• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Uczmy szacunku do pieniądza

    dodane 16.06.2016 00:00

    O psuciu dzieci i słoiku altruisty mówi psycholog dziecięcy dr Aleksandra Piotrowska.

    Joanna Jureczko-Wilk: Rodzice często nie rozmawiają z dziećmi o finansach, bo boją się, że wychowają materialistów.

    Dr Aleksandra Piotrowska: Samo podejmowanie tematyki finansowej w rodzinie nie prowadzi do materializmu. Natomiast unikając jej, nie przygotujemy dziecka do ważnej sfery życia. Rodzice często błędnie uważają, że dzieci powinny się bawić, a nie zajmować pieniędzmi. Potem wychodzą w świat studenci, którzy mieszkając daleko od rodzinnych miast, absolutnie nie potrafią wyżyć z funduszy, jakie mają do dyspozycji, nie potrafią rozplanować wydatków, zaakceptować konieczności ograniczeń i stają się łatwym łupem zakupowego marketingu.

    Jak nauczyć dzieci „zdrowego” podejścia do pieniędzy?

    Jestem za tym, żeby korzystać z naturalnych form edukacji. Dziecko, stosownie do wieku, powinno wiedzieć, jaką kwotą miesięcznie dysponuje rodzina, ile wynoszą stałe koszty utrzymania. Im częściej będzie świadkiem, a potem również uczestnikiem takich rozmów, tym szybciej zrozumie dwie podstawowe kwestie: że na pieniądze trzeba zapracować i że jest ich ograniczona ilość. Już małe dziecko powinno być świadkiem planowania zakupów, a potem robienia ich zgodnie z planem. Przy okazji wyjaśniajmy mu, że reklama nie jest informacją o produktach, ale w większości przypadków manipulacją. Nie jestem za tym, żeby dzieci towarzyszyły nam w każdych zakupach, bo to nie jest dla nich dobrą formą spędzania czasu. Ale jeśli w ogóle nie włączymy w nie dziecka, nie będzie ono miało okazji nauczyć się zakupów planowanych i przemyślanych. Trzecia sprawa to kieszonkowe, którego idei wielu dorosłych nie rozumie. To nie są każde pieniądze, które dziecko dostaje, ale odpowiednik pensji – wypłacanej regularnie, nie w nagrodę, nie za to, że coś świetnie się zrobiło. To kwota, o której wydaniu decyduje samo dziecko bez pytania rodziców o pozwolenie. Nawet gdyby chciało od razu wydać całą sumę na słodycze. Musimy postępować konsekwentnie: wypłacamy kieszonkowe, a potem „ręce precz od portfela”; nie dopłacamy. Tylko w ten sposób dziecko zrozumie, że pieniędzy mamy ograniczoną ilość, i nauczy się je szanować.

    A jak zachęcić je do oszczędzania?

    W przypadku mniejszych dzieci doskonale sprawdza się przezroczysty słoik, w którym widać, jak przybywa monet. Zachęcajmy je, żeby zaraz po otrzymaniu kieszonkowego wrzucały do niego jakąś jego część. Możemy zmotywować je, umawiając się, że jeżeli uzbierają określoną kwotę lub monety w słoiku osiągną ustalony poziom, wypłacimy im premię. W ten sposób otrzymują ważną lekcję, że nie na wszystko wystarcza pieniędzy i czasami trzeba je długo odkładać, żeby kupić sobie upragnioną zabawkę.

    Nasze najczęstsze błędy

    Dawanie dziecku zbyt dużych kwot, wspieranie go finansowo, gdy już wydało swoje kieszonkowe. Jeśli dziecko dostaje pieniądze zawsze, gdy o nie prosi, to możemy być pewni, że to je zdemoralizuje. Z drugiej strony nie jest też dobra sytuacja, w której dziecko nie ma żadnych swoich pieniędzy.

    Co zrobić, żeby dziecko potrafiło dzielić się swoimi oszczędnościami na przykład z potrzebującymi?

    U nas takie myślenie jest niepopularne wśród rodziców, ale w zachodnich demokracjach już przedszkolaki są włączane w różnego rodzaju działania charytatywne. Także w to, żeby dzielić się posiadanymi pieniędzmi. Zachęcajmy nasze dzieci, żeby podarowały część swojego kieszonkowego na przykład na rzecz chorego dziecka, które zbiera fundusze na leczenie. Nawet 4-, 5-latki powinny być przez nas celowo zachęcane do dzielenia się zabawkami. Nie dlatego, że z zabawek wyrosły czy im się nie podobają, ale dlatego, że są dzieci, które w ogóle zabawek nie mają. Bądźmy w tym działaniu cierpliwi i nie oczekujemy od razu cudów, zwłaszcza od małych dzieci. Na dłuższą metę to z pewnością się opłaci.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Twoje bezpieczne finanse

    Domowa ekonomia

    przewiń w dół