• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Warto czytać „Bogactwo narodów”

    Stefan Sękowski

    dodane 09.03.2016 15:45

    Mija 240 lat od publikacji słynnego dzieła Adama Smitha. I dziś ma nam dużo do powiedzenia.

    9 marca 1776 roku szkocki filozof Adam Smith wydał dzieło swego życia – „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”, znane też pod tytułem „Bogactwo narodów”. To dzieło epokowe, które leży u źródeł współczesnej ekonomii. Bez Smitha nie byłoby nie tylko klasycznego liberalizmu gospodarczego, z którym się go kojarzy, ale także np. Karola Marksa. Książka ta do dziś pozostaje odniesieniem dla wielu sporów dotyczących polityki gospodarczej.

    Niestety Smith, ze względu na wprowadzenie do dyskursu kategorii „niewidzialnej ręki”, uchodzi za prekursora całkowitego leseferyzmu, w którym państwo nie odgrywa właściwie żadnej roli – i w zależności od tego, czy taką wizję się popiera, czy krytykuje, krytykuje się bądź popiera także samego Smitha. Tymczasem w „Bogactwie narodów” pojęcie „niewidzialna ręka” pojawia się tylko jeden raz, w rozdziale poświęconym ograniczeniom importu. I oczywiście ta „niewidzialna ręka” odgrywa w jego myśli (słusznie) niebagatelną rolę, nie znaczy to jednak, że sam Smith ją deifikuje, co zresztą robiło wielu jego następców. Szkot wskazuje na szkodliwość utrudnień w produkcji i handlu, zamykania dostępu do pracy, zbyt wysokich podatków czy ceł. Jednocześnie wcale nie uważa, że rynek wszystko sam ureguluje. Nie zapewni obrony kraju ani przed wrogiem zewnętrznym (stąd potrzeba utrzymywania wojska), ani przed wewnętrznym (stąd konieczność utrzymania wymiaru sprawiedliwości), ani też utrzymania korzystnych dla ludzi instytucji, które jednak nie mogłyby przynosić zysków będących w stanie „pokryć wydatki poniesione przez jednostki lub niewielkie grupy ludzi, od których przeto nie można by oczekiwać, że je ustanowią i utrzymają”, takie jak np. infrastruktura drogowa. Te trzy zakresy są powszechnie znane i uważane za podstawowe obowiązki państwa minimum, od którego jesteśmy zresztą daleko (choć oczywiście są przykłady takie jak prywatne rozstrzyganie sporów czy istnienie prywatnych dróg, które pokazują, że i w tych dziedzinach możliwe jest w pewnym zakresie funkcjonowanie rynku).

    Brytyjski myśliciel powinien uchodzić za swoistego patrona walki o niskie podatki, deregulację zawodów, rozsądku w wydatkach publicznych i zdejmowania z barków twórczych ludzi niepotrzebnych ciężarów. Tylko że to nie jest cały Smith. I w tym miejscu chciałbym wskazać na dwa elementy szczególnie ważne także we współczesnej Polsce. Ekonomista był zdecydowanym przeciwnikiem terapii szokowych, czyli czegoś, co od 1989 roku sprzedaje się nam – i innym narodom, takim jak dziś np. Ukraińcy, jako jedyny możliwy sposób reformowania gospodarki. Pisząc o znoszeniu barier celnych, wskazywał na to, że zbyt szybkie otwarcie granic może oznaczać stratę pracy dla tysiąca ludzi, co zresztą miało miejsce u zarania III RP. Takie zmiany powinny być, zdaniem Smitha, wprowadzane nie szybko, ale powoli i stopniowo.

    Warto także zauważyć jego zbieżne z katolicką nauką społeczną podejście do płac. Szkot uważał, że płaca powinna być sprawiedliwa, nazywa ją nawet „hojną”, a pracownik powinien zarabiać tyle, by móc utrzymać siebie, żonę i dwójkę dzieci. Z przekąsem stwierdza, że w kraju, w którym żyje, istnieje wiele ustaw przeciwko podnoszeniu płac, ale jakoś dziwnym trafem nie ma takich, które utrudniałyby ich obniżanie. To pracodawca ma zdecydowanie więcej narzędzi, by ściągnąć wysokość pensji płaconej pracownikom do poziomu, jaki mu odpowiada, niż pracownicy, by walczyć o satysfakcjonujące ich sumy. Jest to więc z jednej strony apel do przedsiębiorców, by godziwie wynagradzali zatrudnionych, z drugiej strony można to także odczytać jako wskazanie, że państwo może w pewnym zakresie być arbitrem w relacjach między tymi dwoma stronami stosunku pracy.

    Trudno człowieka o takich poglądach nazywać prokapitalistycznym propagandystą, jak chciałby go widzieć Karol Marks, a za nim liczne pokolenia socjalistów, którzy w ten sposób ułatwiają sobie walkę z niewygodnym przeciwnikiem. Smith uważał ekonomię za dziedzinę filozofii moralnej, i jeśli tak spojrzymy na jego pracę, zupełnie inaczej będziemy patrzeć także na jego liberalne gospodarczo poglądy. Współczesna lektura „Bogactwa narodów” może pokazać nam, że przywiązanie do wolności powinno wiązać się z rozwagą, odpowiedzialnością i sprawiedliwością.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Szakal
      10.03.2016 15:47
      Zgadzam się z redaktorem. Więcej na ten temat m.in. w "23 rzeczy których nie mówią ci o kapitalizmie" oraz "Ekonomia. Instrukcja obsługi" Ha-Joon Changa. Bardzo dobrze, by Polacy przeczytali te dwie książki i zaczęli myśleć z sensem o gospodarce. Największy rozwój gospodarczy występował zawsze w krajach o silnych regulacjach finansowych. Bez nich rok 2008 będzie się powtarzał pewnie co dekadę.
    • JAWA25
      21.03.2016 19:16
      a to zgodne z "nauką społeczną Kościoła"?
      Wątpię.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół