• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Chiara i jej rewolucja

    Joanna Bątkiewicz-Brożek

    |

    GN 2/2017

    dodane 12.01.2017 00:00

    Pół miliona osób poszło za nią ewangelizować na ulicy. Rycerze Światła są już w 11 krajach świata, a założone przez nią Nowe Horyzonty przyciągnęły aż sześć milionów ludzi. Chiara Amirante zbudowała 210 ośrodków pomocy i pięć Miast Nieba. Jak to możliwe?

    Nie wiem, czy jest dzisiaj drugi taki fenomen w Kościele, by jedna osoba pociągnęła w ciągu niespełna dekady aż 500 tysięcy innych. I to nie tylko do życia Ewangelią i spotkania z żywym Jezusem, ale do tak „hardcorowego” i konkretnego zadania, jakim jest ewangelizacja ludzi ulicy. Brudnych, śmierdzących, zamroczonych alkoholem i narkotykami, prostytutek, ale i maltretowanych dzieci. Rycerze Światła (Cavaglieri della Luce), wspólnota założona przez Chiarę Amirante, są obecni wśród tych – jak mówi Chiara – „wygłodniałych miłości ludzi” już w 11 krajach, m.in. w Anglii, Portugalii, Polsce, Hiszpanii, w Niemczech i USA. Do tego aż sześć milionów osób (!) angażuje się w powołaną przez Włoszkę przed ponad 20 laty wspólnotę Nowe Horyzonty. Dla porównania: do założonej przez Andreę Riccardiego – także nad Tybrem – Wspólnoty Świętego Idziego w 70 krajach należy ok. 70 tysięcy osób, a do Opus Dei ks. Escrivy w 60 krajach – ponad 90 tysięcy osób; podobna liczba – do Komunii i Wyzwolenia ks. Giussaniego. Nie chodzi o to, by pokazać, kto jest lepszy, ale by odkryć zjawisko, jakim jest praktycznie nieznana w Polsce Chiara Amirante. Jedynymi jej poważnymi „konkurentami” mogłyby być polska oaza, bo przez ruch ks. Blachnickiego przewinęło się dotąd 2 mln ludzi, oraz Ruch Focolari Chiary Lubich, która w swoich szeregach zgromadziła 5 mln osób w 187 krajach świata, tyle że w ciągu 70 lat. Przygoda Chiary Amirante rozpoczęła się zresztą równie prosto i zaskakująco jak historia Lubich. Choć Amirante nie znalazła się w płomieniach wojny, ale w piekle dworca centralnego w Rzymie.

    Pierwszy cud

    Jest rok 1991. Chiara ma 25 lat, jest świeżo po studiach z politologii, marzy o dziennikarstwie. Od czterech lat jednak traci wzrok. Lekarze wyrokują nieodwracalną ślepotę. Chiara niewiele już widzi. Czas studiów zresztą jest dla niej okresem walki duchowej. „Byłam przekonana, że Bóg jest nieosiągalny” – powie. Pewnego dnia spotyka grupę młodych ludzi, których twarze „eksplodują radością”. „Zapytałam, skąd się to bierze, co jest ich tajemnicą. Usłyszałam: Chrystus Zmartwychwstały. On jest żywy między nami, spotkaliśmy Go, zmienił nasze życie. Czytaj Ewangelię, spróbuj kochać, a zrozumiesz” – wspominała po latach.

    Dwa zdania uderzają wtedy Chiarę: „Kto Mnie miłuje, temu objawię siebie” (J 14,21) oraz „Kto nie miłuje brata swojego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1J 4,19). „Przeczuwałam, że to jest moja droga” – powie.

    Pewnego wieczoru rusza na spacer w kierunku Stazione Termini. Przez największy nad Tybrem dworzec przemykają nie tylko setki podróżnych i pociągów. Wałęsają się też bezdomni, imigranci, a w okolicy kręcą się prostytutki. Chiara przystaje przy kilku osobach, zaczyna rozmowę. „Spotkałam morze zdesperowanych ludzi, tak samotnych, żebraków miłości, poranionych do głębi serca przez ludzką obojętność, opuszczenie, przemoc, ofiary niczym z otchłani piekieł” – pisze w swoich książkach. Czuje, jak rośnie w niej pragnienie życia „dla tych ludzi, by mogli oni odkryć, że Chrystus jest radością, która zwycięża każde cierpienie, śmierć, że On jest pokojem, który zwycięża każde ludzkie przygnębienie”. Chiara staje na środku dworca, zamyka swoje chore, ledwo widzące oczy i modli się: „Jezu, nie wiem, czy to Ty zasiewasz w moim sercu to szalone pragnienie poszukiwania spotkania z moimi braćmi na ulicy, ale jeśli przypadkiem to Ty, to wiedz, że ja mówię Ci moje »tak«. Ty zaś daj mi to, co potrzeba, bym mogła je zrealizować”. Odpowiedź jest błyskawiczna. Chiara otwiera oczy i widzi, jak nigdy dotąd, ostre kontury, może nawet lepiej niż przed chorobą. Następnego dnia przed zaplanowanym zabiegiem oczu zdezorientowany lekarz pyta, co się stało. Chiara uśmiecha się. Po długiej konsultacji ordynator oddziału, w którym jest od lat leczona, zwraca się do Chiary: „Nie potrafię tego wyjaśnić, ale twoja choroba całkowicie zaniknęła”.

    „Zaczęła się zatem dla mnie przygoda ze światem ulicy” – mówi Chiara. Choć nadal nie wie, ani nie przypuszcza, że za kilkanaście lat pójdą jej drogą miliony osób, a setki innych odzyskają nadzieję i wzrok. Ten duchowy.

    Jest Wielki Piątek, kilka miesięcy później. Chiara decyduje się całkowicie oddać swoje życie Bogu. „Chciałam być odpowiedzią na Jego szaleńczy akt oddania się z miłości na Krzyżu” – mówi. Popołudniem idzie na Stazione Termini. Jest tu już rozpoznawalna. Podbiega do niej młoda dziewczyna, cała mokra, w rozmazanym makijażu, trzęsie się. „Chiara, szukam cię cały tydzień! Już dłużej tak nie mogę. Nie dam już rady się prostytuować, błagam, zabierz mnie z tego piekła!” Dziewczyna mocno wtula się w Chiarę. „W jej uścisku poczułam uścisk mojego Chrystusa, tego ukrzyżowanego, któremu kilka godzin wcześniej oddałam życie. Mówił: »Pragnę. Pragnę twojej miłości, weź mnie z tego piekła«”. Chiara wie już, że nie wystarczy przychodzić tylko na dworzec, być, rozmawiać czy podać ciepłą zupę. Trzeba znaleźć miejsce schronienia dla ludzi z ulicy. „Ale jak ich utrzymam, jak mam pomóc i prostytuującym się dziewczynom, i narkomanom czy wygłodniałym dzieciom naraz?” – pyta w duchu. W jednym z wywiadów powie: „Wtedy, w tym uścisku, poczułam pewność, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

    Miłość zwycięży

    „Powiedziano mi, że by utrzymać 15 osób, potrzebuję 15 milionów lirów. Nie miałam ani pół lira” – opowiada Chiara. Wtedy 25 osób trzeba było natychmiast wyciągnąć z dworca. „Trzymałam się słów Jezusa, żeby szukać najpierw królestwa niebieskiego, a cała reszta będzie nam dodana”. Bóg dotrzymuje słowa. Pierwszy rachunek za wynajem domu i utrzymanie pierwszych ocalonych opiewa na 362 tysiące lirów. „Do drzwi ktoś zapukał i na wycieraczce zostawił kopertę z 363 tysiącami!” – opowiada Chiara. „Potrzebowaliśmy samochodu, po trzech telefonach pod oknami stały trzy auta. Ktoś nam je podarował. Były urodziny jednej z naszych podopiecznych. Uwielbiała lody. Pod dom zajechała jeżdżąca lodówka”. Chiara mówi, że jest cały czas świadkiem cudów. Że Bóg daje im wszystko, co potrzeba.

    I tak w marcu 1994 r. Chiara otwiera w Rzymie dom Nuovi Orizzonti. Kilkaset osób próbuje posklejać tu swoje życie. Kolejny dom, centrum formacji i ewangelizacji, powstaje trzy lata później w prowincji Frosinone. To oficjalna siedziba wspólnoty. Jak grzyby po deszczu rosną kolejne centra i domy. Dziś jest ich 210. Chiara nazywa je „fabrykami miłości”. Włoszka angażuje specjalistów oraz księży i morze wolontariuszy. Szybko ruszają oni ewangelizować na ulicy oraz na plażę. Podchodzą do wygłodniałych, wyniszczonych i spragnionych miłości ludzi oraz do turystów. Słuchają.

    – Nie prowadzimy jakichś wielkich terapii. Mocno zachęcamy do życia Ewangelią. To jest droga do uzdrowienia – mówi Chiara.

    Na Wielkanoc 2006 roku powstają Cavalieri della Luce. Rycerze Światła mają „wzniecić rewolucję miłości według Ewangelii”. W krótkim czasie szeregi Rycerzy zasili pół miliona ludzi. Powstaną oddziały w innych państwach, największe – w Bośni i Hercegowinie (w Medjugorju) oraz w Brazylii. Codziennie Chiara publikuje dla nich na swoim facebookowym profilu „Słowo światła”, zdanie z Ewangelii.

    Ale jej gigantycznym dziełem są tzw. Citadelle Cielo, czyli Miasta Nieba. Amirante udało się zbudować ich już pięć. To imponujące kompleksy, często oszklone budowle, które tworzą rodzaj miasta. To przestrzeń dla sierot, dzieci zabranych z ulicy, domy dla rodzin, ośrodki formacji duchowej, kulturalnej (na koncerty Chiara zaprasza takie gwiazdy jak Andrea Bocelli), są ośrodki szkolenia i przygotowania do zawodu, wolontariatu.

    8 grudnia 2010 r. Stolica Apostolska aprobuje Nowe Horyzonty jako międzynarodowe stowarzyszenie wiernych. Członkowie mają być świadkami radości zmartwychwstałego Chrystusa (J 15,9-17), uwrażliwieni na tajemnicę zstąpienia Jezusa do piekieł.

    – Byłam i jestem świadkiem wychodzenia z tych piekieł setek, tysięcy młodych ludzi. – mówi Amirante. 50-letnia Włoszka z czarnymi, krótko ściętymi włosami, zawsze jest uśmiechnięta. Jak magnes przyciąga radością, jaką nosi w sobie. Jak to wszystko w jej życiu stało się możliwe, co ją niesie? Chiara: „Pewność, że miłość jest najsilniejsza, że miłość zwycięża. Miłość czyni cuda, bo Bóg jest miłością!”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół