• facebook
  • twitter
  • Newsletter
  • rss
  • Krzyżowa ulga

    Franciszek Kucharczak

    GN 11/2016 |

    dodane 10.03.2016 00:15

    
To nie krzyż jest źródłem cierpień, 
lecz unikanie go.

    Pokutuje takie przekonanie, że gdy człowiek powierzy siebie Jezusowi, to On to zaraz wykorzysta i zrobi z takiego delikwenta beznadziejny przypadek medyczny i postrach społeczeństwa. Bo Pan Jezus jakoby lubuje się w dawaniu ludziom krzyży. „Kogo Bóg miłuje, tego krzyżuje” – mówi się nawet. Stąd zapewne taka mnogość katolików, którzy wszystko robią, żeby ich Bóg przypadkiem nie umiłował. Jedna kobieta powiedziała mi kiedyś, że nie powierzy swojego życia Jezusowi, bo „nie chce cierpieć”. A jej życie to było pasmo cierpień, których by nie miała, gdyby nie unikała Pana Jezusa.

    
Owszem, Jezus mówi: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24), ale tu przecież jest mowa o własnym krzyżu, a nie o jakimś przyznawanym z Bożego rozdzielnika dla pobożnych frajerów. Bo każdy, oczywiście, ma krzyż, ale kto go nie bierze, ten się go bynajmniej nie pozbywa. 
A skąd to dziwaczne przekonanie, że wzięcie krzyża ma zwiększyć ludzkie cierpienie? Jest dokładnie przeciwnie – bo kto krzyż weźmie, ten odetchnie. Pozbędzie się lęku przed krzyżem. A to wielka ulga, bo ludzie dużo więcej cierpią od tego, czego się obawiają, niż od tego, co im się rzeczywiście dzieje. Czekanie w obawie przed bólem boli mocniej niż sam ból. Bardziej dręczy strach przed chorobami niż same choroby. Głębiej rani niepokój o to, co będzie, niż to, co jest. Ludzie wyobrażają sobie, że muszą coś mieć, żeby było dobrze, a jak tego mieć nie będą, wtedy będzie źle. I cierpią z powodu niespełnionego chciejstwa.


    Piszę o tym, bo wciąż jestem pod wrażeniem niedawnego spotkania z pewną kobietą, którą z inicjatywy jej męża miałem łaskę odwiedzić. Jej mięśnie zanikają, leży bezwładna pod respiratorem. Z jej ust dobywa się tylko szmer, ale z ruchu warg można się domyśleć, co mówi. W razie potrzeby domownicy tłumaczą. Prosiła, żebym opowiedział, o czym mówiłem na spotkaniu, z którego właśnie przyjechaliśmy. Gdy opowiedziałem, ta kobieta, patrząc na mnie przenikliwie, zapytała, czy zdarza mi się adorować krzyż. „Tak” – odpowiedziałem. Na to ona: „Jakie jest twoje miejsce pod krzyżem?”.

    To pytanie mną wstrząsnęło i do tej pory trzęsie. Jak to możliwe, że kobieta tak odarta z tego, co ludzie uważają za niezbędne, tak uboga, że nawet oddechu własnego nie ma, jest jednocześnie tak mocna? Żadnego rozgoryczenia, żadnego żalu, pretensji. I ona pyta mnie o moją relację do Chrystusa, który cierpi. Od tamtej chwili to pytanie we mnie tkwi i każe się konfrontować z każdą sytuacją.

    Jakie małe jest wobec krzyża to, co chcę wyszarpać dla siebie, jakie puste są próby bycia kimś w oparciu o mój własny plan. Jakie to ma znaczenie, jeśli Bóg potrafi dać człowiekowi szczęście bez tego wszystkiego? Co znaczą moje oczekiwania, plany, scenariusze, jeśli Bóg ma dla mnie lepszy scenariusz? 


    Zobaczyłem na żywym przykładzie, że nic nie jest w stanie człowieka ugodzić, jeśli z krzyżem zechce się zgodzić. Wtedy okaże się, że człowieka, który niesie swój krzyż, niesie sam Chrystus.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama


    • plo
      10.03.2016 15:47
      dziękuję za osobiste świadectwo - które porusza serce. O tych rzeczywistościach tak rzadko się mówi. Niech Panu Bóg błogosławi obficie.
    • www
      11.03.2016 13:54
      no ja podzielam to pokutujące przekonanie i jak dotąd nic mnie nie przekonało, że nie mam racji. wręcz przeciwnie, im dłużej żyję tym bardziej się w nim utwierdzam. szukam czegoś co to zmieni, ale to bezskuteczne jak dotąd. jest mnóstwo przykładów ludzi, którzy stając się bardziej religijni nagle zaczęli doświadczać problemów i cierpień. mówienie sobie, że to łaska Boża jest dla mnie cokolwiek niezdrowe.
    • sorcier
      15.03.2016 17:32
      Ja się całkowicie zgadzam z przesłaniem powyższego tekstu Pana Kucharczaka. Sęk w tym, że na łamach samego Gościa Niedzielnego głoszono coś wręcz przeciwnego, że tylko niektóre (skandaliczne) teksty Pana Marcina Jakimowicza przypomnę.
    • gut
      16.03.2016 18:55
      >>>
To nie krzyż jest źródłem cierpień, 
lecz unikanie go. <<<
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół