• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Niezniszczalny generał

    Edward Kabiesz

    |

    GN 48/2016

    dodane 24.11.2016 00:00

    Nasza misja na Górnym Śląsku zajmowała tak proniemieckie stanowisko, że trzymałem się od niej z daleka – napisał w „Mojej odysei” brytyjski generał de Wiart.

    Aż dziwi bierze, że dopiero teraz trafiają do rąk polskich czytelników wspomnienia Adriana Cartona de Wiarta, jednego z najczęściej odznaczanych najwyższymi orderami wojennymi generała armii brytyjskiej, a jednocześnie przyjaciela Polski. Brał udział w wojnach burskich, w walkach w Somalii, w I i II wojnie światowej. W czasie walk został postrzelony w twarz, biodra, kolano i ucho. Stracił lewe oko i lewą dłoń. Był jeńcem wojennym, przeżył kilka katastrof samolotowych. Niby bohater z komiksu z najgorszych opresji uszedł z życiem.

    Gdzie leży ta Polska?

    Propozycja brytyjskiego Ministerstwa Obrony, by pojechał do Polski w charakterze zastępcy szefa misji wojskowej, kompletnie go zaskoczyła. Tym bardziej, że najlepiej czuł się na polu walki, a poza tym nawet nie bardzo wiedział, gdzie leży Polska. „Wiedziałem tylko, że to gdzieś blisko Rosji i że Polacy walczą z bolszewikami. Nie znajdowałem jednak żadnego logicznego powodu, dlaczego akurat mnie wybrano do tej kuszącej ekspedycji” – wyznaje szczerze we wspomnieniach. „W Paryżu usłyszałem, że Polska została przypisana do francuskiej strefy wpływów. Francuzi nie pozwalali nam o tym zapomnieć ani na chwilę”.

    Wiart szybko uczył się polityki. Na dworcu w Warszawie, gdzie z pozostałymi członkami misji dotarł 19 lutego 1919 roku, przywitał go premier Paderewski. W czasie przejazdu przez miasto Brytyjczyków pozdrawiały tłumy ludzi. Wiart jednak nie miał złudzeń co do stanowiska swojego rządu. Podsumował je krótko, pisząc, że „ci, którzy wiązali wielkie nadzieje z przybyciem alianckich delegacji, wiele na tym nie skorzystali”. Już następnego dnia po przybyciu do Warszawy poznał Piłsudskiego, z którym nawiązał przyjacielskie stosunki. Okazało się to bardzo pomocne w jego pracy. Naczelnik powiedział mu, że w rozmowach z nim będzie całkowicie szczery, ale jeżeli czegoś nie powie, „to nie powinien dziwić się temu, co potem nastąpi”. Do takiej sytuacji doszło raz, kiedy mówiąc o planach opanowania Kijowa zapewnił Wiarta, że miasto zajmie ataman Petlura. Wiart pojechał z takim właśnie meldunkiem do Londynu, a po powrocie dowiedział się, że do Kijowa wkroczyły polskie wojska, bo Ukraińcy nie byli tego w stanie zrobić sami. Zdaniem Wiarta Piłsudski podziwiał Anglików, ale wielokrotnie krytykował ich postawę wobec Polski. Podobnie myślał Wiart. „Podczas każdego konfliktu, a spraw spornych było całe mnóstwo, nasze stanowisko było wbrew Polsce” – wspomina w książce i dodaje, że Piłsudski nie lubił Francuzów, którzy nie postępowali wobec Polaków taktownie. Francuzi nie zgadzali się na dostarczanie Polsce pomocy innymi kanałami niż ich własne, a to Wiarta, jako członka brytyjskiej misji wojskowej, bardzo denerwowało.

    Generał szeroko omawia swój pobyt w Polsce, która w czasie, kiedy kierował misją, musiała walczyć jednocześnie na kilku frontach. A śmiertelnie niebezpiecznych przygód przeżył tu sporo. Jednak szczęście nigdy go nie opuściło. W czasie wojny polsko-bolszewickiej udał się na pierwszą linię frontu i cudem uniknął niewoli w czasie ataku „czerwonych” Kozaków Budionnego. De Wiart starał się, wbrew stanowisku brytyjskiego rządu, załatwić materiały wojenne dla Polski na Węgrzech. Wysłał tam swoich ludzi, ale transport zatrzymali Czesi. Wówczas jeden z jego wysłanników udał się do pałacu prezydenckiego, obudził Masaryka i wymusił na nim zgodę na przejazd. Kłopoty się nie skończyły, ale ów wysłannik „wszelkie problemy, jakie stawały na drodze, rozwiązywał z pomocą whisky, którą hojnie raczył Czechów, aż dowiózł ładunek do granicy”. De Wiart nie miał wątpliwości, że w razie upadku Warszawy „Polska, a także część Niemiec i Czechosłowacja stałyby się krajami komunistycznymi”. Generał brał również udział w rozmowach Piłsudskiego z szefem brytyjskiej misji wojskowej przy Denikinie, dowódcy „białej armii”, w sprawie wsparcia jego ofensywy przeciw bolszewikom. Piłsudski odmówił. Twierdził, że wkrótce biali zostaną zmuszeni do odwrotu. Sam Wiart uważał, że wobec szybkich postępów armii Denikina prognoza Piłsudskiego jest błędna. „Piłsudski miał jednak fenomenalną intuicję i niemal nigdy się nie mylił. Ufałem jego geniuszowi tak bardzo, że niezwłocznie postanowiłem poinformować o tym Ministerstwo Wojny, którego szefem był Winston Churchill. Churchill oczekiwał ode mnie, że przekonam Polaków, aby wsparli Denikina”, wspominał generał, dodając, że oznajmił ministrowi, iż nigdy dotąd nie zawiódł się na zdaniu Piłsudskiego. Wkrótce okazało się, kto miał rację.

    Podziwiał Polaków

    Wiart zajmował krytyczne stanowisko wobec polityki swego rządu w sprawach Polski. „Nie jestem w stanie wskazać ani jednej sprawy, w której mój rząd zgadzałby się z Polakami, a istotnych kwestii nie brakowało ” – podsumował swoje poglądy w tej kwestii. Najlepszym przykładem jest sprawa Górnego Śląska. „Nasza misja na Górnym Śląsku zajmowała tak proniemieckie stanowisko, że trzymałem się od niej z daleka, wiedząc doskonale, że z jej członkami na pewno nie znajdę wspólnego języka” – zapisał we wspomnieniach. Może taka postawa sprawiła, że po zakończeniu działalności brytyjskiej misji wojskowej w 1924 roku gen. Wiart wystąpił z wojska.

    Szczerze podziwiał Polaków, ale w swoich ocenach nie był bezkrytyczny. W „Mojej odysei” pisał na przykład o wadach Piłsudskiego, a wiele jego celnych spostrzeżeń odnieść można do współczesności. „Szybko zorientowałem się, że w Polsce na szczytach władzy co chwilę wybuchają jakieś kryzysy. Jestem przyjacielem Polaków, ale muszę przyznać, że uwielbiają oni sytuacje kryzysowe. Dopiero wtedy czują się jak ryba w wodzie i zapewne dlatego wywołują je ze stałą częstotliwością, i często nie potrzebują ku temu powodu” – napisał we wspomnieniach.

    Po przejściu do cywila de Wiart nie zerwał swoich związków z Polską. Do 1939 roku większość czasu, z wyjątkiem zimy, spędzał w Prostyniu na rzece Prypeci. Na wyspie znajdowała się dawna leśniczówka, którą przebudował i w której zamieszkał. Posiadłość leżała niedaleko granicy polsko-sowieckiej, a podarował mu ją książę Karol Radziwiłł, ostatni oficer łącznikowy Wiarta w czasie misji w Polsce. Wiart wreszcie bez przeszkód mógł robić to, co było jego życiową pasją, czyli polować. „Okolice oferowały niemal wszystko, o czym wcześniej marzyłem: polowanie bez końca, piękne dzikie tereny i odcięcie od cywilizacji” – napisał w „Mojej odysei”. „Wyruszyłem do Polski na trzy tygodnie, a zostałem dwadzieścia lat. W 1939 roku do Prostynia przyszli bolszewicy i zabrali wszystko, co tam pozostawiłem ale nic nie odbierze mi wspomnień stamtąd”.

    Jeszcze jedna wojna

    W czerwcu 1939 roku, wobec zbliżającej się wojny, o Wiarcie przypomniało sobie brytyjskie Ministerstwo Wojny, proponując mu ponownie stanowisko szefa misji wojskowej. Generał spotkał się z marszałkiem Śmigłym-Rydzem, ale uważał, że jego uzdolnienia „były niewspółmierne do odpowiedzialności, jaka na niego spadła”. Stary, doświadczony, okryty ranami weteran wojenny nie mógł uwierzyć, że Naczelny Wódz porzuci armię i wyjedzie do Rumunii, kiedy polscy żołnierze jeszcze walczyli z Niemcami i Sowietami. Wiart dotarł do Francji, gdzie zaniepokoiła go niechętna do przymierza z Polską postawa Francuzów. Podobnie było w Londynie, gdzie gen. Ironside, szef Sztabu Imperialnego, znając propolskie poglądy Wiarta, przywitał go słowami: „Cóż! Pańscy Polacy niezbyt się spisali”. „Odebrałem tę uwagę jako cokolwiek przedwczesną i odparłem: »Zobaczymy, jak spiszą się inni, panie generale«” – relacjonuje rozmowę w „Mojej odysei”. Z pewnością taka odpowiedź wymagała odwagi i nie przypadła do gustu gen. Ironside, który jeszcze w lipcu 1939 roku zapewniał Śmigłego-Rydza, że lotnictwo brytyjskie w razie wybuchu wojny już w pierwszych dniach podejmie działania ofensywne.

    Dwudziestoletni polski rozdział w życiu brytyjskiego bohatera wojennego skończył się wraz z kampanią wrześniową. Wkrótce 60-letni już generał podjął nowe zadania. Brał udział w walkach w Norwegii w 1940 roku, a następnie polecono mu zorganizować misję wojskową w Jugosławii. Tego nie wykonał, bo jego samolot został zestrzelony nad Morzem Śródziemnym. Wiart cudem dopłynął do brzegu, dostał się w ręce Włochów i ponad dwa lata spędził w niewoli. Po powrocie do kraju Winston Churchill wysłał go jako swojego osobistego przedstawiciela przy Czang Kaj-szeku, ówczesnym przywódcy Republiki Chińskiej. Jego dyplomatyczną karierę zakończył nieszczęśliwy wypadek. W Rangunie, stolicy Birmy, spadł ze schodów, łamiąc kręgosłup. Po raz kolejny „niezniszczalny generał” po długiej rekonwalescencji doszedł do zdrowia. Zasłużoną emeryturę spędził w Irlandii, łowiąc ryby. Zmarł w 1963 roku w wieku 83 lat. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół