• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Korowód do wieczności

    Maciej Kalbarczyk

    |

    GN 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    Jego utwory niezmiennie poruszają serca kolejnych pokoleń. Mija 10 lat od śmierci poety i muzyka Marka Grechuty.

    Podczas występów dawał publiczności całego siebie. Trudno zapomnieć niepowtarzalne wykonania takich utworów jak „Serce”, „Dni, których nie znamy” czy „Będziesz moją panią”. Co było w nich niesamowitego? Grechuta nie ograniczał się do odśpiewywania tekstów, on zwierzał się swojemu słuchaczowi. Początkowo z najważniejszych dla każdego młodego człowieka pierwszych miłości, a później z przychodzących z biegiem czasu refleksji nad sensem istnienia, o których śpiewał m.in. w monumentalnym „Korowodzie”. Tę niezwykłą wewnętrzną wrażliwość ukształtowała w nim muzyka Zygmunta Koniecznego i Ewy Demarczyk. Oboje potrafili przedstawiać poezję w niebanalny sposób, a młody Grechuta starał się podążać ich śladem. Zaczynał jednak od zespołu rock n rollowego i fascynacji energicznymi utworami Elvisa Presleya. Dwa skrajne bieguny? Nic bardziej mylnego. To właśnie fuzja wyszukanej liryki i szybko wpadających w ucho dźwięków wykształciła w nim umiejętność wykonywania poezji najwyższej próby z nieprawdopodobną łatwością i lekkością.

    Cały z klasyki

    Artystyczną pasją zaraziły go siostry ojca: od dziecka uczył się gry na pianinie, a w szkole recytował wiersze. Jako kierunek studiów wybrał jednak architekturę na Politechnice Krakowskiej. Niespodziewanie to właśnie na uczelni technicznej jego talent muzyczny eksplodował. W 1966 r. przy pianinie znajdującym się w akademiku poznał Jana Kantego Pawluśkiewicza. Obaj mieli potrzebę obcowania z muzyką w przerwach pomiędzy zajęciami. Pawluśkiewicz ćwiczył utwory, które zarobkowo wykonywał na dancingach, a Grechuta szlifował swój ­repertuar. Połączyli siły, zakładając Kabaret Architektów Anawa. O współpracy dwójki muzyków mówiła żona piosenkarza w wywiadzie rzece „Marek. Marek Grechuta we wspomnieniach żony Danuty”: „Wielce szczęśliwi połączyli wzajemnie zasoby. Janek zatopiony w jazzie, a Marek cały z klasyki. Kiedy to się spotkało, narodziła się nowa niepowtarzalna i oryginalna jakość”. W kabarecie Grechuta początkowo wykonywał piosenki pomiędzy gagami, przedstawianymi przez pozostałych kolegów, którzy dołączyli do składu. Z czasem kabaret przekształcił się w zespół akompaniujący młodemu wokaliście. Twórczość grupy rozwijała się dwutorowo: z jednej strony poważna, często romantyczna liryka, a z drugiej satyra, obecna m.in. w piosence „Tango Anawa”. Właśnie dzięki niej, podczas debiutu w 1967 r., Grechuta zajął drugie miejsce na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie. Wyprzedziła go Maryla Rodowicz.

    Rok później grupa Anawa wystąpiła w Opolu, porywając publiczność wzruszającym „Sercem”. Odtąd kariera Grechuty zaczęła rozwijać się w kierunku poezji śpiewanej. Interpretowane przez niego wiersze były aranżowane klasycznie lub na jazz-rockowo, momentami przypominając progresywne utwory The Doors i ­Jethro Tull.

    Czekając na erupcję

    W 1970 r. Grechuta zadebiutował na rynku fonograficznym. Album „Marek Grechuta &Anawa” z utworami: „Będziesz moją panią”, „Nie dokazuj” i „W dzikie wino zaplątani” spotkał się z entuzjastyczną reakcją słuchaczy. Artysta udzielił wywiadu młodzieżowemu czasopismu „Na Przełaj”. Pod tekstem umieszczono adres do korespondencji. Ruszyła lawina listów z gratulacjami, prośbami o autografy, a nawet z propozycjami matrymonialnymi. Grechuta wkrótce zaczął także koncertować za granicą.

    Zdarzało się, że miesiącami w ogóle nie pisał nowych piosenek. Jego sposób tworzenia Danuta Grechuta porównała do wulkanu, który gotuje się, zbierając wszystkie siły do spektakularnego wybuchu. Pomysły przychodziły z różnych stron, a inspiracją było życie. Historia popularnego utworu „Dni, których nie znamy”, wiąże się z żoną artysty. Późną nocą Grechuta zastanawiał się, czy wybrał w życiu odpowiednią drogę. Żona uspokoiła go słowami: „Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, bo z nimi coś jeszcze możemy zrobić”. Tak powstał przebój do tej pory emitowany w większości stacji radiowych. Wraz z innymi utworami znalazł się na drugiej płycie grupy Anawa pt. „Korowód”. Wsparcie Marka Jackowskiego i Jacka Ostaszewskiego sprawiło, że album zyskał hipisowskie, charakterystyczne dla lat 70. progresywne brzmienie.

    W bigbitowych klimatach Grechuta pozostał do połowy dekady, rozstając się jednak na moment z Anawą. Członkowie zespołu nie mogli dojść do porozumienia co do kierunku, w którym powinni podążać: Jackowski i Ostaszewski założyli w końcu instrumentalny Osjan, a Grechuta odszedł z grupy i zaskoczył wszystkich odważnymi interpretacjami poezji Tadeusza Śliwiaka oraz Ryszarda Krynickiego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół