• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Doczekają się pogrzebu?

    Jan Hlebowicz

    |

    GN 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:00

    Czerwonoarmiści spalili żywcem ludzi, którzy schronili się przed nimi w kościele. Czy po ponad 70 latach szczątki ofiar zostaną godnie pochowane?

    Rok 1945. Armia Czerwona zdobywa centrum Gdańska. Sowieccy żołnierze gwałcą, grabią i mordują zarówno niemieckich, jak i polskich mieszkańców miasta. Ponad sto osób – głównie kobiet, dzieci i starców – chowa się w kościele św. Józefa. Bezskutecznie. Barbarzyńcy za nic mają odwieczne i święte prawo azylu. Nadpalone szczątki pomordowanych cywili do dziś przechowywane są w podziemiach świątyni. – Chcielibyśmy je ekshumować, zidentyfikować i godnie pochować. Być może są rodziny, które nadal czekają na wiadomość o swoich bliskich – mówi o. Tomasz Ewertowski, rektor kościoła i ekonom tutejszego klasztoru oblatów. – Sami jednak nie możemy tego zrobić. Od kilku lat próbuję zainteresować tą sprawą różne instytucje. Dotychczas bezskutecznie...

    Płomienie i płacz

    Świadkiem tragedii, która rozegrała się najprawdopodobniej 27 marca, był ks. Georg ­Klein, wikariusz kościoła św. Józefa. Jego relacja spisana po niemiecku przetrwała do dziś. „Przestraszone kobiety, dzieci, starcy schronili się w świątyni i na plebanii (...). Nad ranem nastała przygniatająca cisza, bez strzałów, warkotu pojazdów. Ostrożnie wyszliśmy schodami do góry, gdy nagle usłyszeliśmy ciężkie kroki. Pierwszy sowiecki żołnierz stanął przed nami gotowy do oddania strzału. Drugi podszedł do nas i zabrał nam zegarki”. Bolszewicy zaczęli rabować dotychczas nienaruszone plebanię i kościół. Szybko wychodzili z łupami, torując drogę następnym. W ruch poszły butelki z samogonem. „Byliśmy jak sparaliżowani i wycofaliśmy się do na wpół zdewastowanego pokoju plebanii. Za nami wszedł jeden z żołnierzy i grożąc nam, wygonił z pomieszczenia. Zmusił do pozostania 18-letnią dziewczynę. Po jakimś czasie zjawiła się i ona na zewnątrz: zrozpaczona, zapłakana, rozczochrana i oniemiała. Stało się” – pisze ks. Klein.

    Następnie czerwonoarmiści rozkazali cywilom wrócić do kościoła i na plebanię. – Każdego, kto próbował się wydostać, straszyli pepeszami – wyjaśnia Krzysztof Filip, historyk gdańskiego Instytutu Pamięci Narodowej, zajmujący się tą sprawą. Co działo się później? Nadjechał pojazd załadowany beczkami. Jedną wtoczono do kościoła, a drugą na plebanię. Stłoczeni w środku ludzie poczuli zapach benzyny. Jak wspomina ks. Klein, pewna kobieta, domyślając się, co ją czeka, wybiegła z kościoła i... natychmiast została zastrzelona. Chwilę później pijany żołnierz podłożył ogień. „Widzieliśmy z plebanii, jak w świątyni buchnęły płomienie i słyszeliśmy krzyki i płacz znajdujących się wewnątrz ludzi” – relacjonuje ks. ­Klein. Tymczasem ks. Klemens Fedtke, proboszcz parafii, uratował życie ukrywających się w plebanii. – Zwrócił gestami uwagę radzieckiego oficera. Ten przepędził pijanych żołnierzy i wyrzucił cywilów więzionych w przykościelnym budynku – mówi K. Filip. Gdańszczanie przebywający w płonącej świątyni już z niej nie wyszli...

    Zmarłych pogrzebać

    Po wojnie komunistyczne władze zmusiły proboszcza Fedtkego i wikariusza Kleina do opuszczenia parafii św. Józefa. Kościół i klasztor zostały odbudowane przez nowych gospodarzy – oblatów. Szczątki spalonych żywcem gdańszczan zostały odnalezione w 1948 roku.

    – W okresie Polski Ludowej ze względów politycznych nie można było głośno domagać się ich ekshumacji – zaznacza o. Ewertowski. – Nie rozumiem jednak, dlaczego od niemal 30 lat, odkąd Polska uzyskała niepodległość, nikt nie wykazał zainteresowania, by godnie pochować ofiary Armii Czerwonej – dodaje. Gdańscy oblaci od lat próbują zwrócić uwagę opinii publicznej na ten problem. W 2000 r. doprowadzili do upamiętnienia tragedii. W kościele poświęcone zostało epitafium ku czci ofiar. Corocznie 27 marca odprawiają uroczystą Eucharystię za dusze zamordowanych. Zakonnicy zdają sobie jednak sprawę, że to za mało. – Jeden z uczynków miłosierdzia to zmarłych pogrzebać. Ci wszyscy ludzie zasługują na to, by ich imiona zostały przywrócone historii. By tak się stało, potrzebne są ekshumacja i identyfikacja DNA – tłumaczy o. Tomasz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół