• facebook
  • twitter
  • Newsletter
  • rss
  • Czarny wtorek

    Jarosław Dudała

    dodane 10.03.2016 13:39

    Proponuję, by 12 maja ogłosić dniem żałoby narodowej. Po straconym ładzie prawnym. Dlaczego akurat 12 maja?

    Bo to rocznica zgłoszenia przez posła PO Roberta Kropiwnickiego poprawki do projektu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, która umożliwiła poprzedniemu Sejmowi wybór "nadliczbowych" sędziów TK i zapewnienia nominatom centrolewicy niemal wszystkich foteli w trybunale. Od tego tak naprawdę rozpoczął się kryzys konstytucyjny, który mamy w tej chwili. Rozumiem, że nawet jeśli Kropiwnicki sam wpadł na ten "genialny" pomysł, to nie przeprowadziłby go bez poparcia swej partyjnej góry. Dlatego odpowiedzialność ponosi cała PO, a także PSL i SLD, które dały się wciągnąć w tę grę. Ktoś jednak rzucił kamień, który pociągnął za sobą lawinę. Tym kimś był poseł Kropiwnicki, doktor prawa konstytucyjnego, co jest dla niego okolicznością obciążającą, bo z racji wysokiego wykształcenia powinien przewidywać, jakie konsekwencje będzie miało jego oburzające postępowanie. Zrzeczenie się przez niego mandatu poselskiego powinno być oczywistością. Ale gdzie tam, poseł stroi się teraz w piórka obrońcy demokracji...

    Nie bez winy jest sam TK, zwłaszcza jego prezes, który współpracował z parlamentarzystami przy tworzeniu fatalnej, jak się okazało, ustawy. Nie mam dowodów, by twierdzić, że prof. Andrzej Rzepliński spiskował z politykami PO, czyli partii, z której rekomendacji kandydował na rzecznika praw obywatelskich. Może po prostu profesorowie z TK postanowili sami dopilnować, by zasiadający w Sejmie przysłowiowi zootechnicy i pielęgniarki nie wysmażyli im ustawowego narzędzia pracy, nad którym sędziowie TK klęliby przez kolejne lata. Tak czy inaczej, Trybunał został wciągnięty, a po części sam dał się wciągnąć w grę polityczną, od której powinien stronić.

    Winę za zaistniałą sytuację ponosi też PiS, bo mógł poprzestać na zastąpieniu "nadliczbowych" sędziów wybranymi przez nowy Sejm, akceptując wybór tych, co do których takich zastrzeżeń nie było.

    To, co stało się później, wynikało jedynie z tego, że wszystkie strony konfliktu postanowiły zachowywać się konsekwentnie. Jak to się trywialnie mówi: iść w zaparte.

    W Polsce zmienia się sposób postrzegania rzeczywistości prawa. Paradygmat - jak mówią mądrale. Gdybym miał używać nazwisk, ilustrujących tę sytuację, to rzekłbym, że wizję Hansa Kelsena i Andrzeja Zolla zastępuje spojrzenie Carla Schmitta i Stanisława Ehrlicha. Do czego zaprowadzi nas nowa sytuacja - nie wiadomo. Zwłaszcza, że prawnicy mają kaca, ale ogół społeczeństwa interesuje się tym coraz mniej.

    Pisałem przedwczoraj, że prawdopodobnie niemożliwe jest rozwiązanie obecnego konfliktu. Możliwa jest raczej jego dezaktualizacja. Nadal jednak nie mam pojęcia, jak do tej dezaktualizacji dojdzie.

    Może ktoś z Państwa wie?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Andrzej
      10.03.2016 19:32
      Co jest dla mnie najbardziej zatrważające to to, że PiS postępuje w sposób dramatycznie krótkowzroczny. I w zasadzie Kaczyński nie ma żadnego planu rozwoju kraju. Pierwsze miesiące nowych rządów to ciągłe konflikty, rozwalanie podstaw demokratycznego państwa itd.

      Jaka będzie przyszłość? Trudno powiedzieć, ale po raporcie Komisji Weneckiej i późniejszej reakcji Unii i USA może być nieciekawie. Unia teoretycznie (jeśli starczy jej odwagi) może wstrzymać dopłaty, a te miliardy euro płynące do Polski (głównie z Niemiec) to bardzo znaczący składnik naszego budżetu. Jeśli ich nie będzie, odczujemy to wszyscy - cięcia to nie będą jedynie inwestycje, pójdą znacznie dalej, dotykając każdego z nas. Dość powiedzieć, że "reformy" PiS takie jak 500+ będą bardzo mocno zwiększać nasz deficyt, a jego obsługa coraz droższa.
      Następnie polecą wszystkie ratingi, kurs złotówki dalej poleci w dół, ludzie oszczędzający w funduszach inwestycyjnych będą tracić jeszcze więcej niż teraz. Aby zrównoważyć budżet trzeba będzie podnieść podatki. Odwrócenie od Unii i USA wyizoluje nas na arenie międzynarodowej (z Putinem już mamy na pieńku obecnie - chociaż zbliżenie do putinowskiej Rosji przy PiS-ie u władzy nie jest wcale nieprawdopodobne, przecież to co się obecnie dzieje w Polsce jest jak najbardziej na rękę Putinowi). Polska nie będzie już nic znaczyć. Zaprzepaścimy prawie wszystko co udało się osiągnąć przez te lata wolności.

      Generalnie chce się wyć... Albo wyjechać z tego kraju, w którym władza niszczy wszystko w imię chorej ambicji i chęci odwetu Jarosława Kaczyńskiego.
      Boże, chroń Polskę.
      doceń 11
    • Kacper
      10.03.2016 23:14
      PO przegłosowała uchwałę niezgodna z konstytucją, ale nie kwestionowała wyroku TK.
      Kryzys konstytucyjny pojawił się kiedy Prezydent nie przyjął ślubowania od 3 legalnie wybranych sędziów, a potem przyjął w nocy, tak żeby wyprzedzić wyrok TK, ślubowanie od 2 nielegalnie wybranych sędziów. Poza tym warto zauważyć, że PIS pierwszy przygotował taką niewłaściwą uchwałę w 2007 roku, tylko, że Parlament został rozwiązany i nie zdążył jej przegłosować.
    • opinia
      12.03.2016 08:10
      Panowie komentatorzy Gościa Niedzielnego. Jesteście po prostu żałośni w tej obronie PISuaru. Pewnie dostanie kasę od prezesa wszystkich prezesów. Ale najlepiej funkcjonuje u was cenzura komentarzy . Tak trzymajcie dalej a daleko zajdziecie
    • Epsilon
      12.03.2016 20:00
      Trzeba przede wszystkim zwrócić uwagę na liczne patologie w dziedzinie sądownictwa w okresie tzw. III RP (nieformalne powiązania z władzą wykonawczą, niesprawiedliwe wyroki - vide pan Kluska itd.) Sądownictwo odziedziczyliśmy praktycznie wprost po okresie PRL. Dzisiejszy konflikt jest kolejną emanacją tego faktu.
      Prawo i Sprawiedliwość jest usprawiedliwione w moich oczach z jednego powodu - Trybunał Konstytucyjny teoretycznie miał być grupą apolitycznych sędziów stwierdzających o technicznej zgodności ustaw z Konstytucją, ale w praktyce okazał się grupą sędziów-polityków którzy nadużywali swej władzy i wetowali ustawy wedle własnego uznania, z korzyścią dla środowiska politycznego, z którego się wywodzili (tak było podczas poprzedniego okresu rządów PiS w latach 2005-2007, kiedy uniemożliwiono lustrację oraz otwarcie korporacji prawniczych właśnie wskutek ich weta, dodatkowo platformowa ustawa z 12 maja 2015 umożliwiała Trybunałowi zawieszenie prezydenta w sprawowaniu swej funkcji). Tak więc PiS nie miało wyboru. Zastanówmy się, co by było, gdyby odpuścili tę walkę. Trybunał miałby 14 na 15 sędziów z nominacji Platformy (może nawet 12, ale to niewiele by zmieniło). Każda nowa ustawa autorstwa PiS zostałaby zawetowana. Platformowcy i Nowocześniacy śmialiby się w głos i szczuliby ludzi: "no widzicie, oszukali Was! Nawet dobrej ustawy nie potrafią napisać, wszystko niezgodne z Konstytucją, a wy im uwierzyliście!".
      Trybunał Konstytucyjny to najważniejszy obecnie bastion wpływów postkomuny w naszym kraju. Dlatego walka jest tak ostra.
      Ale jedno cieszy - PiS nie stosuje, w odróżnieniu od opozycji agresywnego języka. Wierzę, że moi Rodacy zrozumieją, o co w tej walce chodzi i kto naprawdę sieje nienawiść.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół