• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zięba: Potrzeba narodowego programu leczenia niepłodności

    KAI |

    dodane 19.02.2016 18:12

    Opartego na naprotechnologii.

    Zadowolenie z powodu decyzji ministra zdrowia o zaprzestaniu finansowania z budżetu państwa programu „in vitro” oraz nadzieję na powstanie narodowego programu prokreacyjnego opartego na naprotechnologii wyraził podczas spotkania z bielskim środowiskiem medycznym dr inż. Antoni Zięba, wiceprezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia. Był on gościem kolejnego z spotkań organizowanych w ramach bielsko-żywieckiego duszpasterstwa służby medycznej.

    Dr Zięba nie ukrywał zadowolenia z decyzji o cofnięciu ministerialnego wsparcia dla programu „in vitro”. Zdaniem obrońcy życia, który odwołał się do oficjalnych, międzynarodowych danych, procedura „in vitro” nie leczy z niepłodności, natomiast stanowi zagrożenie życia i zdrowia w stosunku do dzieci poczynanych za pomocą tej metody.

    „To procedura śmierci i kalectwa. 90 proc. dzieci poczętych ‘in vitro’ ginie przed narodzeniem. A dzieci poczęte tą metodą należą do grupy podwyższonego ryzyka, jeśli chodzi o śmiertelność około i poporodową oraz zapadalność na różne choroby, szczególnie wrodzone i genetycznie uwarunkowane” – wyjaśnił.

    Przypomniał, że według oficjalnych danych brytyjskiego Departamentu Zdrowia z 3 milionów 800 tysięcy poczętych „in vitro” dzieci w latach 1992-2006 urodziło się żywych tylko 122 tysiące dzieci, czyli tylko 3,21 procenta poczętych tą metodą istot ludzkich.

    W rozmowie z KAI Zięba wyraził nadzieję, że w ramach systemu państwowego powstanie program leczenia naprotechnologią. W jego opinii, wymaga to mobilizacji grup obrony życia, ale także całego środowiska medycznego.

    „Wiemy, że są inicjatywy społeczne, prywatne, kościelne dzięki którym placówki naprotechnologii już lepiej lub gorzej funkcjonują i dzieci się rodzą. Jest jednak potrzeba powstania państwowego, ogólnopolskiego programu prokreacyjnego finansowanego ze środków publicznych. Byłby przez to dostępny w każdym województwie, a być może w przyszłości w każdym powiecie. Placówki te mogłyby służyć pomocą rodzicom, oczekującym upragnionego potomstwa” – dodał.

    Według Zięby, niezwykle pilną rzeczą jest zablokowanie, dostępnej obecnie bez recepty, antykoncepcyjnej, ale także wczesnoporonnej pigułki „dzień po”. „To czy pigułka działa antykoncepcyjnie czy wczesnoporonnie zależy od fazy cyklu, w jakim znajduje się kobieta, która jej użyła” – wyjaśnił.

    Zięba zwrócił uwagę, że już rok temu obrońcy życia podpisali specjalny apel do władz polskich i unijnych o wycofanie z rynku „ludobójczych produktów” niszczące poczęte życie. Do podpisania doszło w piwnicy bloku 11 na terenie niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz, obok celi śmierci św. Maksymiliana Kolbego – w miejscu, gdzie zbrodniarze niemieccy po raz pierwszy użyli gazu – cyklonu B produkcji IG Farbenindustrie, do zabicia we wrześniu 1941 r. około 600 rosyjskich i około 250 polskich więźniów obozu. Później cyklon B hitlerowcy stosowali masowo w komorach gazowych obozu zagłady Auschwitz-Birkenau.

    Działacz pro-life przypomniał, że w styczniu 2015 roku decyzją Komisji Europejskiej, została dopuszczona do sprzedaży w krajach UE – bez recepty – tzw. pigułka „dzień po” – ellaOne firmy HRA Pharma, powiązanej z firmą Höchst, która powstała w wyniku przekształceń IG Farbenindustrie. Jak zauważył Zięba, firma Höchst produkuje typowo wczesnoporonną pigułkę RU-486.

    „W Polsce śmiercionośnych substancji o rodowodzie IG Farbenindustrie nie można tolerować nawet na moment. To musi być szybko cofnięte” – zaapelował, wyrażając przekonanie, że pigułkę „dzień po” wprowadzono na rynek polski z naruszeniem prawa.

    Spotkanie z Antonim Ziębą w bielskiej kurii w ramach „Medycznych spotkań czwartkowych” poprzedziła koncelebrowana Eucharystia, której przewodniczył kapelan bielskiego Hospicjum św. Kamila, ks. Lasek Edward SDS. Liturgię celebrowali wraz z nim duszpasterz służby zdrowia ks. Łukasz Jończy oraz kapelani szpitalni – ks. Szczepan Kobielus oraz ks. Andrzej Waszczuk SDS.

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • Godzilla
      19.02.2016 19:58
      Kilka uwag odnośnie naprotechnologii:
      -plusy: silny nacisk na diagnostykę, dzięki czemu pary mające niewielki problem z płodnością mogą go stosunkowo łatwo rozpoznać i skorygować
      -minusy: nie nadaje się dla par z ograniczoną płodnością, ponieważ pełen cykl obserwacji i leczenia obliczony jest na dwa lata (kobiecie może w tym czasie po prostu wyczerpać się rezerwa jajnikowa, metoda nie nadaje się również dla mężczyzn, u których plemniki można pozyskać np. tylko z biopsji)

      Pierwszym etapem leczenia jest kilkumiesięczna obserwacja naturalnych wskaźników płodności tj. śluzu uzupełniana kilkukrotnym oznaczaniem poziomu hormonów. Następnie wdrażane jest leczenie wspomagające lub stymulacja hormonalna (i tutaj de facto kończy się "naturalność" metody, ponieważ owulacja indukowana jest sztucznie). Po zoptymalizowaniu cyklu kobiety para stara się mniej więcej dwa lata, po których naprotechnolog sugeruje zaprzestanie leczenia i adopcję.

      Podsumowując: decyzja o podjęciu leczenia naprotechnologicznego powinna być podjęta przy pełnej świadomości, na czym ta metoda polega. Dobra jest dla par, które, jak wspomniałam, mają umiarkowany problem medyczny oraz które ze względów światopoglądowych po wyczerpaniu możliwości naprotechnologii nie zdecydują się na przekroczenie granicy, za którą są bardziej inwazyjne techniki ART (in vitro)
    • Anna Panna
      20.02.2016 18:30

      A narodowy program leczenia samotności?

      Samotnie kobiety też NIE RODZĄ!

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół