• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zanim zapuka komornik

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    16/2016

    dodane 14.04.2016 00:00

    Raty kredytów przewyższają twoje zarobki, na karcie debetowej dług rośnie z miesiąca na miesiąc, firma windykacyjna upomina się o niezapłacone rachunki? Najwyższy czas na radykalne kroki.

    Tak jak każdą inną sferą życia, także finansami musimy mądrze i odpowiedzialnie zarządzać. Jak pokazują dane banków, większość Polaków dobrze sobie z tym radzi, bo aż 91 proc. klientów reguluje zobowiązania na czas. Ci, którzy kwestie finansowe pozostawiają własnemu biegowi i liczą na to, że „jakoś to będzie”, bo przecież w razie potrzeby zawsze gdzieś jeszcze będą mogli pożyczyć pieniądze, prędzej czy później osiądą na mieliźnie. Kiedy banki odmówią kolejnego kredytu, zablokują kartę kredytową lub gdy wyczerpie się limit debetowy, a dochody nie wystarczą na pokrycie rat zadłużenia, sytuacja stanie się nie do pozazdroszczenia. Polskiemu niechlubnemu rekordziście, 65-letniemu mieszkańcowi Mazowsza, dług urósł do kwoty 97,8 mln zł.

    Z terminowym opłacaniem rat i rachunków nie radzi sobie prawie 2 mln Polaków. Ich zaległości pod koniec ubiegłego roku przekroczyły w sumie 40 mld zł. Trzy czwarte tej kwoty to zobowiązania wobec banków: niespłacane kredyty hipoteczne, konsumpcyjne, za kartę kredytową, a także pożyczki z tzw. parabanków. Resztę tworzą zaległe rachunki za usługi telekomunikacyjne, telewizję kablową, prąd, gaz, czynsz za mieszkanie, alimenty, grzywny sądowe, mandaty za jazdę bez biletu.

    Oczywiście najlepiej reagować od razu, kiedy zauważymy, że w naszym portfelu źle się dzieje, i nie czekać, aż dług napęcznieje i zaczną nas niepokoić windykatorzy. Nawet z bardzo trudnej sytuacji finansowej można znaleźć wyjście. O ile się tego chce i nie siedzi się bezczynnie. Poczucie bezsilności i osaczenia, przekonanie, że już nic nie da się zrobić, które często towarzyszy poważnym problemom finansowym, nie są dobrymi doradcami. W takich chwilach warto pamiętać o tym, że naszym wierzycielom zależy na odzyskaniu swoich pieniędzy, tak jak nam zależy na spłacie zadłużenia i wyprowadzeniu na prostą swoich finansów. Jest więc płaszczyzna do porozumienia.

    Planuj i przewiduj

    Stwierdzenie, że lepiej zapobiegać niż leczyć, sprawdza się nie tylko w medycynie. Musimy trzymać rękę na pulsie naszych finansów, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie mamy wysokich dochodów i zamierzamy się zapożyczyć. Kredyt, pożyczka, debet na koncie, a nawet tak popularna karta kredytowa czy kupowanie towarów w systemie ratalnym wiążą się z poważnymi zobowiązaniami finansowymi. Dlatego zanim złożymy wniosek o kredyt, wyrobimy kolejną kartę bankową, kupimy na raty meble czy samochód, powinniśmy decyzję przemyśleć i skonfrontować ze stanem własnego portfela. Każde bowiem pożyczanie pieniędzy – niezależnie od tego, czy odbywa się w formie przekazania gotówki, czy np. zakupu na raty – będzie nas dodatkowo kosztować.

    Bierzemy kredyt na cel, na którym bardzo nam zależy, a na który akurat nie mamy wystarczająco dużo gotówki. Czy jest on na tyle ważny, żeby podjąć ryzyko związane z ciążącym na nas długiem? Zadłużamy się zazwyczaj w dobrej wierze, zakładając, że będziemy w stanie spłacić dług z przyszłych dochodów. I większości z nas to się udaje. Ale co się stanie, jeśli przytrafi się nam coś nieprzewidywalnego: stracimy pracę, będziemy zarabiać mniej, wzrosną nasze wydatki na życie? Czy jesteśmy przygotowani na taką ewentualność, zwłaszcza wtedy, gdy przymierzamy się do wzięcia dużej kwoty kredytu hipotecznego, którą będziemy spłacać przez kilkanaście lat? Kiedy przemyślimy wszystkie „za” i „przeciw” i zdecydujemy się na skorzystanie z ofert banków lub innych instytucji finansowych, przed podpisaniem zobowiązań koniecznie przeczytajmy uważnie umowy i wszelkie towarzyszące im dokumenty oraz regulaminy. Zadajmy też sobie i innym pytanie: ile to będzie kosztować? Instytucje finansowe są zobowiązane do ujawnienia i podania nam wszystkich kosztów kredytów i pożyczek.

    Jeśli planujemy się zadłużyć, powinniśmy mieć oszczędności. Ta sytuacja tylko z pozoru jest paradoksalna. Niewielkie oszczędności na czarną godzinę pozwolą nam spać spokojniej i kiedy w naszych finansach nastąpi niespodziewane tąpnięcie, zyskamy na czasie, by sprawę przemyśleć i podjąć rozsądne kroki.

    Wakacje albo konsolidacja

    Kiedy długi zaczynają nam doskwierać albo zdarzyło się coś, co nagle pogorszyło naszą sytuację finansową, nie chowajmy głowy w piasek. Jak wynika z raportu „InfoDług”, aż 66 proc. osób nadmiernie zadłużonych tak właśnie robi. Ludzie ci czują się bezradni i zagubieni albo świadomie uciekają od problemu. A to najgorszy z możliwych sposobów rozwiązania trudnej sytuacji. Nie czekajmy, aż bank zacznie słać monity, za które też drogo zapłacimy, i naliczać wysokie karne odsetki od przeterminowanego zadłużenia albo wyśle do nas firmę windykacyjną. Uważajmy też na spiralę zadłużenia, którą bardzo łatwo uruchomić, zaciągając kolejny kredyt na spłatę poprzedniego. Każda taka zmiana wiąże się z dodatkowymi kosztami, opłatami, marżą i w efekcie powiększa dziurę w domowym budżecie. Zyskujemy chwilowy oddech, ale problemu nie rozwiązujemy. Taka taktyka powoduje, że jesteśmy zmuszeni sięgać po coraz droższe kredyty, co sprawia, że dług lawinowo narasta, aż dochodzimy do momentu, w którym już nikt nie pożyczy nam pieniędzy.

    Jeśli stosunkowo wcześnie zwrócimy się z naszym problemem do banku, ten pomoże znaleźć najkorzystniejsze rozwiązanie. Może zaproponować zamianę drogiego kredytu w karcie kredytowej na inny, niżej oprocentowany, a więc tańszy. Może również spłatę zaległości rozłożyć na raty lub, w razie przejściowych problemów, udzielić kilkumiesięcznych „wakacji”, czyli zawiesić na jakiś czas spłatę rat lub ich części.

    W niektórych przypadkach korzystny może okazać się kredyt konsolidacyjny. Nie jest to propozycja dla wszystkich. Mogą z niej skorzystać tylko ci dłużnicy, którzy mimo problemów nie przestali spłacać swoich zobowiązań, a najlepiej posiadający również nieruchomość, która stanie się zabezpieczeniem kredytu. Kredyt konsolidacyjny przypomina trochę hipoteczny, jednak jest od niego droższy, bo banki zdają sobie sprawę z tego, że w tym przypadku kredytobiorcą jest klient „podwyższonego ryzyka”, który ma problemy z terminową spłatą zobowiązań. Niektóre banki proponują kredyt konsolidacyjny gotówkowy, czyli taki, w którym nie wymaga się zabezpieczenia nieruchomością, ale jest on znacznie wyżej oprocentowany, udzielany na czas nie dłuższy niż 10 lat i do dużo niższej kwoty niż przy zabezpieczeniu hipoteką.

    Konsolidacja polega na zamianie wszystkich zobowiązań finansowych w jeden, potencjalnie korzystniej oprocentowany kredyt, którego spłata może być rozłożona w czasie. Bank spłaci więc nasze pożyczki i kredyty konsumpcyjne, kredyt w karcie, samochodowy, debet w koncie po czym udzieli nam kredytu konsolidacyjnego w wysokości naszych starych zobowiązań. Nie sprawi, że nasz dług nagle cudownie zmaleje, ale pozwoli tak dostosować miesięczne raty, by przy naszych dochodach były możliwe do zapłacenia.

    Trzeba jednak pamiętać, że chociaż kredyt konsolidacyjny ma niższe oprocentowanie niż np. kredyt w karcie i jest rozłożony na dłuższy czas, przez co miesięczne obciążenia stają się niższe, w sumie może okazać się droższy od tych pożyczek, które zostały skonsolidowane. Wszystko przez to, że będziemy go płacić znacznie dłużej. Korzystając z niego, zapłacimy również marżę i inne wymagane opłaty. Dla osób mocno zadłużonych może być kołem ratunkowym, ale trzeba mieć świadomość, że za to koło także zapłacimy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»

    oceń artykuł

    Twoje bezpieczne finanse

    Domowa ekonomia

    przewiń w dół