• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Siemonia jak piękny sen

    Barbara Gruszka-Zych

    dodane 28.07.2016 00:00

    Goście z Indii, którzy przyjechali przed Światowymi Dniami Młodzieży do Siemoni, wywrócili porządek życia wsi do góry nogami. Ale miejscowi się cieszą, że dzięki nim zwykły czwartek zamienił się w wielkie święto.

    Dotąd nikt w powiecie będzińskim nie widział 30 pań w strojach regionalnych w środku dnia robiących sobie zdjęcia z Hindusami. Te z Siemoni były w ozdobionych czerwonymi koralami sukienkach. Te z Twardowic, Brzękowic, Wymysłowa – w bluzkach i spódniczkach. Z białymi kryzami i bluzkami kontrastowały ciemne twarze przybyszów. – My jesteśmy gospodynie domowe, to przyjmujemy gości poczęstunkiem, takim od serca, ciesząc się, że nas odwiedzili – mówi Halina Cichoń. Nigdy nie pojechałyby do Indii, no to Indie przyjechały do nich. – Wczoraj spotkałyśmy się w domu pani Krystyny Mikulskiej i ugotowałyśmy cały gar żuru i osobno jajka oraz białą kiełbasę, mamy też nasz specjał – tutejszą sałatkę – opowiada Alina Gawron z Twardowic. Do liczącej 3166 wiernych parafii pw. Wszystkich Świętych należy kilka okolicznych wsi, więc podział obowiązków był od dawna starannie obmyślany. Panie z Siemoni ugotowały bigos. Te z Brzękowic i Wymysłowa – gołąbki. Z Twardowic – żurek i sałatkę. No i wszystkie upiekły ciasto. Jeszcze więcej kulinarnych atrakcji zaplanowały na niedzielny piknik. – Nasze rodziny podchodzą do tej gościny bardzo emocjonalnie – mówi proboszcz ks. Marek Wyjadłowski. – Nie częstują tylko kawką czy herbatką, ale wszystkim, czym chata bogata. Poczęstunek, w którego przygotowanie gospodarze włożyli czas i trud, to największe uznanie dla gości.

    Dwa śniadania i obiad

    Przejeżdżający 21 lipca rano przez Siemonię mogli się zdziwić, co to za feta pod kościołem. Ks. proboszcz z grupą parafian i paniami z czterech kół gospodyń wiejskich witał chlebem i solą grupkę czternastu Hindusów. Do końca nie wiedzieli, ilu ich będzie, bo zapowiadano przyjazd 30, ale okazało się, że nie wszyscy dostali wizę. Chleb z napisem „ŚDM 2016” upiekły tutejsze gospodynie, a wręczyła go Ewelina Gajdzik, sołtys Siemoni, od niedawna w Kole Gospodyń. Przybysze z Indii nie wiedzieli, co z nim zrobić, ale pani sołtys poinstruowała, że należy go pocałować i zjeść kawałek. Potem było przyjęcie w znajdującym się naprzeciwko kościoła domu kultury. Panie z Koła Gospodyń w Siemoni korzystają z jego jednej sali, nadającej się na grupowe spotkania przy stole. Mają przygotowaną na takie okazje zastawę, a produkty do menu kupiły z własnych składek. Potraw było wiele i kusiły, żeby spróbować, więc sięgający po nie Polacy dla usprawiedliwienia powtarzali powiedzonko: „Lepiej się przejeść i chorować niż nie spróbować i żałować”. Hindusi dopytywali o składniki dań i zajadali się nimi. – Gotujemy na odpust i dożynki. Jak ksiądz proboszcz powie, że potrzebna jest nasza pomoc, to natychmiast chwytamy pomysł – mówią. – Od dziś specjalnością naszej wsi będzie śniadanioobiad – śmieje się ks. Wyjadłowski, widząc parafianki wnoszące kolejne półmiski, choć była dopiero 
10 rano. – Potem goście z Indii pojadą nad zalew w Rogoźniku, więc ten posiłek im się przyda – usprawiedliwiają się panie kucharki. Wiedzą przecież, że rodziny goszczące przybyszów w domach już nakarmiły ich śniadaniem.

    Pierwsi z zagranicy

    Tak naprawdę wizyta gości z Indii zaczęła się 21 lipca, niedługo po północy, kiedy wylądowali na lotnisku w Pyrzowicach, odległych od wsi o 5 km. Państwo Jadwiga i Piotr Fisiorowie (w zeszłym tygodniu obchodzili 32. rocznicę ślubu) czekali na nich razem z synem Karolem i sąsiadami. Karol, od 8 lat asystent dyżurny operacyjny na tym właśnie lotnisku, jest liderem grupy, która zajmowała się przygotowaniem do przyjęcia obcokrajowców. Informuje, że na katowickie lotnisko poza rozkładem przyleciały samolot z Sycylii, dwa z Hiszpanii i jeden z europejskiej części Turcji, przywożąc uczestników ŚDM. Rodzice Karola też pracują na lotnisku. Mama Jadwiga jako pielęgniarka w ambulatorium, tata Piotr jest strażakiem. Kiedy w zeszłym roku podczas kolędy ks. Marek Wyjadłowski zachęcał parafian do przyjęcia gości, natychmiast się zgłosili. Pani Jadwiga wita nas z roczną Hanią na ręku. Po chwili z parteru przychodzi 5-letni Olek z mamą Natalią. Dziadkowie go chwalą, że jest czytelnikiem najczęściej odwiedzającym wiejską bibliotekę, znajdującą się w domu kultury. 
– To nasi pierwsi goście z zagranicy – mówi o przybyszach z Indii pani Jadwiga. – Jesteśmy dużą rodziną z trojgiem dzieci i dwojgiem wnucząt, przyzwyczajoną, że w domu bywa gwarno. Nie mamy superwarunków, tylko jedną łazienkę, ale jak umiemy, okażemy im radość, że tu są. – Kiedy o pierwszej w nocy podaliśmy im posiłek, to wzięli się za rozsmarowywanie masła na chlebie widelcem – opowiada Karol. – Musiałem im pokazać, że do tego używa się noża. Wie, że takie zachowanie wynika z innej kultury gości, którzy w swoim kraju jedzą placki ryżowe. W ramach przygotowania na ich przyjęcie dobrych kilka godzin spędził, oglądając w internecie filmiki z Indii i czytając o tamtejszych zwyczajach.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół