• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Cichy bohater

    Maciej Kalbarczyk

    |

    GN 1/2017

    dodane 05.01.2017 00:00

    Przez ponad dwa lata torturowali go najokrutniejsi kaci Mokotowa. Gdyby abp Antoni Baraniak dał się złamać, kard. Wyszyński trafiłby do więzienia, a Karol Wojtyła być może nigdy nie zostałby papieżem.

    W dawnym areszcie przy ul. Rakowieckiej otwarto ekspozycję poświęconą śp. abp. Antoniemu Baraniakowi. W pomalowanej na biało celi z okratowanymi oknami na razie znajduje się tylko obraz przedstawiający duchownego, ale z czasem będą tam umieszczane kolejne związane z nim przedmioty. Dyrektor niedawno otwartego Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych dr Jacek Pawłowski zapewnia, że instytucja dysponuje łóżkiem biskupa, jego ornatami, a także szafą z ukrytym ołtarzem, przy którym kapłan sprawował Mszę św. w domu zakonnym w Marszałkach.

    W tej celi trudne 27 miesięcy swojego życia spędził dyrektor Sekretariatu Prymasa Polski. Prawdziwą gehennę przeżył jednak kilka pięter niżej, w zimnych piwnicach aresztu, w których katowano m.in. Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka” i Łukasza Cieplińskiego. Arcybiskup nie miał żadnej taryfy ulgowej. Był traktowany dokładnie tak samo jak pozostali więźniowie: bity, głodzony, a nawet podtapiany. Ubecy robili to tylko po to, żeby wymusić na nim zeznania obciążające prymasa Polski.

    Dostępne jest 12% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół