• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • To film o wierze w człowieka

    dodane 03.11.2016 00:00

    O filmie „Jestem mordercą” opowiada reżyser Maciej Pieprzyca.

    Edward Kabiesz: W tym sezonie w polskim kinie nastąpił prawdziwy wysyp filmów zainspirowanych faktami zaczerpniętymi z kronik kryminalnych. Skąd taka fala?

    Maciej Pieprzyca: Sądzę, że to przypadek, bo przecież reżyserzy się nie umawiają. Były w latach 90. takie festiwale w Gdyni, na których pojawiały się masowo filmy o blokowiskach. Trzeci film na ten temat (a wszystkie rozpoczynały się taką panoramą z nieba na bloki) budził już wesołość widzów. Później była fala filmów śląskich, które rozgrywały się w entourage u takiego cepeliowskiego Śląska, z familokami i zamykanymi kopalniami. W tym roku obrodziło filmami z kroniką kryminalną w tle.

    Czy „Jestem mordercą” jest sfabularyzowaną wersją historii „wampira z Zagłębia”?

    Dzisiaj próby rozliczania się z PRL-em, nawet z tą konkretną sprawą, nie mają sensu. Robiłem to w latach 90., gdy realizowałem dokument. Wtedy był to pierwszy materiał filmowy, który mówił o wątpliwościach w sprawie Marchwickiego. Kiedy zdecydowałem się wrócić do tego tematu, chciałem to zrobić od nieoczywistej strony. Tak, by ta znana sprawa pozostała raczej w tle. Skupiłem się przede wszystkim na psychologicznym aspekcie tamtych wydarzeń, na ludziach postawionych w tak ekstremalnej sytuacji, którzy musieli zapłacić wyjątkową cenę. Dylematy głównego bohatera – który podlega różnorodnym presjom: odniesienia sukcesu, zaspokojenia własnych ambicji, chęci poprawy bytu rodziny; który wikła się w kompromisy i kłamstwa – są uniwersalne i ponadczasowe.

    Na początku filmu główny bohater, śledczy Jasiński, budzi nawet sympatię widza.

    Nie lubię jednoznacznych, oczywistych bohaterów. Zrobiłem film jakby od drugiej strony. Od strony śledczego, Janusza Jasińskiego. To człowiek niesłychanie ambitny, chce do czegoś dojść. Nic w tym złego. Jestem zdania, że tylko ludzie, którzy nic nie robią, nie działają, nie popełniają błędów. On chce dobrze, ma złapać seryjnego mordercę kobiet, który terroryzuje całe województwo. W tym czasie czyni dobro, ale popełnia też błędy. Jak w każdym z nas, jest w nim i dobro, i zło; w zależności od szczególnych sytuacji, w jakich się znalazł, albo jedno, albo drugie bierze górę.

    Problemy, przed jakimi staje Jasiński, są aktualne w każdym czasie?

    Mimo że historia toczy się w latach 70., myślę, że zrobiłem film bardzo współczesny.

    Dylematy mojego bohatera są dylematami wielu z nas, również moimi. Tyle że w przypadku Jasińskiego szło o ogromną stawkę. Chciałem zbudować film wciągający emocjonalnie. Tak by widz szedł z głównym bohaterem i w pewnym momencie zastanowił się, co zrobiłby w sytuacji, w której znalazł się Jasiński. By mówił do niego w myślach: „Zatrzymaj się, ja cię lubię, dlaczego robisz takie rzeczy, za chwilę nie będziesz mógł tego odkręcić. Idziesz na pierwszy kompromis, później drugi, zaczynasz kłamać, wikłasz się w to wszystko. Już z tego nie wyjdziesz”. To było dla mnie najważniejsze. A sprawa „wampira z Zagłębia” jest w tle. Według mnie fikcja bardzo wspiera rzeczywistość, czasem pomaga ją widzowi wyjaśnić.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół