• facebook
  • twitter
  • Newsletter
  • rss
  • Wszystko nagrane

    Franciszek Kucharczak

    GN 09/2016 |

    dodane 25.02.2016 00:15

    Lepiej tu wstydzić się z czerwoną twarzą niż tam z grobową miną.

    Nadzwyczajny szafarz dokumentów Czesław Kiszczak sprawił nam na Wielki Post szczególną okazję do rozważań nad wieczną aktualnością słów Jezusa, że nie ma „nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw” (Mk 4,22).

    Oczywiście żadna w tym zasługa szefa komunistycznej bezpieki ani też wdowy po nim, że prawda o wstydliwej przeszłości Lecha Wałęsy stała się jawna. Ale to się właśnie tak dzieje – ukryta prawda wychodzi niezależnie od tego, czy sobie tego ktoś życzy, czy nie. A najczęściej sobie tego nie życzy. Najczęściej chce zabrać to ze sobą do grobu, bo mu się wydaje, że wówczas już nikt się niczego nie dowie. A nawet jak się dowie, to jego już to nie będzie obchodzić, bo go nie będzie.

    I tu tkwi podstawowy błąd, bo on będzie. I będzie musiał zmierzyć się z pełną prawdą, absolutną, sięgającą dna duszy, przed którą nie ochronią nawet ołowiane listki figowe. Bo – jeśli ktoś nie wie, to powinien sobie to wreszcie uświadomić: wszystko jest nagrane. I to tak, jak żaden kelner nagrać nie zdoła. Mogą się schować Sowa z Przyjaciółmi, ABW i CBA, Mosad i CIA, bo ten monitoring jest nie tylko kompletny, ale zrobiony z wielu kamer jednocześnie i obejmujący nawet najskrytsze myśli. Pełna inwigilacja. Wszystko, absolutnie wszystko nagie i przezroczyste. I stoi taki delikwent i nie może absolutnie niczemu zaprzeczyć, nie może za niczym się schować i niczym osłonić. Tam już nie zadziałają mataczenie, wywracanie kota ogonem, pokrętna interpretacja, nie pomoże wsparcie „Gazety Wyborczej” i „środowisk opiniotwórczych”, nic nie dadzą apele „intelektualistów i ludzi kultury”. I wbrew nadziejom tych, którzy zachowali swój prawdziwy wizerunek przed publiczną wiedzą, tam najbardziej zaboli właśnie to, co zabrało się do grobu. Tam okaże się, że dużo lepiej było znieść największy wstyd na ziemi, niż znosić go po śmierci.

    – Prawda jest zawsze lecząca – powiedział kiedyś kaznodzieja. Niby żadne odkrycie, ale jakoś mi te słowa zapadły w pamięć. I zeszły się z odkryciem niezwykłej zawartości Psalmu 51. Według tradycji jego autorem jest król Dawid. Miał go ułożyć po tym, jak popełnił najstraszniejszy grzech swojego życia: uwiódł żonę swego poddanego, a jego samego posłał na pewną śmierć. I nawet byłby zadowolony z siebie, gdyby posłany przez Boga prorok nie zaświecił mu w oczy prawdą, która miała pozostać tajna. To był wstrząs, potem płacz, darcie szat, wyznanie grzechu i błaganie o przebaczenie. I nadeszło przebaczenie. Ale nie nadeszłoby, gdyby prawda nie wyszła na jaw jeszcze po tej stronie. Sprawca pozostałby zadowolony z siebie (czyli nie tak znowu zadowolony i na pewno nie radosny) aż do chwili, gdy czas nawrócenia minie.

    W tym kontekście nadzwyczaj mocno brzmi zapisane przez Dawida zdanie: „Oto Ty masz upodobanie w ukrytej prawdzie”.

    Ujawnienie ukrytej prawdy uwalnia, choć często wiąże się z koniecznością zaświecenia oczami jak stadionowymi jupiterami. Ale warto zaświecić, niż do końca zgrywając własny pomnik, pogrążyć się w ciemności.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama


    • W temacie
      25.02.2016 11:11
      Król Dawid został ukarany za swój grzech. Zmarło nieślubne dziecko, mimo błagań i postów Dawida, a miecz miał się na zawsze nie oddalać od jego domu. Przebaczenie, które otrzymał, przyszło, ale kary nie zniosło. Przebaczenie przywróciło Dawida do łaski Bożej, nie anulując kary. To jest bardzo ważne, bo dzisiaj często nawet duchowni nie rozumieją, że miłosierdzie nie przekreśla sprawiedliwości.
    • Paweł
      25.02.2016 12:32
      Panie Franciszku,
      Pana teksty są zawsze dobre, ale ten dzisiejszy jest wyśmienity, poruszający i bardzo ubogacający. Dziękuję
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół