• facebook
  • twitter
  • Newsletter
  • rss
  • Z sąsiadem warto rozmawiać

    Andrzej Grajewski

    dodane 24.03.2016 07:55

    Co dała wizyta szefa polskiej dyplomacji na Białorusi?

    Dobrze, że min. Waszczykowski pojechał do Mińska i rozmawiał z białoruskimi władzami. Była to pierwsza od 2010 r. wizyta polskiego ministra spraw zagranicznych na Białorusi.  Może zapowiadać nowe, ciekawe otwarcie w polskiej polityce wschodniej, dotąd nadmiernie skoncentrowanej na Rosji, albo Ukrainie.

    Oczywiście rozmowa z Aleksandrem Łukaszenką łatwa nie jest. „Ostatni dyktator Europy”, rządzący od 1994 r. jest partnerem trudnym. Przez wiele lat gnębił opozycję, tępił białoruskiego ducha narodowego oraz umacniał więzi z Rosją. Jednak Majdan i wojna na Ukrainie zmieniły sytuację. Łukaszenka zrozumiał, że i on może stać się ofiarą „Rosyjskiej Wiosny”, jak na Kremlu nazywano bunt rosyjskojęzycznej ludności na Krymie i we Wschodniej Ukrainie.  Ograniczył represje i zmienił politykę wobec języka oraz białoruskiej tożsamości narodowej. Organizując spotkanie w sprawie konfliktu na Ukrainie stał się dla Rosji i Ukrainy pożądanym mediatorem, akceptowanym przez Unię Europejską.  Trudno było tego nie zauważyć i nadal go izolować. Tym bardziej, że na Białorusi żyje liczna polska mniejszość narodowa (według oficjalnych danych 295 tys., faktycznie znacznie więcej), od wielu lat pozbawiona własnej reprezentacji. 

    Min. Waszczykowski w rozmowie z Łukaszenką oraz swoim odpowiednikiem ministrem Uładzimirem Makiejem rozmawiał nie tylko o wielkiej polityce, ale także otwieraniu przejść drogowych oraz prawach polskiej mniejszości. Spotkał się z abp. Tadeuszem Kondrusiewiczem, metropolitą mińsko-mohylewskim i słusznie wtedy przypomniał, że „polskość przetrwała na tych ziemiach w dużej mierze dzięki Kościołowi”. Ważna była symboliczna wizyta ministra w Kuropatach pod Mińskiem, gdzie w dołach śmierci spoczywają ofiary z tzw. białoruskiej Listy Katyńskiej.

    Być może otwarta zostanie możliwość poszukiwania sowieckich dokumentów, które pozwolą wyjaśnić los 3870 obywateli polskich zamordowanych wiosną  1940 roku na terenach położonych obecnie na Białorusi. O potrzebie kontynuacji dialogu historycznego Waszczykowski mówił podczas spotkania z Łukaszenką i wydaje się, że spotkało się to ze zrozumieniem białoruskiego prezydenta.

    Trudniej będzie rozwiązać problem reprezentacji polskiej mniejszości. Od 2005 r. istnieją dwa kierownictwa Związku Polaków na Białorusi. Wtedy władze białoruskie nie uznały legalnego wyboru Andżeliki Borys na funkcję przewodniczącej Związku. Zorganizowały własny zjazd, który wybrał na przewodniczącego Józefa Łucznika. Tego wyboru nie uznały jednak polskie władze. Podział trwa do chwili obecnej. Późniejsze szykany działaczy broniących  niezależności polskiej organizacji przez białoruskie KGB, jeszcze bardziej skomplikowały relacje polsko-białoruskie. Min. Waszczykowski zaproponował powołanie zespołu eksperckiego, który opracowałyby zakres funkcjonowania niezależnej polskiej reprezentacji na płaszczyźnie kulturalnej, edukacyjnej oraz społecznej. To otwierałoby drogę do rozmów o możliwości odbudowy jednego Związku Polaków na Białorusi.  Nie jest to propozycja przełomowa, ale ruch umożliwiający przełamanie impasu w tej kwestii.

    Wizyta min. Waszczykowskiego ma także znaczenie w kontekście Światowych Dni Młodzieży. Do Polski na spotkanie z papieżem wybiera się ponad 3 tys. obywateli Białorusi i dobrze byłoby, aby nie mieli problemów wizowych i transportowych, a to zależy od postawy władz. 

    Czego potrzebujemy w relacjach z Białorusią? Cierpliwości i pragmatyzmu.  Dobre relacje polsko-białoruskie są w interesie obu stron, choć dla Mińska najważniejszym partnerem politycznym i gospodarczym pozostanie Moskwa. Tego szybko nie zmienimy. Możemy unowocześniać infrastrukturę przejść drogowych, wspierać kontakty gospodarcze, promować kulturę, wymianę młodzieży oraz ruch turystyczny. Na polityczne przełomy przyjdzie czas.

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • jurek
      24.03.2016 08:28
      Poleciał swój do swego. Po tym jak się PIS obraził na zachód Europy to tylko tacy przyjaciele nam pozostaną.
    • KrzysiekZ
      24.03.2016 08:34
      Nie powinno się przekazywać sowieckiej propagandy nawet w cudzysłowach i nie mieszać ludziom w głowach.

    • BeatryczeKlempa
      24.03.2016 08:46
      Dość szybko doszliśmy zatem do punktu, w którym wizyty dyplomatyczne w kraju kompletnie się nieliczącym na politycznej mapie Europy - ale systemowo jakże bliskim temu, co usiłuje nam zafundować PiS - stały się "wydarzeniami".

      Już widać coraz mniej dyplomatów demokratycznej Europy chce rozmawiać z przedstawicielami rządu, który za nic ma prawo i demokratyczne zasady.

      To jest tragedia i rozpacz dla Polski.
      Kiedy to w końcu zrozumiecie?!
      Ten beznadziejny rząd z niektórych trafnych diagnoz społecznych wyprowadza rujnujące nas rozwiązania, prowadzi politykę degradującą Ojczyznę.
      Ślepi jesteście? Jaki macie interes w zamulaniu obrazu rzeczywistości?
    • krut00
      24.03.2016 17:21
      Czyli tak naprawdę nie udało się zbyt wiele osiągnąć. Zresztą polityka Polska wszędzie na wschodzie, tak na Litwie jak i na Białorusi i Ukrainie przynosi Polsce jedynie straty. Ekonomiczne i rzekomo wizerunkowe. Rzekomo - dlatego że nasz kraj chętnie jest izolowany przez dużo silniejsze państwa, głównie Niemcy i Rosję. Dobrze że pan minister pojechał na Białoruś i wcale nie dziwi że został ciepło przyjęty w Mińsku - izolowanym jeszcze bardziej bezwzględnie od Warszawy. Warto byłoby zastanowić się nad tym co jest dobre dla Białorusi, co dla Polski, i następną wizytą (bez wielkich fanfar) załatwić spokojnie wszystko - powiedzmy na kilka lat - tak by obie strony mogły zobaczyć jak to funkcjonuje i po dwu latach przedłużyć lub nie zawarte porozumienie.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół