• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Papczyński ratuje

    Beata Zajączkowska

    |

    GN 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:00

    Ojciec Stanisław Papczyński dotarł do najdalszych zakątków świata. W modlitwach wzywają go ludzie ubodzy, odrzuceni, mający problemy z nauką i bezskutecznie oczekujący potomstwa

    Na początku XX wieku założone przez niego w 1673 roku zgromadzenie księży marianów umierało. Został tylko jeden sędziwy zakonnik. Kiedy przygotowywał już dwie trumny – jedną dla siebie, a drugą dla zgromadzenia – zgłosił się do niego pewien profesor Akademii Duchownej w Petersburgu – ks. Jerzy Matulewicz. Chciał wstąpić do wspólnoty i działać na rzecz jej odnowienia po kasacie przez carskie władze. Obecnie prawie 500 marianów pracuje w 20 krajach na wszystkich kontynentach. A ich założyciel jest znany na świecie bardziej niż w swojej ojczyźnie.

    Uzdrowiciel nienarodzonych

    – Ojciec Stanisław działa w miejscach, w których nigdy nie było żadnego z nas. Ludzie, którzy w swoim życiu doświadczyli jego skuteczności, polecają go innym – mówi pracujący na Filipinach ks. Dariusz Drzewiecki.

    Na stronę internetową tamtejszej wspólnoty napływają prośby z całej Azji, a marianie w tych intencjach codziennie odmawiają nowennę za wstawiennictwem założyciela. To rezultat cudu, który wydarzył się w tamtejszej wspólnocie. W 2013 r. do prowadzonego przez marianów sanktuarium Bożego Miłosierdzia w El Salvador (wybudowanego jako wotum wdzięczności za beatyfikację o. Papczyńskiego) przyszła kobieta, która opowiedziała swoją historię. Mimo leczenia przez 8 lat nie mogła zajść w ciążę. Kiedyś znalazła nowennę za przyczyną ojca Stanisława i razem z mężem zaczęli ją odmawiać. Wkrótce okazało się, że jest w ciąży. Radość nie trwała długo, ponieważ badanie wykazało, że dziecko urodzi się bardzo chore. Lekarz zasugerował przerwanie ciąży. – Po spowiedzi i modlitwie kobieta odeszła z przekonaniem, że jej dziecko urodzi się zdrowe, i tak też ku zaskoczeniu lekarzy się stało – mówi misjonarz, pokazując na zdjęciu uśmiechniętego chłopczyka. – Cuda zdarzają się codziennie. Wystarczy zaufać Bogu – dodają rodzice maleństwa Aileen i Erica.

    Świadectwa napływające z całego świata mówią o wyjątkowej pracowitości ojca Papczyńskiego. Niedawno młoda farmaceutka z Brazylii opisała, że u dziecka w jej łonie stwierdzono wodobrzusze, a potem jeszcze ubytki w sercu. Lekarz radził, by usunąć ciążę, bo nawet jeśli dziecko się urodzi, szybko umrze. Rodzice nie zgodzili się na to. Od jednego z marianów dostali relikwię ojca Papczyńskiego, którą był kawałek materiału potarty o jego grób. I zaczęli się modlić za wstawiennictwem polskiego marianina. Dziecko urodziło się zupełnie zdrowe. Badano je w kilku ośrodkach i wszyscy lekarze uznali, że to, co się wydarzyło, jest niewytłumaczalne. Podobnych opowieści marianie pracujący na misjach znają wiele. Ludzie uznali polskiego marianina za patrona życia i zaczęli go prosić o pomoc w trudnej ciąży, a także za jego wstawiennictwem modlić się o długo oczekiwane potomstwo.

    – Ojciec Papczyński ratuje każde życie, także uzdrawiając z nałogów – mówi pracujący w Brazylii ks. Marek Szczepaniak. Przypomina, że gdy za króla Sasa zachęcano: jedz, pij i popuszczaj pasa, Papczyński wzywał do trzeźwości, opamiętania się i solidarności z ubogimi.

    Na Czarnym Lądzie i ukraińskim froncie

    W kulturze afrykańskiej brak potomstwa czy chore dziecko postrzegane jest jako brak błogosławieństwa czy wręcz przekleństwo, dlatego przed stojącymi na misyjnych placówkach pomnikami ojca Stanisława kobiety często zatrzymują się na modlitwę. Przystają tu też dzieci proszące o pomyślność w nauce. – Tłoczniej jest szczególnie w czasie egzaminów – śmieje się ks. Ryszard Kusy z Rwandy. Ojciec Stanisław miał ogromne problemy z nauką. Nie mógł nawet opanować alfabetu, ale dzięki Bożej pomocy i swej wytrwałości został cenionym wykładowcą retoryki i wychowawcą młodzieży. Owocująca licznymi powołaniami obecność marianów w Ameryce Łacińskiej, Azji i na Czarnym Lądzie jest odpowiedzią na wezwanie założyciela, by wspierać będące w potrzebie Kościoły lokalne i miejscowych proboszczów. W Kamerunie przejęli najpierw parafię w Atoku, na ubogim wschodzie kraju, gdzie z czasem powstało tętniące życiem sanktuarium Bożego Miłosierdzia, a następnie placówkę w Minkamie, nieopodal stolicy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół