Karolina Popera i Kuba Snopek – autorzy wydanej niedawno książki „Architektura VII dnia”. Trzeba przyznać, że młodzi (urodzeni w latach 80. i 90. ub. wieku) badacze architektury wraz z towarzyszącym im zespołem wykonali tytaniczną pracę, aby dowieść swojej tezy. Zadali sobie trud dokładnego policzenia powojennych kościołów, umieszczenia ich na mapach, sfotografowania najciekawszych obiektów i opowiedzenia ich historii. Dotarli do mnóstwa dokumentów i zebrali wiele relacji. Przeprowadzili interesujące wywiady z architektami. Dlatego ta książka to coś znacznie więcej niż przewodnik. Monumentalne, liczące ponad 400 stron dzieło jest fascynującym studium tego fenomenu, jakim są polskie powojenne kościoły.

    Jakie czasy, taka świątynia

    Oczywiście teza o „najbardziej oryginalnym dziedzictwie” może budzić kontrowersje. Wiele posoborowych budowli sakralnych zbudowanych w Polsce stało się przecież, ze względu na nieudolność twórców, przedmiotem niewybrednych kpin. W żartobliwych klasyfikacjach dzielono je na „skocznie”, „rakiety”, „torty” czy „kury”. I nie były to, niestety, żarty bezpodstawne. Anegdotę na ten temat opowiedział kilka lat temu na łamach GN architekt Stanisław Niemczyk: – Brytyjczyk Peter Cook tak kiedyś scharakteryzował nową polską architekturę sakralną: zmiął papierową serwetkę i poczekał, aż się rozprostuje. Gdzieś wystawał dziób, w innym miejscu zrobiła się dziura – rządził tym przypadek. To była bolesna, ale prawdziwa diagnoza. Nikt nie potrafił przełożyć zmian w liturgii na budowę nowych obiektów.

    Polski architekt przyznawał jednak, że choć ludzie muszą cierpieć z powodu brzydoty niektórych świątyń, każda taka budowla jest w jakiś sposób adekwatna do czasu, miejsca i wspólnoty, w której powstała. – Od momentu gdy do świątyni wprowadza się społeczność, która zaczyna się tam modlić, nie mam prawa odmawiać ludziom tej możliwości – podkreślał.

    I właśnie ów wspólnotowy aspekt najbardziej interesuje autorów książki „Architektura VII dnia”. Młodzi badacze nie patrzą bowiem na kościoły wyłącznie jak na dzieła sztuki. Interesuje ich przede wszystkim rola tych budowli w życiu społeczności i kontekst, w jakim powstawały. Co nie znaczy, że nie opisują także dzieł wybitnych. Jest wśród nich słynna nowohucka Arka Pana, której historia i oddolny charakter znalazły czytelne odzwierciedlenie w architekturze gmachu. Arka, zwarta niczym twierdza, stała się symbolicznym schronieniem dla mieszkańców „bezbożnej” Nowej Huty, którzy w elewację świątyni wetknęli dziesiątki tysięcy kamieni przywożonych z rozmaitych podróży. Innym przykładem wybitnego dzieła sakralnego jest zaprojektowany przez wspomnianego Stanisława Niemczyka kościół Ducha Świętego w Tychach. Świątynia ta, nawiązująca do polskiej architektury kościołów drewnianych, stanowi jakby wielki namiot, w którego centrum znajduje się ołtarz, otaczany przez wiernych z czterech stron. Wnętrze tego namiotu zdobi polichromia Jerzego Nowosielskiego.

    Obce ciało

    – Choć formy kościołów są bardzo różne, ich DNA jest spójne i jednorodne – twierdzi Izabela Cichońska. – Wszystkie powstały przecież w podobnej sytuacji historycznej i politycznej. Po wojnie zmieniło się myślenie o zawodzie architekta, który zaangażowany był teraz w Miastoprojektach i tam realizował wytyczne władzy. Natomiast kościoły dawały architektom możliwość projektowania własnej twórczości. Powstawały one w czymś w rodzaju szarej strefy. Zaistniały dzięki temu, że ktoś, kto teoretycznie zakazywał, jednocześnie przymykał oko. W ZSRR coś takiego było niemożliwe, ale w Polsce stawało się możliwe – zapewne dlatego, że ci, którzy zakazywali, również często byli katolikami.

    Czym była tytułowa architektura VII dnia, dobrze uzmysławia przykład katowickiego kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego i Matki Boskiej Uzdrowienia Chorych. Świątynia powstała na osiedlu Tysiąclecia, które w pierwotnych założeniach miało być miejscem bez kościoła. Starania o rozpoczęcie budowy trwały 15 lat, a sama budowa – kolejnych 14. A jednak to „obce ciało” swoją lokalizacją idealnie wpisało się w geometrię osiedla. Stało się tak dlatego, że świątynię zaprojektowali Henryk Buszko i Aleksander Franta – ci sami architekci, którzy odpowiadali za kształt całego kompleksu. Tyle że fantazyjnie powywijana konstrukcja ze spiralną wieżą, przypominającą korkociąg, wydaje się bardzo odległa stylistycznie od osiedla, które uderza modernistyczną prostotą. Autorzy książki tłumaczą ten fenomen następująco: „W Polsce Ludowej istniały dwie równoległe architektury. Architektura sześciu roboczych dni tygodnia to osiedla mieszkaniowe ze szkołami i przedszkolami. To doświetlone mieszkania, wyposażone w łazienki, kuchnie i inne nowoczesne jak na owe czasy instalacje. To fabryki, elektrownie, tamy, cała infrastruktura. Architektura VII dnia to kościoły – takie jak ten na osiedlu Tysiąclecia – indywidualizujące i dopełniające duchowo na wskroś racjonalnie zaplanowaną przestrzeń PRL”.

    Architektura protestu

    Cichońska, Popera i Snopek podkreślają, że świątynie od zarania PRL znajdowały się „poza oficjalną miastotwórczą logiką”. Rządziły się natomiast logiką własną. Nazwali to zjawisko „architekturą protestu”. – Stała się ona wyrazem wolności myśli twórczej, sprzeciwem wobec obowiązującego trendu – przekonuje Izabela Cichońska. – Architektura PRL była architekturą planu, gdzie wszystko było odgórnie narzucone; zaplanowane w czasie i przestrzeni. Użytkownik pojawiał się w niej dopiero w momencie otrzymania klucza do gotowego mieszkania. A kościoły to była architektura procesu – one powstawały według reguł dokładnie odwrotnych: odpowiadały wprost na potrzebę użytkownika, powstawały z jego inspiracji i nie dało się w nich niczego zaplanować. Bo najpierw trzeba było czekać na zezwolenie, potem brakowało materiałów i trzeba było czekać na ludzi, którzy przyjdą po pracy na plac budowy. Do tego dochodził brak profesjonalnych maszyn. Wielkogabarytowe budowle powstawały więc jak wiejskie domy – z użyciem wiaderek i ręcznych betoniarek. Nie chce się wierzyć, że np. kościół Najświętszej Maryi Panny w Świdnicy, mający 70 m wysokości, powstał bez użycia dźwigu! Czasem z tych powodów modyfikowano wcześniejsze zamierzenia, zmniejszano wieżę. Ta architektura nigdy nie wychodziła taka jak na planie.

    Warto dodać, że w wielu przypadkach kościoły budowane były w ogóle bez zezwoleń. – Dla mnie największym odkryciem był fenomen całej diecezji przemyskiej – zwierza się Karolina Popera. – Na tym terenie inicjatorem budowy kościołów był bp Ignacy Tokarczuk. Wymyślił on pewnego rodzaju „siatkę”, według której co 4 kilometry miała znaleźć się nowa świątynia. Dzięki jego inicjatywie na terenie całej diecezji powstawały setki nielegalnie wznoszonych kościołów oraz wykształciły się pewne mechanizmy, którymi parafianie podczas takich budów się kierowali.

    Ślad „Solidarności”

    Tylko w 1971 r. władze doliczyły się na terenie całego kraju 73 nielegalnych kościołów. Fakt ten usprawiedliwiał publicznie abp Karol Wojtyła, pisząc do wojewody krakowskiego: „Społeczeństwo katolickie i duchowieństwo archidiecezji wraz z ordynariuszem zdecydowanie pragną budować kościoły, kaplice i inne obiekty w sposób legalny. Jeżeli w poszczególnych wypadkach dzieje się inaczej, winę za to (...) muszą przyjąć na siebie przede wszystkim przedstawiciele władzy”.

    Wpływowi Karola Wojtyły na architekturę VII dnia poświęcony jest zresztą obszerny fragment tej książki. Ukazuje on, jak ważna dla przyszłego papieża była kwestia budowy nowych świątyń. Widać to w licznych rozmowach, jakie toczył na ten temat z władzami, w konsekwentnych staraniach o budowę kościoła w Nowej Hucie, wreszcie – w jego osobistym zainteresowaniu architekturą. „Uważał, że nowe kościoły powinny być utrzymane w nowoczesnym duchu. Chciał, aby ich przestrzenie były inspirujące dla współczesnych” – twierdzą młodzi badacze, jako dowód podając przykłady trzech krakowskich świątyń zainspirowanych przez Karola Wojtyłę: Świętej Jadwigi Królowej, Świętego Maksymiliana Kolbego i nowohuckiej Arki Pana. „We wnętrzach dominuje światło, prosta geometria, faktury różnorodnych materiałów – w tym trudnego w odbiorze surowego betonu. Brak tam irytującej dosłowności cechującej wnętrza świątyń powstających po przełomie 1989 roku. Ich architektura w najmniejszym nawet stopniu nie schlebia popularnym gustom. Stara się raczej zadowolić wyrafinowany inteligencki smak”.

    Podobne podejście do kreowania przestrzeni sacrum było charakterystyczne także dla kościołów, których budowa rozpoczęła się w czasach „karnawału »Solidarności«”. W tej architekturze inteligencka wizja łączyła się z pracą setek robotników – parafian. Zaowocowało to dziesiątkami bardzo odważnych, wymagających skupienia prac. Zresztą lata 80. to w ogóle czas rozkwitu nowych świątyń, bo to wtedy wydano najwięcej pozwoleń na budowę. Powstało wówczas ponad 1300 kościołów. Izabela Cichońska, Karolina Popera i Kuba Snopek stawiają tezę, że jest to namacalny i trwały ślad „Solidarności” w Polsce.

    Z 13 piętra

    W książce „Architektura VII dnia” oglądamy kościoły z perspektywy 13 piętra. Właśnie z takiego ujęcia pokazuje świątynie dron, którym Igor Snopek, brat jednego z autorów, sfotografował w ramach projektu aż 117 obiektów sakralnych. „To wystarczająco nisko, aby widzieć dokładnie architekturę świątyni, uwijających się na jej budowie ludzi czy pracujące maszyny. Z drugiej strony 13 piętro daje możliwość obejrzenia szerokiego kontekstu – panoramy modernistycznego miasta, poprzetykanej wieżami kościołów” – tłumaczą Izabela Cichońska, Karolina Popera i Kuba Snopek.

    Wydaje się, że rzeczywiście udało im się odnaleźć złoty środek między szczegółem a ogółem. Ukazali wiele fascynujących historii poszczególnych świątyń, jednocześnie wpisując je w perspektywę globalną. Trzeba podkreślić, że jest to pierwsza próba całościowego ogarnięcia tematu. Próba, dodajmy, wychodząca także w wiek XXI. Analizy architektury kościołów powstałych w ostatnich latach mogą być dla wielu zaskoczeniem, np. bazylika w Licheniu, przez wielu uważana za kicz, przez trójkę młodych ludzi została oceniona pozytywnie – jako konsekwentnie zrealizowana wizja, odpowiadająca wyobrażeniom wspólnoty o jej świątyni. Natomiast na przeciwnym biegunie znalazła się Świątynia Opatrzności Bożej – jako odgórnie narzucona, wyrwana ze społecznego kontekstu. Ich zdaniem stanowi ona dokładne zaprzeczenie tego, co jest wartością architektury VII dnia.

    Z pewnością z niektórymi tezami postawionymi w książce można dyskutować. Zresztą sami autorzy liczą na kontynuację tematu: – Mamy świadomość, że książka nie jest idealna i może mieć dużo błędów – podkreśla Izabela Cichońska. – Przy takiej ilości materiału, jaką zebraliśmy, jest to nieuniknione. Ale zakładamy odzew i wręcz o niego prosimy. Można do nas pisać przez stronę www.architektura7dnia.pl, gdzie znajduje się też interaktywna mapa wszystkich kościołów. Najbardziej liczymy na historie z budów. Żyje przecież jeszcze wiele osób, które w nich uczestniczyły. Ich relacje są dla nas bezcenne. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół