• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Stygmatyk z Calvo

    Joanna Bątkiewicz-Brożek

    |

    GN 27/2016

    dodane 30.06.2016 00:00

    W Wielkim Tygodniu przeżywa fizycznie mękę Chrystusa. Nosi stygmaty – co piątek rany na jego rękach, nogach i boku otwierają się. Ma dar bilokacji, uzdrawiania, czyta w ludzkich sercach. Zrobił pierwsze w historii zdjęcie Jezusowi. Brat Elia niedawno odwiedził Polskę.

    Przez resztę miesiąca on i jego współbracia zanurzają się w ciszy, w pracy. „Ora et labora”. Calvo leży 100 km od Rzymu i 100 km od Asyżu. Elia, posłuszny Bogu, opuścił zakon kapucynów i wyruszył w drogę. Dotarł do ruin klasztoru, który założył w czasach św. Franciszka jeden z jego uczniów, św. Bernard z Calvo. – Bóg wybrał to miejsce dla Elii – podkreśla ks. Marco. – Było zarośnięte, w gruzach. Elia i kilku braci spali pod gwiazdami. Elia poszedł poprosić biskupa o pomoc w odbudowaniu klasztoru. Ale ten powiedział: jeśli to, co się dzieje wokół ciebie, jest sprawą Bożą, to Bóg ci pomoże, klasztor odbuduj sam. Dziś prace remontowe dobiegają końca. Klasztor wygląda jak średniowieczna perła. Elia ostatnio dostał nawet 8-metrową statuę Matki Bożej. – To ma być centrum modlitwy, gdzie będzie można trwać dzień i noc na adoracji Jezusa, gdzie każdy będzie mógł przyjechać, by „odrestaurować swoją duszę” – dodaje Fiorella. – Dziś zbyt mało się modlimy, a modlitwa jest konieczna, by trwać w bliskości z Bogiem.

    Brat Elia: – Modlitwa to dialog, to pragnienie przebywania z Bogiem. Nie proś Go o zbyt wiele, a tylko o to, czego potrzeba, co jest dobre. 10 minut dziennie. Od tego trzeba zacząć.

    Co chwila do klasztoru przychodzą listy. Z różnych zakątków świata. Z podpisem biskupa i prośbą o świadectwo. Elia idzie wtedy do biskupa Umbrii. Ten, jeśli się zgadza na wyjazd Elii, przydziela mu kapłana lub rusza z nim osobiście. – Brat Elia był już w Niemczech, we Francji, w Luksemburgu, w Polinezji i trzykrotnie byliśmy w Indonezji, gdzie muzułmanie próbowali nas zabić – opowiada Fiorella. – Bóg chce, by tam powstał dom dla rodzin i dzieci. Ale jeszcze nie teraz – jak mówi Elia.

    Brat Elia nigdy nie mówi o sobie sam, jego historię opowiada delegat biskupa. W Wieliczce mówił: „Jezus Chrystus żyje! A my? Czy ty i ja żyjemy? Ile razy usłyszałeś, jak On mówi do ciebie w sercu? Wsłuchujesz się w to, czy tylko kiedy ci się podoba?”. Oraz: „Kiedy przeżywasz kryzys, Bóg mówi do ciebie: przyjdź, usiądź i mów do Mnie. Jak nie będziesz mówił, to jak mam cię zrozumieć?”.

    Elia lubi stawiać pytania: „Modlitwa to dla was przykry obowiązek czy nie możecie się na nią doczekać?”. I dodaje: „Jezus prosi, byście modlili się codziennie za chore dzieci, za cierpiących”. I delikatnym tonem, ale stanowczo: „Nie krzyczcie w domach, nie przeklinajcie! Bo dopuszczacie tak diabła. Rozmawiajcie z dziećmi. To jest najważniejsze!”. A na koniec: „Wiecie, kim jest człowiek bez Boga? Jest zagubiony. Ale z Bogiem nie boi się niczego i nikogo”.

    Przebaczaj i kochaj

    Na ołtarz w ogrodzie franciszkanów w Wieliczce, tuż po Komunii, co chwila wbiega jakieś dziecko. Przytula się do brata Elii. Po Mszy szpaler ludzi – jest ich tu kilka tysięcy – garnie się do stygmatyka. Elia kładzie ręce na głowach, błogosławi. Ks. Belladelli, który od 8 lat towarzyszy też założonej przez zakonnika wspólnocie Apostołów Bożych (Apostoli di Dio, czekającej na pełną aprobatę Stolicy Apostolskiej), idzie tuż obok zakonnika. Elia ma radość w oczach. I światło. Jest skromny, pokorny. Mówi niewiele, ale celnie. – Odpowiem na twoje pytania, ale ty odpowiesz na moje. Zgoda? – spogląda na mnie badawczo. I pyta: – Potrafisz kochać? Przebaczać? Ale czy zawsze? Co wieczór mówisz bliskim: „kocham”, „wybaczmy sobie”? Odpowiedz. – Czy to najważniejsze? – pytam. – Tak. Jezus mówi dziś: kochajcie się, uczcie się tego. Nie róbcie sobie wzajemnie zła, nie wywołujcie wojen.

    – Elia, jesteśmy niecierpliwi, chcemy wiedzieć już i teraz, czego Bóg od nas chce. I kiedy przyjdzie – mówię.

    Elia wpatruje się we mnie: – Twoja mama nosiła cię 9 miesięcy, żeby wydać na świat. Trzeba cierpliwości i czasu, by odkrywać Boga. Bierz codziennie Ewangelię do ręki. Czytaj i pewnego dnia będziesz musiała głosić Jego słowo. I to, że to miłość jest wielkością Boga. Nie jesteśmy w stanie kochać i przebaczać tak jak Bóg. On mnie kołysze, przytula, nosi Czy ty w Niego wierzysz? Napisz sobie to na kartce: „wierzę”. I zobaczysz, jak wiele się zmieni. Credo – w tym jest cała tajemnica. Powtarzaj ją codziennie. Ale powtarzaj: „ja wierzę w Boga ”.

    Kościół towarzyszy i przygląda się bratu Elii. Już kiedy zakonnik otrzymał stygmaty, na polecenie arcybiskupa Umbrii Vincenzo Paglii musiał wyjechać do Nowego Jorku. Tam miała zbadać go komisja lekarzy. Przez kilka miesięcy obserwowali go chirurdzy i psychiatrzy. – Chcieli m.in. zweryfikować jego wizje. Elia rozmawia ciągle z Chrystusem, widzi Go jak ja panią. Jezus wtedy powiedział mu: „Nie odpowiadaj na ich pytania, bo zrobią z ciebie szaleńca. Weź aparat fotograficzny i idź do pobliskiego kościoła. Zrób zdjęcie na białej ścianie. To będzie dowód” – opowiada ks. Belladelli. – Psychiatrzy zawołali więc fotografów. A bratu odebrali jego aparat, żeby nie „oszukiwał”.

    – Pamiętam, że dali mi taki mały, kupiony w kiosku jednorazowy sprzęt – wtrąca Elia. – Na ścianie zobaczyłem światło. Zacząłem więc robić tym zdjęcia. I wszyscy ze mną. I na klatce zobaczyłem Jezusa.

    – To Jezus, jakiego widzi Elia – ks. Marco pokazuje mi zdjęcie w swoim telefonie komórkowym. – Wszyscy inni mieli na kliszach białą ścianę. Psychiatrzy oniemieli. Dali spokój.

    Zdjęcie Jezusa obiegło szybko świat, przypomina obraz namalowany pędzlem. Ale jeśli przyjrzeć się oryginałowi z bliska, wyraźnie widać, że to zdjęcie. – Jezus idzie z postępem. Faustynie kazał wołać malarza, bratu wziąć aparat. Ta historia wydaje się tak nieprawdopodobna. Tak jak i męka, którą przeżywa Elia, tyle cierpienia Czemu to wszystko? – pytam ks. Marco.

    – Jesteśmy racjonalistami. Wydaje się nam, nawet jeśli wierzymy i jesteśmy w Kościele, że męka Chrystusa to jakaś legenda. Przeszłość. A to jest rzeczywistość, która się ciągle dzieje. Bóg wybierając takich jak Elia, przypomina o sobie. Te osiem lat spędzone z bratem Elią, bycie świadkiem męki, którą przeżywa, to dla mnie doświadczenie żywego Boga. Bóg istnieje i jest dla ciebie, dla mnie. Elia ma wiele darów: uzdrawiania, pocieszania Widziałem, jak ludzie zmieniają swoje życie po spotkaniu z nim. Ma dar bilokacji. Kościół nie zakazuje Elii głosić słowa, spotykać się z ludźmi. I to o czymś świadczy. Ojciec Pio, który towarzyszy bratu Elii ciągle, powiedział mu, że ma on dokończyć jego misję. I tak się dzieje – drzwi, które były zamknięte przed stygmatykiem z San Giovanni Rotondo, otwierają się przed bratem Elią.

    – Jestem tylko osiołkiem Jezusa, tak nazywa mnie ojciec Pio – uśmiecha się brat Elia. Ale to na osiołku właśnie Jezus wjechał do Jerozolimy...

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • Gość
      13.01.2017 09:21
      Piękne... Choć na pierwszy rzut oka szokuje. Ale wychowana przez DA u karmelitów poznałam takie osoby jak Miriam od J.U. czy po prostu Teresę Wielką. One by się nie dziwiły... ;)
    • Gość
      20.04.2017 08:31
      Duża część artykułu jest skopiowana z blgoa (wobroniewiaryitradycji.wordpress.com) ale dobrze, że propagujecie Brata Elię.
    • JAWA25
      29.04.2017 18:36
      "Zrobił pierwsze w historii zdjęcie Jezusowi" i co jeszcze?
    • Anna
      29.05.2017 08:13
      Czy możecie podać konto na które można wpłacić pieniądze dla fundacji brata Eliasza i jak opisac przelew ( na stronie jest tylko Włoskie tłumaczenie)
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół