• facebook
  • twitter
  • Newsletter
  • rss
  • Cień na programie leczenia niepłodności MZ

    Andrzej Lewandowicz

    dodane 09.02.2016 08:33

    Rząd wstrzymał finansowanie klinik in vitro. Zapowiedział wprowadzenie Narodowego Programu Zdrowia Prokreacyjnego. Są jednak obawy, że wypracowanie nowych standardów zostanie zlecone… promotorom in vitro.

    Wymiernym efektem działań rządu w tej sferze ma być utworzenie referencyjnej kliniki leczenia niepłodności w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi (ICZMP). Klinika ta wypracuje zapewne standardy postępowania i wytyczne dla innych ośrodków. Plany ministerstwa, odchodzącego od finansowania nieetycznej sztucznej reprodukcji, ideologicznie forsowanej przez PO, są godne poparcia. Jak to jednak zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach, układach, powiązaniach.

    Sięgnijmy do personalnej historii łódzkiego centrum. Prof. Jerzy Radwan przez 18 lat pełnił funkcję kierownika Kliniki Ginekologii i Rozrodczości Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki, a obecnie jest wspólnikiem spółki Gameta z podłódzkiego Rzgowa, tj. kliniki in vitro (4 minuty drogi od ICZMP). Była ona głównym beneficjentem rządowego programu dofinansowania in vitro. W 2015 r. otrzymała 8 779 190 zł (I miejsce),  a w 2016 r. - 5 264 510 zł (I miejsce).

    Czy fakty dotyczące tych powiązań nie odbiją się na standardach, które wypracowane zostaną w powoływanym ośrodku?

    Nietrudno zgadnąć, jaki jest stosunek środowiska in vitro do ministerialnych planów, idących w stronę naprotechnologii, a nie sztucznego zapładniania kobiet. Ukazuje to choćby zamieszczona na stronach Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii publikacja pod redakcją dr. Michała Radwana z udziałem dr. Pawła Radwana, tj. synów prof. Jerzego Radwana i jednocześnie wspólników Gamety. Tekst pt. „Algorytmy diagnostyczno-lecznicze w zastosowaniu do niepłodności” jasno precyzuje ich zdanie na temat metod diagnostyczno-leczniczych ujętych w ramach naprotechnologii. Na stronie 16 czytamy: „10. Naprotechnologia. Celem metody jest identyfikacja przyczyny niepłodności oraz jej leczenie z uwzględnieniem naturalnej gospodarki hormonalnej kobiety, przy użyciu powszechnie stosowanych metod diagnostycznych. W terapii nie dopuszcza się stosowania inseminacji i zapłodnienia pozaustrojowego, tym samym metoda ta nie jest w stanie pomóc m.in. kobietom z niewydolnością jajników, niedrożnością jajowodów oraz w męskim czynniku niepłodności. Naprotechnologia nie ma dowodów literaturowych o celowości i skuteczności takiego sposobu postępowania. Z tych powodów naprotechnologia nie może być postępowaniem rekomendowanym w leczeniu niepłodności.”

    Cóż, termin "naprotechnologia" wywołuje poirytowanie tego środowiska. Zapewne metoda ta nie jest w stanie pomóc wszystkim, bo nie ma takich metod w medycynie. Ostatnie zdanie pozostawię jej praktykom. Pewne jest natomiast co innego - zapłodnienie in vitro czy sztuczna inseminacja kobiet z niepłodności nie leczy. Tym bardziej nie leczy mężczyzn. Chyba nie trzeba tego nikomu tłumaczyć.

    Wokół skuteczności samej techniki zapładniania in vitro krąży natomiast wiele kłamstw. Za dobrą uważana jest skuteczność na poziomie 20–30 proc. To niewiele, a i tak są to wartości zawyżone wskutek świadomej manipulacji. Ośrodki in vitro liczą bowiem skuteczność jako odsetek ciąż (niekoniecznie donoszonych) względem liczby transferów (tj. przeniesionych zarodków do macicy), a nie jako odsetek żywych urodzeń względem powołanych sztucznie do życia zarodków ludzkich. Gdyby liczyć skuteczność techniki względem wyprodukowanych, zamrażanych lub niszczonych po drodze zarodków, byłaby ona zatrważająco niska. Ale przecież dla niektórych cel uświęca środki.

    Można się domyślać, że ośrodek in vitro prof. Radwana i jego synów zainteresowany będzie tym, aby inseminacja domaciczna i zapłodnienie pozaustrojowe wpisane były do kanonu postępowania w ośrodku powstającym wedle zamierzeń Ministerstwa Zdrowia.

    Chciałbym wierzyć, że rozporządzenie ministra będzie miało cudowną moc przełamania wszelkich zaszłości, układów i praktyk, które mogłyby z referencyjnego ośrodka leczenia niepłodności uczynić centrum kwalifikacji do sztucznej inseminacji lub zapłodnienia pozaustrojowego.

    Ale czy tak się stanie? Zwłaszcza że istnieje presja, wynikająca z finansowania in vitro przez łódzki samorząd... Niebezpieczeństwo istnieje i nie zostanie zażegnane bez kontroli społecznej. Bez radykalnej zmiany koncepcji i filozofii wszelkie zmiany mogą okazać się tylko kosmetyką, tuszującą akceptację dla praktyk in vitro i sztucznej inseminacji.

    Co więc robić ? W Polsce są specjaliści od leczenia niepłodności, którzy nie identyfikują się z technikami sztucznego rozrodu. Trzeba oddać im głos. Kluczowe wydaje się też rychłe uchylenie ustawy legalizującej in vitro.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Picas
      14.02.2016 18:39
      "Cóż, termin "naprotechnologia" wywołuje poirytowanie tego środowiska. Zapewne metoda ta nie jest w stanie pomóc wszystkim, bo nie ma takich metod w medycynie. Ostatnie zdanie pozostawię jej praktykom. Pewne jest natomiast co innego - zapłodnienie in vitro czy sztuczna inseminacja kobiet z niepłodności nie leczy. Tym bardziej nie leczy mężczyzn. Chyba nie trzeba tego nikomu tłumaczyć.
      Wokół skuteczności samej techniki zapładniania in vitro krąży natomiast wiele kłamstw. Za dobrą uważana jest skuteczność na poziomie 20–30 proc. To niewiele, a i tak są to wartości zawyżone wskutek świadomej manipulacji. Ośrodki in vitro liczą bowiem skuteczność jako odsetek ciąż (niekoniecznie donoszonych) względem liczby transferów (tj. przeniesionych zarodków do macicy), a nie jako odsetek żywych urodzeń względem powołanych sztucznie do życia zarodków ludzkich. Gdyby liczyć skuteczność techniki względem wyprodukowanych, zamrażanych lub niszczonych po drodze zarodków, byłaby ona zatrważająco niska. Ale przecież dla niektórych cel uświęca środki."

      To chyba sedno artykułu, który narusza interesy biznesu zapładniaczy kobiet.
    • Godzilla
      19.02.2016 20:12
      "Pewne jest natomiast co innego - zapłodnienie in vitro czy sztuczna inseminacja kobiet z niepłodności nie leczy. Tym bardziej nie leczy mężczyzn. Chyba nie trzeba tego nikomu tłumaczyć."

      W medycynie nie zawsze celem jest "wyleczenie" pacjenta. są choroby, których nie da się wyleczyć, natomiast można złagodzić ich skutki. in vitro nie leczy niepłodności, ale pozwala ją pokonać, ponieważ umożliwia zajście w ciążę. jednocześnie pragnę zauważyć, że jak podnoszą zwolennicy naprotechnologii, metoda ta nie opiera się wyłącznie na obserwacji cyklu, lecz dopuszcza leczenie farmakologiczne, które w przypadku braku owulacji sprowadza się do sztucznej indukcji jajeczkowania. na czym to polega? kobieta, która sama nie jajeczkuje przyjmuje odpowiedni preparat (najczęściej na bazie cytrynianu klomifenu), który wywołuje owulację, a następnie prowadzona jest sztuczna suplementacja progesteronu. Po zaprzestaniu podawania w/w leków sytuacja wraca do punktu wyjścia i kobieta dalej NIE owuluje samoistnie. innymi słowy: celem nie jest wyleczenie schorzenia (braku owulacji) lecz sztuczne wywołanie owulacji. opisana procedura jest powszechnie stosowana zarówno przez naprotechnologów, "zwykłych" ginekologów oraz lekarzy z klinik in vitro.
    • Do autora
      02.03.2016 11:40
      Wydaje się że ktoś, dość nieudolnie własnymi komentarzami próbuje schować te które pojawiły się na początku.
    • Karol
      02.03.2016 21:22
      Chyba ktoś powinien podziękować autorowi za reklamę klinki
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół