• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Przez Jadwigę

    Szymon Babuchowski


    |

    GN 05/2016

    dodane 28.01.2016 00:15

    Żyła niespełna 26 lat, ale to wystarczyło, by znacząco wpłynąć na losy naszego kraju. Właśnie powstała książka zainspirowana Fenomenem królowej Jadwigi. 


    Była córką Ludwika Węgierskiego i Elżbiety Bośniaczki, a przy tym prawnuczką przedostatniego władcy z rodu Piastów – Władysława Łokietka. Od dzieciństwa przygotowywano ją do roli królowej. Na dworze w Budzie starannie dobierano jej lektury, wprowadzano ją w świat sztuki. Uczyła się języków obcych. Jako czterolatka została zaręczona ze starszym o cztery lata Wilhelmem Habsburgiem. Były to tzw. sponsalia de futuro, mające charakter ślubu, który miał stać się ważny, jeśli małżeństwo zostanie skonsumowane. Po śmierci siostry Katarzyny przeznaczono jej tron Węgier, na którym miała zasiadać razem z Wilhelmem. Ostatecznie jednak została królową Polski, publicznie odwołała swoje sponsalia i zawarła związek małżeński z Władysławem Jagiełłą.
Decyzja ta miała kolosalne znaczenie dla dziejów Polski. Oto bowiem weszliśmy w unię z Litwą i zaczęła się, trwająca cztery wieki, wspólna historia dwóch narodów. Chrzest przyjęty przez Jagiełłę sprawił, że Krzyżacy stracili pretekst do wypraw misyjnych. A wokół polskiego dworu, za sprawą rządów młodej królowej, już wkrótce zaczęła się gromadzić elita intelektualna. Były to najbardziej światłe umysły epoki. 


    Świętość jest głębiej


    Wydawać by się więc mogło, że postać będąca motorem takich zmian to idealny materiał na bohaterkę filmu czy powieści. Tymczasem Marta Kwaśnicka w swojej nowej książce „Jadwiga” przekonuje, że jest wręcz odwrotnie: „Powiedzmy szczerze: Jadwidze nie sprostało jeszcze żadne dzieło, bo przecież jej życie, jeśli spojrzeć na nie przez pryzmat potencjału fabularnego i artystycznego, było nudne i nieefektowne; trudno znaleźć tam materiał na porządny dramat czy powieść historyczną”. Jak zatem się stało, że autorka tych słów, inspirując się tą postacią, stworzyła książkę wybitną? 
Może właśnie rzecz w tym, że nie starała się wpisać w żaden z wymienionych gatunków. Nie stworzyła dramatu ani powieści historycznej. Ba, nie jest to nawet biografia. Mamy za to do czynienia ze świetnym zbiorem esejów, nawiązującym do najlepszych tradycji Herberta i Herlinga-Grudzińskiego, pełnym zaskakujących dygresji, w którym portret młodej królowej wyłania się nie tyle z jej życiorysu, ile raczej z całej „otoczki”, z doskonale zarysowanego tła. Poznajemy więc przodków świętej i ludzi jej współczesnych, dowiadujemy się wiele o epoce, w której żyła. Imponująca wiedza historyczna pozwala autorce wysnuwać fascynujące interpretacje faktów z życia Jadwigi. 
Kwaśnicka spiera się z obiegowymi opiniami na temat Jadwigi i wyciąga wnioski ważne także dla nas, ludzi XXI wieku. Widać to na przykładzie historii z Wilhelmem Habsburgiem, do którego Jadwiga jako młoda dziewczyna rzekomo chciała uciekać, usiłując wyważyć drzwi toporem. Zdaniem Kwaśnickiej hagiografom taki obraz potrzebny był dla ukazania spektakularnego nawrócenia, jednak daleki jest on od prawdy o życiu. „(...) esencja świętości – mówi autorka – jest ulokowana w człowieku gdzieś dużo głębiej i nigdy nie przejawia się w histerycznych gestach. To raczej jakieś tąpnięcia pod powierzchnią, które na zewnątrz są najwyżej dreszczem. Więcej nawet, taka »głębinowość« przełomów duchowych nie dotyczy tylko świętych i pustelników. Może zdarzyć się tak, że w biografii danej osoby nie dzieje się nic szczególnego (…), a i tak ich życie jest egzystencją dramatyczną, pełną napięć i tragedii, które buzują gdzieś podskórnie; diabłów, które atakują na poziomie wnętrzności, nie dając się w ogóle dostrzec na zewnątrz; ognia, który płonie w trzewiach, a który na skórze nie pozostawia nawet rumieńca”. 


    Między Marią a Martą


    Książka Marty Kwaśnickiej w dużej mierze jest właśnie o tym: o świętości. Nie tylko Jadwigi – jej postać staje się tu pretekstem do znacznie szerszych rozważań. Choć trzeba przyznać, że Kwaśnicka dość głęboko stara się wniknąć w psychikę swojej bohaterki. Ciekawie opowiada o jej „specyficznym męczeństwie”, o związku ze starszym o mniej więcej dwadzieścia lat Jagiełłą.
I o towarzyszących temu plotkach, jakoby Jagiełło fałszywie przyjął chrzest, a Jadwiga, jako legalna żona Wilhelma, żyła z Litwinem w konkubinacie. Wprawdzie, jak pisze autorka, „Rzym nie miał większych wątpliwości, że uroczyste odwołanie obietnic danych Wilhelmowi przez Jadwigę, w katedrze na Wawelu w 1386 roku, przed zawarciem ślubu z Jagiełłą, było prawomocne”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • Sylwester_z_Sanoka
      28.01.2016 20:46
      Wszystko się zgadza poza jedną, dość istotną rzeczą. Jadwiga była królem Polski a nie królową. Królowa to żona króla a ona była władczynią samodzielną, z którą, jako królem ożenił się Jagiełło. Jego następna żona była królową, bo wyszła za króla.
    • hun
      29.02.2016 17:58
      Prawnuczka Łokietka i jego żony Jadwigi Kaliskiej, córki błogosławionej Jolenty, siostry św. Kingi. Czym byśmy byli bez Świętych Węgierek?
    • sorcier
      29.02.2016 18:08
      Zauważmy, że ta "Maria" lubiła z własnym (nie Jagiełłowym) dworem jeździć na łowy, a jak wiadomo z zachowanych rachunków, posiadała także własną kuszę myśliwską - wątpliwe, żeby tylko od parady...
      Swoją drogą... Jestem już serdecznie zmęczony twierdzeniami o "małżeńskim męczeństwie" Jadwigi, podczas, gdy baza źródłowa nie daje ku temu, NAJMNIEJSZYCH przesłanek, a raczej, wraz z upływem lat wspólnego pożycia, coraz więcej jest takich, które pozwalają - ze sporą dozą prawdopodobieństwa - uznać, że ich małżeństwo stawało się coraz bardziej zażyłe i udane (liczba ich wspólnych wyjazdów i wspólnych pobytów w różnych miejscach, rośnie z czasem coraz bardziej, chociaż początkowo oboje małżonków podróżowało po obu krajach raczej z osobna i z własnym dworem. Stopniowo pojawia się coraz więcej wzajemnie potwierdzanych wzajemnie dokumentów i przywilejów, pomimo, że nie było to wymagane, a w ogóle takie sytuacje w należały gdzie indziej do wyjątków - jest to przejaw niewątpliwej i rosnącej zażyłości i szacunku do siebie nawzajem. Prawdopodobnie również coraz częściej oboje wspólnie jeździli na łowy, pomimo, że początkowo oboje woleli polować z osobna, a źródłowo raczej nie podlega wątpliwości). Poza awanturą z początku panowania, kiedy Jagiełło ewidentnie uwierzył potwarzom rzucanym na Jadwigę (swoją drogą przekazy jednoznacznie wskazują na niezwykle gwałtowną i burzliwą reakcję Jadwigi, a więc jej wybuchowy temperament nie jest wyłącznie wymysłem Długosza!!!), trudno znaleźć jakiekolwiek wzmianki o kryzysie małżeńskim tych dwojga, a fakt, iż nawet bardzo wrogi królowi Długosz (A RÓWNIEŻ KRZYŻACY!!!) nie robi tu żadnych aluzji, jest niezmiernie wymowny.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół