• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Korale Ojca Leona

    Maciej Kalbarczyk Maciej Kalbarczyk

    dodane 23.08.2016 17:23

    Ostatni sobór otworzył przed Kościołem nowe możliwości. Tradycjonaliści nadal zdają się tego faktu nie dostrzegać.

    W artykule „Biedny chrześcijanin patrzy na ojca Knabita” z sobotniego magazynu „Plus Minus” Ewa Polak-Pałkiewicz wskazuje Sobór Watykański II jako moment zwrotu Kościoła w złym kierunku. Używa argumentów, które w środowisku tzw. tradsów są powszechnie znane: rozmydlanie doktryny, lekceważenie powagi kultu i przede wszystkim postawienie w centrum człowieka, zamiast Boga.

    Publicystka zauważa, że wymienione elementy są mocno obecne w nauczaniu Franciszka, który celowo pomija różnice w wierzeniach mieszkańców naszej planety, eksponując miłość jako uniwersalną wartość. Zdaniem autorki promowanie humanizmu i źle rozumianego ekumenizmu jest niezrozumiałe dla wielu katolików i wyrządza krzywdę Kościołowi.

    Z wieloma tezami Polak-Pałkiewicz można się nawet zgodzić. Mające miejsce podczas ŚDM połączenie drogi krzyżowej z baletem faktycznie odbiera powagę Męce Pańskiej, która powinna pozostać w nienaruszalnej przez popkulturę sferze sacrum. Czy jednak naprawdę, jak twierdzi autorka, plakat z o. Leonem Knabitem w koralach i napisem „Młodość to stan ducha” wyrządza katolicyzmowi tak dużą krzywdę?

    Popkultura stała się jedynym językiem zrozumiałym przez młode pokolenie. Najlepiej widać to w „sprzedawaniu” patriotyzmu poprzez gadżety i modne koszulki. Wiara jest oczywiście czymś o wiele ważniejszym, ale w świecie będącym wielkim targowiskiem idei trzeba przedstawiać ją młodym w atrakcyjny sposób. Wszechobecna kultura obrazkowa zmusza Kościół do sięgania po współczesne środki komunikacji z odbiorcą – czy wykorzystywanie tych narzędzi w dobrej intencji jest rzeczywiście godne potępienia?

    Działania w mediach nie wykluczają przecież dobrego duszpasterstwa. Autorka co prawda zwraca uwagę, że znalazło się ono w kryzysie, ale w tym kontekście nie można zapominać o owocach, które przyniósł krytykowany przez nią Sobór Watykański II. Gdyby nie on, nie powstałyby ruchy, dzięki którym Kościół powraca do swoich korzeni z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Do wspólnot, których członkowie żyją prawdziwą wiarą, a nie tylko raz w tygodniu słuchają kapłana mówiącego do nich w niezrozumiałym języku. Czy autorka nie dostrzega piękna posoborowej różnorodności, która dała wiernym nowe formy duszpasterstwa i sprawiła, że zaczęli rozumieć o co tak naprawdę chodzi w chrześcijaństwie?

    Spośród ruchów, które powstały w latach 60-tych szczególnie ważna wydaje się Droga Neokatechumenalna, która działa w 101 krajach na 5 kontynentach. Proponowana przez nią formacja chrześcijańska nie ogranicza się do emocjonalnego przeżywania wiary. Wystarczy porozmawiać z braćmi z neokatechumenatu żeby zobaczyć, że Boga traktują serio, opierając na Nim swoje życie. Wielu idzie do seminariów duchownych i wyjeżdża na misje, głosząc innym dobrą nowinę. Czy mieliby szansę na nawrócenie gdyby nie postanowienia Soboru, otwierającego drzwi dla nowych wspólnot? Czy Boga odnaleźliby, uczestnicząc w pięknej, ale niezrozumiałej Mszy Świętej po łacinie?

    Oczywiście można zastanawiać się co było przyczyną, a co skutkiem: czy to Sobór doprowadził do pogorszenia kondycji Kościoła czy może był odpowiedzią na procesy, które zauważyli duchowni. Niezależnie od tego, reagując na współczesny kryzys duchowości, po prostu potrzebujemy narzędzi, które wypracowano podczas ostatniego spotkania biskupów. Współcześnie tylko niewielkie grupy, proponujące pogłębioną refleksję na Słowem Bożym, mogą uratować zagubionych ludzi. Bogu dzięki, że takie wspólnoty powstały i wydały dobre owoce. Szkoda, że tradycjonaliści nie biorą ich pod uwagę po raz kolejny zastanawiając się nad destrukcyjnym wpływem Soboru Watykańskiego II. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • D.K.
      23.08.2016 18:37
      Jeśli Pan Bóg nie jest celem, nie jest sensem życia wierzącego, jeśli nie jest w hierarchii na pierwszym miejscu i jeśli nie istnieje podporządkowania swojego życia, wszystkich jego aspektów Panu Bogu, to nie mamy do czynienia z katolicyzmem. Sobór Watykański II niestety zmienił optykę z teocentrycznej ku antropocentryzmowi (uczucia, wola, co ja przeżywam). Wyrazicielem i jednocześnie konsekwencją tej zmiany jest liturgia, która zaburza pojmowanie Boga jako majestatycznego Absolutu. Oczywiście oddajmy prawdę niektórym ideom soborowym, które są wypaczane przez praktykę (np. w dokumentach soborowych jest wyraźne określony prymat łaciny jako języka kościoła katolickiego czy uznanie chorału gregoriańskiego za śpiew najbardziej odpowiedni etc.). "Po owocach ich poznacie"- mówi nam ewangelia, po prawie 50 latach od reformy widzimy w jakim stanie znajduje się Kościół, co zrobiły ze swoją wiarą kraje tradycyjnie katolickie takie jak: Francja, Belgia, Holandia, Włochy, Hiszpania? Nie chciałbym popadać w defetyzm, ale może warto pochylić się nad analizą krytyczną kościoła katolickiego po owym aggiornamento.
    • Jerzyk
      23.08.2016 21:44
      - Z przesoborowego Kościoła uciekłem, bo straszyli mnie, że Bóg mnie pokarze.
      - Byłem młody, grałem rocka, robiłem źle, nie miałem co szukać w kościele.
      - Jak było już ze mną bardzo źle, jeden człowiek, z Katolickiej Współnoty, powiedział mi,
      - Bóg naprawdę cię kocha.
      - Nie mieściło mi się to w głowie, po tym wszystkim co narobiłem, powiedziałem,
      - Chyba się pomyliłeś, przecież ja narobiłem już tyle zła.
      - Odpowiedział mi, nie pomyliłem się, Bóg kocha cię takiego jaki jesteś i prosi cię, abyś oddał Mu to co cię gnębi, co cię zniewala, ...
      - Nie mieściło misię to w głowie, jednak zrobiłem tak jak umiałem to co mi powiedział.
      - Moje zycie zmieniło się nie do poznania, nawet wcześniej nie wiedziałem, że tak mozna żyć.
      - Codziennie jestem na Mszy Świętej, codziennie przyjmuję Jezusa, pomagam innym ludziom, służę na rekolekcjach, kursach, byłem na Misjąch Świętych na Ukrainie, ...
      - Służę w mojej parafii jak tylko potrafię, jak potrzeba, ...
      - Pamiętam jeszcze obszerne fragmenty ministrantury łacińskiej.
      - To Jezusowy Święty Kościół, zmienia się świat, to także Jezus zmienia swój Kościół aby dobrze służył.
      - To co było dobre wczoraj, dziś już niekoniecznie jest przydatne.
      - Jezusowi też mówili że robi źle, Jezusa nawet zabili ...
    • Mol
      24.08.2016 08:07
      Artykuł w Plusie Minusie był dobry. Autorce przecież nie chodziło o potępianie ojca Leona, ale o zwrócenie uwagi, że niektóre sposoby wychodzenia Kościoła do ludzi są trochę jakby... błazeńskie (przepraszam za zbyt mocne słowo, ale inne nie przychodzi mi do głowy). Tyniec robi świetną robotę, zwłaszcza wydawniczą - ale styl ojca Leona mi nie odpowiada. Nie musi.
    • KJ
      24.08.2016 09:28
      Przepraszam za gorliwość, ale po raz kolejny wyłazi niekompetencja redaktorów GN, która jest piętnowana między innymi przez Ewę Polak-Pałkiewicz. Maciej Kalbarczyk pisze, że przed i w trakcie soboru ludzie "raz w tygodniu słuchali kapłana mówiącego do nich w niezrozumiałym języku". No właśnie o to chodzi, że nikt wtedy nie mówił do ludzi "w niezrozumiałym języku" - w owym mitycznym "niezrozumiałym języku", mówi się we wszystkich tradycyjnych rytach do BOGA, a nie do ludzi! Do ludzi mówiło się zawsze w ich języku homilia/kazanie. To akurat w zeszłym miesiącu Franciszek mówił się do ludzi w niezrozumiałym języku (zarówno w czasie liturgii - wezwania kierowane do wiernych po łacinie, hiszpańsku lub włosku, jak i homilii - po włosku).
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół