• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ukradli św. Mikołaja

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    Żeby spotkać św. Mikołaja, trzeba lecieć nie na północ, ale na południe. W portowym mieście Bari na południu Włoch od prawie 1000 lat znajduje się grób świętego biskupa. Postanowiliśmy go odwiedzić.

    Lot z Katowic do Bari trwa niecałe dwie godziny. Lądujemy z ks. Rafałem na lotnisku, które nosi imię innego znanego biskupa… Karola Wojtyły. My chcemy pokłonić się św. Mikołajowi, pomodlić się przy jego grobie, przypomnieć jego autentyczną postać i historię. Może zapytać, czy nie denerwują go czerwone krasnale buszujące po sklepach przed świętami, które przywłaszczyły sobie jego imię i dobrą sławę.

    Kradzież, ale święta

    Bari to stolica Apulii, regionu znajdującego się na obcasie włoskiego buta, dziś drugie co do wielkości miasto południowej Italii. Od zawsze, czyli od czasów rzymskiego Barium, żyło z morza. Było zwróconym na wschód portem, ośrodkiem handlu, punktem strategicznym. Już w IV w. założono tutaj biskupstwo. W IX w. całą Apulię opanowali Saraceni. W 873 r. Bizancjum udało się odbić te tereny z rąk muzułmanów. W 1071 r. z kolei Cesarstwo Bizantyjskie utraciło kontrolę nad miastem. W średniowieczu Bari konkurowało z Wenecją, było punktem zbornym dla rycerzy wyruszających na krucjaty. Jak w wielu włoskich miastach kolejne epoki odcisnęły swoje piętno w architekturze, w sztuce. Te kolejne warstwy istnieją obok siebie, czasem się nakładając, mieszając. Jak składniki na pizzy tworzą unikatowe połączenia. W podziemiach romańskiej katedry św. Sabina (biskupa, pierwszego patrona Bari) można zobaczyć rzymską ulicę i mozaiki z pierwszej katedry, a w krypcie cudowną ikonę Hodegetrii przywiezioną z Konstantynopola. Centrum miasta wypełnia regularna szachownica ulic przecinających się pod kątem prostym. Stare Miasto to nieregularna plątanina wąskich uliczek (z obowiązkowym praniem suszącym się na balkonach) zajmujących mały obszar wychodzący w morze. Wszystkie drogi zaś prowadzą prędzej czy później do bazyliki św. Mikołaja.

    Skąd wziął się w Bari święty biskup z Myry (dziś Demre w Turcji)? Historia miała miejsce w 1087 roku. Miasto pod rządami Normanów rozwijało się prężnie. Do pełni sukcesu konieczny był patron odpowiadający randze miasta. Chodziło także o przyciągnięcie pielgrzymów i, nie ukrywajmy, rozwój handlu. Z miasta wyrusza ekspedycja, która mogła mieć kryptonim „San Nicola”. Na trzech statkach płynie 62 śmiałków: kupcy i żeglarze pod wodzą dwóch duchownych Lupusa i Grimoalda. Zatrzymują się w Myrze pod pozorem handlu. W nocy 20 kwietnia włamują się do miejscowej katedry i rabują relikwie z grobu słynnego świętego biskupa. Również Wenecjanie mieli chrapkę na św. Mikołaja, ale ekipa z Bari okazała się szybsza. Kiedy 9 maja 1087 r. ich okręty wracają z wyprawy, mieszkańcy gotują im entuzjastyczne powitanie. Jedna z uliczek na Starym Mieście nosi imię 62 bohaterów, a w muzeum można zobaczyć pergamin z listą śmiałków. Tak kiedyś walczyło się o świętych patronów.

    Święty Mikołaj zasługiwał na nową świątynię – relikwiarz. Jej budowa trwała ponad wiek, poświęcono ją w 1197 roku. Osobą, która w decydujący sposób przyczyniła się do jej kształtu, był niejaki opat Eliasz. Jego kamienny tron stoi do dziś za głównym ołtarzem. Bazylika wkrótce została wyłączona spod jurysdykcji miejscowego biskupa i objęta bezpośrednią opieką papieża.

    Gruzini u Mikołaja

    Kościół z białego kamienia robi z zewnątrz wrażenie twierdzy obronnej. I taką rolę musiał pełnić. Kilkadziesiąt metrów za bazyliką jest już morze, na którym nie brakowało chętnych do rabunku. Wnętrze wydaje się surowe (w ramach powrotu do czystego stylu zlikwidowano barokowe zdobienia i boczne kaplice). Romańsko-lombardzką surowość łagodzi jednak sklepienie pokryte barokowymi malowidłami, dzieło Carla Rosiego. Najcenniejszy skarb znajduje się w krypcie pod prezbiterium. To najstarsza część świątyni. Strzałka informuje: „Alla tomba del Santo”.

    Kiedy weszliśmy do krypty po raz pierwszy, była w niej grupa ok. 30 osób, głównie kobiet. Przy ołtarzu nad grobem świętego trwała liturgia. Była to liturgia wschodnia, ale cóż to za język? Jak dowiedzieliśmy się później, byli to pielgrzymi z Gruzji, którym przewodził biskup. Biała broda, wschodnie szaty liturgiczne, poważne starsze oblicze – wszystko to sprawiało, że wyglądem przypominał św. Mikołaja z ikony za grobem. Powiało Wschodem.

    Zapragnąłem także odprawić Mszę św. na grobie św. Mikołaja. Ale pewnie to nie takie proste. Dopytujemy człowieka zamiatającego bazylikę. – Nie ma problemu. O której chcecie odprawić? Jesteście dziennikarzami? Oj, to już was prowadzę do największego specjalisty od Mikołaja, o. Gerarda. Od 65 lat ojcowie dominikanie sprawują opiekę duszpasterską nad tym miejscem. Ojciec Gerardo Cioffrari, archiwista bazyliki, ma swoje biuro parę metrów za bazyliką. Zastajemy go pogrążonego w lekturze w pomieszczeniu pełnym książek i segregatorów. – A co byście chcieli wiedzieć o świętym? Mogę o nim opowiadać godzinami – padre Gerardo uśmiecha się lekko ironicznie i pokazuje na księgozbiór. – To wszystko są książki o Mikołaju.

    Rzeczywiście trudno o większego specjalistę od św. Mikołaja. Ojciec Cioffrari jest szefem Centro Studi Nicolaiani, instytucji, która zajmuje się naukowym badaniem tekstów poświęconych świętemu biskupowi z Myry i rozwojowi jego kultu w świecie. Centrum wydaje naukowy magazyn (średnio 500 stron rocznie) oraz popularny biuletyn. O co pytać takiego fachowca? Zawstydzeni swoją ignorancją wycofujemy się grzecznie i umawiamy się, że wrócimy lepiej przygotowani.

    Kim właściwie był św. Mikołaj?

    Zacznijmy od tego, że to jeden z najsłynniejszych świętych w historii Kościoła. To właśnie dlatego kupcy z Bari zapragnęli zdobyć jego relikwie. Nie ryzykowaliby niebezpiecznej wyprawy dla drugoligowego patrona. – Często popełniamy ten błąd, że łączymy początki kultu św. Mikołaja z przewiezieniem jego relikwii do Bari – wyjaśnia o. Gerardo. – Tymczasem już w IX w. na Wschodzie był uważany za jednego z najbardziej czczonych świętych. Wielu pisarzy umieszcza go na drugim miejscu, zaraz po Maryi. Raban Maur, słynny kronikarz z Niemiec (850 r.), w swoim martyrologium poświęca św. Mikołajowi znacznie więcej miejsca aniżeli innym świętym. Przewiezienie relikwii świętego zwiększyło jego kult, ale jego sława już w 1087 r. była ogromna na Wschodzie i Zachodzie.

    Historyczna postać obrosła tyloma legendami, że trudno dziś dotrzeć do autentycznej osoby. Był biskupem Myry za cesarza Konstantyna, czyli w IV wieku. Wziął udział w pierwszym soborze powszechnym w Nicei. Legenda mówi, że spoliczkował wtedy głosiciela herezji Ariusza (scena uwidoczniona na sklepieniu bazyliki). Za ten czyn trafił do więzienia, z którego wyciągnęli go Chrystus i Maryja. Mikołaj był więc gorliwym obrońcą wiary, ale zasłynął przede wszystkim z dobroci wobec biednych i zagrożonych jakimś nieszczęściem. Najstarsza z opowieści mówi o skutecznej interwencji Mikołaja w sprawie trzech mieszkańców Myry skazanych na ścięcie. Zdarzenie to widziało trzech rzymskich żołnierzy. Gdy kilka lat później oni sami znaleźli się w identycznej sytuacji, modlili się do biskupa o ratunek i zostali ocaleni. Kolejna historia mówi, że Mikołaj podarował posag trzem córkom mieszczanina, co uchroniło je od nierządu. W sztuce zachodniej święty często trzyma w dłoni ewangeliarz z trzema złotymi kulami. Inne opowieści mówią o uciszeniu sztormu i uratowaniu marynarzy, ustrzeżeniu Myry od zarazy.

    Dopytujemy o. Cioffrariego o – jak to się ładnie mówi – „translatio”. Czy chęć posiadania możnego patrona usprawiedliwia kradzież? Dominikanin wyjaśnia, że „święte kradzieże” (tzw. furta sacra) były bardzo rozpowszechnione w epoce, w której muzułmanie najeżdżali ziemie chrześcijańskie. Najpotężniejsze miasta (Wenecja, Genua, Piza, Amalfi) próbowały przejąć ciała świętych dla ocalenia ich chwały i po to, by je ustrzec przed zniszczeniem przez muzułmanów. Gdy marynarze z Bari wykradali Mikołaja, Myra znajdowała się w rękach Turków, i jest tak do dziś. Czyn żeglarzy z Bari był czymś dobrym i opatrznościowym, podkreśla o. Gererado.

    Manna św. Mikołaja i inne cuda

    Cuda i uzdrowienia, które działy się przy nowym grobie, odczytywano jako potwierdzenie, że św. Mikołaj akceptuje „przeprowadzkę”. Jednym z takich cudów jest tzw. manna św. Mikołaja. Cóż to takiego? W sarkofagu świętego zbiera się płyn, podobnie jak miało to miejsce w bazylice w Myrze. Raz w roku, podczas święta upamiętniającego translację (9 maja), ciecz zbierana jest przez biskupa do specjalnej ampułki. W wersji rozcieńczonej w wodzie święconej „manna” trafia do wiernych. W muzeum przy bazylice można podziwiać całą kolekcję butelek ozdobionych wizerunkami świętego, do których nalewano „mannę św. Mikołaja”. Ojciec Cioffrari tłumaczy, że nazywano ten płyn „oleum” lub „unguentum”. Grecy mówili „myron”, a Rosjanie „miro”. Niektórzy twierdzą, że płyn pochodzi z kości świętego. Badania pokazały, że jest to czysta woda, która gromadzi się w urnie, w której spoczywają kości świętego. Jedni widzą w tym cud, inni zjawisko naturalne. My, dominikanie, nie robimy z tego jakiejś sensacji. Taka forma pobożności przynosi pocieszenie wielu chorym i cierpiącym, dodaje dominikanin.

    Cud „manny św. Mikołaja” przypomina cud św. Januarego z Neapolu. Klimat włoskiego Południa można tu poczuć najmocniej podczas święta 9 maja. Upamiętnienie przeniesienia relikwii jest obchodzone huczniej niż 6 grudnia. Kazimiera Alberti, zapomniana polska pisarka, która żyła po wojnie w Bari, tak opisuje święto: „To niezwykle malownicze i chyba najbardziej popularne ludowe widowisko w Apulii robi niesamowite wrażenie. Podczas gdy na nadmorskiej promenadzie czuć już zdecydowany powiew wiosny, tłumy ludzi zajmują dostępne łódki i kierują się w stronę tej ozdobionej baldachimem, pod którym ustawiono posąg świętego. A wieczorem z portu wyrusza ulicami starego miasta procesja ze statuą świętego Mikołaja, z powagą i godnością unoszącą się na falach rozentuzjazmowanego tłumu i wspierającą się na ramionach wiernych w aureoli pachnących kwiatów, świateł, muzyki, sztandarów”. Mieszanina folkloru i pobożności, tradycji, południowego temperamentu, wiary i zabobonu, a wszystko obsypane konfetti i z towarzyszeniem kanonady sztucznych ogni. Tego typu odpustowe widowiska można zobaczyć na południu Włoch, w południowej Hiszpanii, na Malcie.

    Święty od ekumenizmu

    Bari zwraca uwagę na ważny aspekt kultu św. Mikołaja, który w Polsce jest nieznany. Chodzi o ekumenizm. Mikołaj był i pozostaje świętym otoczonym ogromną czcią przez chrześcijan prawosławnych, zarówno przez Greków, jak i Słowian. Przede wszystkim dlatego, że pochodzi ze Wschodu. Jak wyjaśnia o. Cioffrari, na Zachodzie Mikołaj po XIII w. został przesłonięty przez innych świętych, których kult propagowały zwłaszcza zakony. Ale na Wschodzie nie obserwujemy tego zjawiska. Tam św. Mikołaj nadal wiedzie prym. Jego ikona należy do najbardziej popularnych. To dlatego do Bari tak licznie pielgrzymują prawosławni z Rosji, Białorusi, Ukrainy i Mołdawii, Rumunii i z Gruzji. Na oba święta (9 maja i 6 grudnia) przybywa ok. 3000 pielgrzymów prawosławnych. Rocznie jest ich ok. 10 tysięcy. Grecy nie przyjeżdżają, bo uważają, że katolicy wykradli ich świętego, dodaje o. Gerardo.

    Kiedy w 1984 r. Jan Paweł II odwiedził Bari, akcentował ekumeniczne powołanie tego miejsca oraz posługi tutejszych dominikanów. Przy grobie św. Mikołaja znajduje się lampa oliwna, w której jeden płomień łączy dwa skrzydła, symbol jedności dwóch płuc chrześcijańskiej tradycji. Lampę podarował bazylice Pius XI, a Jan Paweł II zapalił ją wspólnie z prawosławnym metropolitą Myry Chryzostomem Konstantinidisem. Już w 1098 r. papież Urban II zwołał do Bari synod, na którym szukano pojednania między Kościołem zachodnim i wschodnim.

    Arcybiskup Francesco Cacucci, obecny ordynariusz Bari, podkreśla, że Mikołaj to święty od ekumenizmu. – W tym roku 6 grudnia będziemy gościć patriarchę Konstantynopola Bartłomieja I, honorowego zwierzchnika Kościoła prawosławnego, który już od dawna pragnął tu przybyć. Nasi bracia prawosławni w Bari są od zawsze u siebie. Zaraz po Soborze Watykańskim II w krypcie bazyliki mogli oni celebrować swoją liturgię. I do dziś sprawują liturgię na grobie św. Mikołaja. Myślę, że od zawsze mamy jakby podwójną duszę. Jest tu obecna zarówna tradycja łacińska, jak i bizantyjska – mówi.

    Kradzież nie sacra, lecz profana

    W połowie listopada bazylika robiła wrażenie opustoszałej. Rosyjski podróżnik Muratow był w Bari jakieś 60 lat wcześniej (słynne „Obrazy Włoch”). Już wtedy odniósł podobne wrażenie. „Gdzie pielgrzymi, gdzie rosyjscy pątnicy, gdzie pobożni Słowianie z przeciwległego brzegu Adriatyku, gdzie rybacy szukający opieki i pomocy u swojego świętego, obrońcy tych, co są w podróży, na morzach, w niewoli? Czy to przypadkiem złudne, nieprawdziwe wrażenie? Myślę, że los świątyni jest z natury rzeczy taki sam jak los starego Bari. Życie trwa tam na pozbawionych wszelkiego oblicza ulicach nowego miasta. W sklepach i kantorach, w porcie i w prefekturze, w redakcjach gazet, w świeckich szkołach, na poczcie, na dworcu centralnym, w Camera di Commercio. Tu – tylko historia, tylko przeszłość, to, co odchodzi, co odeszło, ale wciąż jeszcze triumfuje w kamieniach, pieśniach, wierzeniach i modlitwach”. Gorzka to refleksja, ale coś jest na rzeczy.

    Modląc się przy grobie świętego, zastanawiałem się, czy na naszych oczach nie dokonała się kolejna kradzież św. Mikołaja, już nie sacra, lecz profana? Historia lubi się powtarzać. Współcześni kupcy skradli Kościołowi wizerunek świętego. Biskupa z Ewangelią w ręku zamienili na czerwonego krasnala rozdającego świąteczne prezenty, które należy kupić w „naszej” sieci. Nowa „ikona” przyjęła się znakomicie, obrosła już swoimi legendami (renifery, Laponia, sanie, dzwoneczki itd.) – W Bari zachowała się pierwotna, autentyczna forma czci św. Mikołaja, która nie ma nic wspólnego z „gwiazdkowym” Mikołajem – przekonuje abp Francesco z Bari. – Wystarczy przyjechać tu w święto Mikołaja, by zobaczyć, że od 4 rano do wieczora ludzie się spowiadają. Święty Mikołaj to święty od miłości, który poświęcił się pomaganiu biednym, od ekumenizmu i wiary. Im lepiej go poznamy, tym skuteczniej uda się powrócić do prawdziwego wyobrażenia świętego z Bari – przekonuje arcybiskup.

    Z całym szacunkiem, ale dziś nie mamy żadnych szans na odbicie Mikołaja z rąk globalnych kupców. Skoro neopogańska kultura wycina ze świąt Bożego Narodzenia samego Chrystusa, nie będzie przejmować się św. Mikołajem. Co robić? Pozostaje modlitwa do świętego biskupa Mikołaja, pomaganie ubogim, w jego stylu, czyli pokornie i skutecznie. I ewangelizacja. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • gut
      06.12.2017 19:28
      Bardzo Ciekawy i w pewnym sensie - romantyczny Tekst❗ ;-)) Sporo wiadomości można uzyskać o tym Świętym na podstawie tego Artykułu. ;-> Skoro już w «tamtych czasach toczono boje o niego...» - to znaczy, że coś musiało być na rzeczy... to znaczy, że był Kimś niezwykłym. ;-d Kiedyś, kiedyś - naprawdę tam - kiedyś - przeczytałem na Portalu wiara.pl [ być może to był rok 1999/2000...?? ] taką informacje, że -
      "osoba Św. Mikołaja była tak enigmatyczna...(?), że miała zniknąć z ksiąg liturgicznych..."(??) Ale, chyba to jest taka prawidłowość, że ci święci, którzy Naprawdę wyjątkowo odznaczyli się w historii, zawsze mieli najprzód "pod górkę wśród swoich," spotykali się z "niezrozumieniem ze strony najbliższych i nie bliskich." Dopiero później, później - finał sprawy takich osób, przybierał tak niesamowity obrót, - aż tak - Zaskakująco - pozytywny, że Wygrawerowali się świadomości społeczeństw bardziej niż Inni - Zacni... Na pewno - Ojciec Święty Franciszek udowodnił samym Sobą, niezwykłą wrażliwością, że - ⊑osoba Św. Mikołaja to nie legenda, a nawet gdyby, to ⊑ legenda - prawdziwsza niż fakt, ⊒ tym bardziej, że sami Eksperci mówią, że słowo - "teologia" to synonim słowa - "baśń." Pewnych rzeczy w pewnym sensie -nie da się do końca wyjaśnić - po prostu, trzeba umieć to - przyjąć, dopiero dostaje się olśnienia a Ewangelia potrafi docierać tam i kwitnąć - intensywnie gdzie się nikomu nawet nie śniło... To jest ta różnica między: Zauważeniem a Spojrzeniem. ⊑ Zauważenie, znaczy przyjąć ale najpierw odepchnąć... a Spojrzenie, znaczy przyjąć - takie, jakie jest... Spojrzenie = Oczy Ewangelii. ⊒ ;-)) Jako - ciekawość / niezwykłość - można przytoczyć słowa - dialog, mistyczki Fulla Horak jej rozmowy ze Św. Mikołajem: »Przywiązanie do św. Mikołaja pamiętam w sobie od dzieciństwa. Naturalnie, że wtedy był to tylko ów św. Mikołaj wtykający dzieciom podarki pod poduszkę.
      Kiedy mi Mamusia Św. powiedziała, że przyjdzie do mnie prawdziwy Św. Mikołaj, poprosiłam, aby mi się zjawił takim, jakim go sobie wyobrażałam.
      Przyszedł więc siwym, rumianym staruszkiem w infule, z pastorałem. Całkiem, ale to całkiem taki, jakiego kochają dzieci. Jest najmilszy w świecie! Strasznie go kocham! Nie jest nic
      onieśmielający, przeciwnie – może sam trochę nieśmiały… Zawsze się śpieszy. Bardzo szybko mówi. Nazywa mnie Fulka. Kazał mi mówić do siebie “ św. Miku”, żeby było krócej. Ja jednak nazywam go Mikołajkiem. Jest bardzo żywy, wesoły i nigdy nie ma czasu. Mówi, że ma moc spraw na głowie. Taki jest miły!
      Powiedział mi, że niesłusznie rozczarowuje się dzieci do ślicznej jego legendy o darach. Dlaczego im się mówi, że to on je przynosi? A właśnie, że on! Kto daje natchnienie ludziom, aby tym właśnie obdarzali dzieci, czego najbardziej pragną? Kto sprawił, że zwyczaj wzajemnego obdarowywania się w jego święto tak się rozkrzewił na świecie?
      On właśnie! “Powiedz, Fulka ludziom, że ja jestem świętym od podarków. Nie tylko dzieci mogą mnie prosić. Dorośli też… Ktokolwiek z wiarą zwróci się do mnie z prośbą o coś- dostanie!
      Tak lubię ludziom robić przyjemności! Tylko muszą prosić…” Istotnie, ile razy ktoś bardzo biedny przychodził do mnie po pieniądze, ubranie czy
      jedzenie, gdy sama nie mogłam go wspomóc, modliłam się do św. Mikołaja. Nie było jeszcze wypadku, aby wtedy właśnie ktoś samorzutnie nie przyniósł mi dla biednych tego, czego potrzebowałam. Św. Mikołajek wpadał potem roześmiany, ogromnie rad z siebie, ale otrzepywał się jowialnie i niecierpliwie, kiedy mu próbowałam podziękować. Zjawia mi się
      on dość często , pewnie dlatego, że wie, jak bardzo go kocham. W naiwny, dziecinny sposób tłumaczy mi czasem rzeczy, których nie mogę zrozumieć. Powiada, że w takich przypadkach należy kierować się sercem, nie głową. “Fulka, Fulka, mów czego ci trzeba? Ja umiem takie rzeczy! Tu szepnę, tam natchnę, ówdzie popchnę i jest! Lubię cię Fulka…. Mów, bo się śpieszę” Gdybym go chciała w paru słowach określić, powiedziałabym, że składa się z dobroci, hojności, radości i pośpiechu. Nie zjawia się nigdy i nie znika, tylko wpada i wypada…
      Zawsze zajęty, zawsze zagoniony, zawsze o innych myślący- najdroższy mój św. Mikołajek!»
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół