• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Kroki milowe

    Tomasz Rożek

    |

    GN 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:00

    Nauka bardzo rzadko rozwija się skokowo, przez rewolucję. Zwykle to proces wolny i żmudny. W  historii nauki były jednak odkrycia, które bez nadużyć można nazwać krokami milowymi.

    Jeszcze 500 lat temu uważano, że Ziemia jest w centrum wszechświata. Więcej: że Ziemia jest centrum wszystkiego. Teoria Ptolemeusza, że wszystkie obiekty niebieskie (ze Słońcem i Księżycem włącznie) krążą wokół naszej planety, była powszechnie uważana za słuszną przez setki lat. Punktem zwrotnym był rok 1543. W Norymberdze ukazało się wtedy dzieło Mikołaja Kopernika „De revolutionibus orbium coelestium” – „O obrotach sfer niebieskich”, w którym Kopernik obalił geocentryczną wizję świata i przedstawił system heliocentryczny. Po Koperniku był Galileusz i jego wynalazek, czyli teleskop. 100 lat później Immanuel Kant, filozof i matematyk, stwierdził, że galaktyka jest strukturą składającą się z ogromnej liczby gwiazd.

    Kolejnym – prawdziwym – krokiem milowym w poznaniu wszechświata były prace brytyjskiego uczonego sir Isaaca Newtona na temat grawitacji. Ruchem planet, gwiazd i księżyców rządzą te same prawa co upadkiem dojrzałego jabłka. Wcześniej „tu”, czyli na Ziemi, i „tam”, czyli w kosmosie, były dwa różne światy. Newton pokazał, że ten podział jest całkowicie nieuzasadniony. Że Ziemia jest częścią wszechświata, miejscem, w którym panują takie same prawa fizyki jak wszędzie.

    Na przełomie XVIII i XIX wieku najpierw Charles Messier, a później William Herschel skatalogowali setki i tysiące mgławic, które dzięki pracy amerykańskiego astronoma Edwina Hubble a w latach 20. XX wieku okazały się odległymi galaktykami. Ale kolejny krok milowy nastąpił nieco wcześniej. Wiedziano, że gwiazd w naszej galaktyce (na początku XIX wieku uważano, że we wszechświecie istnieje tylko jedna galaktyka – nasza) jest bardzo, bardzo dużo. Tyle tylko, że gwiazdy są od nas (i od siebie przy okazji też) bardzo oddalone. Nawet najlepsze urządzenia astronomiczne nie były w stanie dostarczyć zbyt wielu informacji na temat otaczających nas gwiazd. W 1814 roku dzięki pracom Josepha von Fraunhofera okazało się, że Słońce nie jest jakąś szczególną gwiazdą. Że jest we wszechświecie czymś tak zwykłym jak ziarenko piasku na plaży. Prawie 100 lat później Edwin Hubble odkrył, że wszechświat jest pełen galaktyk, a nasza własna nie jest na ich tle zjawiskiem szczególnym. Ale to dopiero kolejne prace Hub­ble a można nazwać krokiem milowym. Dokładna obserwacja galaktyk pozwoliła stwierdzić, że dosyć szybko oddalają się one od siebie. Tak narodziła się koncepcja Wielkiego Wybuchu.

    Kolejnym i jak dotąd ostatnim wielkim przełomem w rozumieniu wszechświata było odkrycie Polaka, Aleksandra Wolszczana. Do 1992 roku w całym ogromnym wszechświecie znanych było tylko 9 planet. Na początku lat 90. XX wieku Aleksander Wolszczan odkrył pierwsze planety pozasłoneczne. Dzisiaj wiemy, że układów planetarnych są miliardy miliardów. To wiemy m.in. dzięki pracom innego Polaka, prof. Andrzeja Udalskiego.

    Czy naszą Ziemię w kosmosie w ogóle coś jeszcze wyróżnia? Tak, to inteligentne życie. Ziemia jest jedynym miejscem, co do którego mamy pewność, że jest domem inteligencji. Inteligencji, ale nie życia. Życie jednokomórkowe najpewniej istnieje w wielu miejscach w kosmosie, wliczając w to niektóre księżyce w Układzie Słonecznym.

    Co odkrył Kopernik?

    Mikołaj Kopernik (1473–1543) nie był pierwszym, który wpadł na to, że Ziemia kręci się wokół Słońca. Był jednak pierwszym, który wyliczył to matematycznie. Odwaga Kopernika polegała na tym, że powiedział: „co prawda widzimy, że to Słońce nas okrąża, ale prawda jest inna”. Teoria Kopernika była bardzo trudna do zaakceptowania nie tylko z powodu sprzeczności z ludzką intuicją. Kopernik w swoich rozważaniach popełnił poważny błąd. Założył, że planety poruszają się po orbitach kołowych (w rzeczywistości poruszają się po elipsach). W efekcie to, co wynikało z wyliczeń Kopernika, nijak się miało do obserwacji. W pierwszej wersji teorii heliocentrycznej błędów było tak dużo, że to system ptolemejski (z Ziemią w centrum) był znacznie bliżej obserwacji. Później Kopernik wprowadził do swoich rozważań tzw. epicykle, czyli dodatkowe pętle, po których miały krążyć planety.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół