• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nie ma innego przepisu

    dodane 02.06.2016 00:00

    O przepisie na dobre kino religijne mówi Dariusz Regucki, twórca „Boga w Krakowie”.

    Edward Kabiesz: Czy „Bóg w Krakowie” to rzeczywiście największa, jak twierdzi dystrybutor, produkcja religijna w Polsce?

    Dariusz Regucki: To oczywiście opinia producenta. Słowo „największa” kojarzy się z finansami, a my przecież poruszamy się cały czas w niskich budżetach. Natomiast udało mi się zaprosić do filmu fantastycznych ludzi i wynegocjować też dobre stawki.

    Film ma bardzo dobrą obsadę. Czy robił Pan castingi?

    Nie było castingów. Pisząc scenariusz, już mam w głowie obsadę. Jeżeli piszę rolę krakowskiej kwiaciarki, to już widzę Dorotę Pomykałę.

    Dlaczego?

    Decyduje rys osobowościowy postaci, którą wymyśliłem. Zamykam oczy i widzę właśnie tę aktorkę czy tego aktora. Później wysyłam scenariusz. Żadna z osób, którym zaproponowałem rolę, nie odmówiła zagrania w filmie.

    Czy nie uważa Pan, że „Bóg w Krakowie” to coś w rodzaju filmowego portretu tego miasta?

    Miasto rzeczywiście jest jednym z bohaterów filmu. Zależało mi, by pokazać Kraków, ale trochę inny niż ten, który znamy z folderów. Chciałem pokazywać miejsca mistyczne, omodlone. Jeżeli policzyć naszych błogosławionych i świętych, to większość z nich była związana z Krakowem.

    W filmie pojawia się m.in. obraz Matki Bożej od Wykupu Niewolników. Czym się Pan kierował, wybierając ten plan filmowy?

    To akurat podpowiedź naszego producenta. Poszedłem więc do kościoła św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Byłem zdumiony, kiedy zobaczyłem, że tam cały czas ktoś się modli. Później rozmawiałem z siostrami, które się nim opiekują, i dowiedziałem się, jakie tam dzieją się cuda.

    W każdej z tych siedmiu opowieści, które widzimy na ekranie, dzieją się rzeczy niezwykłe.

    Nie tylko na ekranie. Wydarzyły się również poza planem. W filmie pokazuję historię małżeństwa, które boryka się z poważnym problemem. Ta para, którą grają Karina Seweryn i Przemek Redkowski, nie może mieć dziecka. Karina pasowała mi do tej roli, ale w czasie próby wyczuwałem z jej strony jakiś opór, że coś jest nie tak. Spytałem ją, o co chodzi. Powiedziała, że wraz z mężem od lat starają się o dziecko, ale bezskutecznie. Jest to dla nich dramat. A teraz dostaje rolę, w której ma grać siebie, co jest dla niej trudne. W końcu jakoś opanowaliśmy te emocje, wszystko poszło dobrze. Jakiś czas po zakończeniu planów zdjęciowych Karina zadzwoniła i powiedziała, że wydarzył się cud.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół