• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Superproblem w mikroświecie

    Magdalena Kawalec-Segond

    |

    GN 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:00

    Tej katastrofie można było zapobiec. Wszystko jednak robiono na opak. I tak wyhodowaliśmy sobie kolejną światową superbakterię. Pałeczkę „New Delhi”.

    W krajach „pierwszego świata” antybiotyki są drogie, bo to tu się je obmyśla. Powstanie antybiotyku, od odkrycia aktywności przeciwbakteryjnej jakiejś substancji chemicznej aż do rejestracji leku, ciągnie się latami i kosztuje miliony, a nawet miliardy euro. Jedna bakteryjna mutacja w DNA, która uodporni bakterię na lek – i cały wysiłek oraz fortunę diabli biorą. Nic dziwnego zatem, że w owych krajach spożycie antybiotyków już od prawie dwóch dekad coraz ściślej się kontroluje. Skończyło się wykorzystywanie ich w tuczu zwierząt, skończyło nadużywanie w weterynarii, a także w medycynie ludzkiej.

    Bakterie odporne na wszystko

    Istnieją jednak światy „drugi” i „trzeci”. Tam antybiotyki są częstokroć tańsze (bo to najczęściej nielicencjonowane generyki), nadużywane w medycynie ludzkiej, a korzystaniu z nich nie towarzyszy swoista kultura medyczna.

    Ta nakazuje wziąć całą zaordynowaną serię leku, i to o tych porach, o których wspomniał lekarz. Czyli jeśli dwa razy dziennie, to dokładnie co 12 godzin, i jeśli 8 dni, to nie 6. To nie są fanaberie doktora. Bakterie mnożą się w naszym organizmie podczas zakażenia w taki sposób, że te wskazania co do długości i częstości terapii są jedynym gwarantem ich zabicia. W innym przypadku bakteria może przeżyć, przyczajona w organizmie, i rozpocząć kolejne zakażenie, gdy antybiotyk zostanie odstawiony. W naszej codzienności z takiego zachowania bakterii biorą się np. częste nawroty zapalenia ucha u dzieci.

    Pacjent ubogi lub niedoinformowany, gdy tylko lepiej się poczuje, woli zachować pigułki na następny raz. Nie interesuje go (albo po prostu nie wie), że antybiotyki zawsze muszą być podawane w ściśle określonych dawkach. Tak dochodzi do selekcji w organizmie człowieka bakterii odpornych na antybiotyki.

    Podobnie jest w szpitalach. Przegęszczenie, niski poziom higieny czy brak procedur kontroli zakażeń prowadzi do masowego kolonizowania pacjentów superbakteriami. Czyli bakteriami odpornymi na niemal wszystkie dostępne antybiotyki. Tacy skolonizowani pacjenci wędrują pomiędzy placówkami medycznymi, rozsiewając problem. A izolować nie ma gdzie, nie ma jak, bo „wicie, rozumicie, kontrakt z NFZ i koszty”. Aż w końcu jakaś procedura medyczna, np. operacja na otwartym sercu czy zwykłe założenie cewnika, zakończy się zakażeniem superbakterią. I wtedy może nie być czym leczyć. Lekarz prowadzący, farmaceuta szpitalny i mikrobiolog będą mogli tylko załamać ręce.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół