• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Australian Open - Radwańska w ćwierćfinale

    PAP |

    dodane 24.01.2016 13:10

    Polka po raz szósty w karierze znalazła się w najlepszej "ósemce" imprezy w Melbourne.

    Rozstawiona z numerem czwartym Agnieszka Radwańska pokonała niemiecką tenisistkę Annę-Lenę Friedsam 6:7 (6-8), 6:1, 7:5 w 1/8 finału wielkoszlemowego turnieju Australian Open. Polka po raz szósty w karierze znalazła się w najlepszej "ósemce" imprezy w Melbourne.

    W ćwierćfinale rywalką krakowianki będzie rozstawiona z numerem 10. Hiszpanka Carla Suarrez-Navarro, która wygrała z reprezentującą Australię, a pochodząca z Rosji, Darią Gavrilovą 0:6, 6:3, 6:2.

    Przed swoim meczem trzeciej rundy Radwańska w rozmowie z dziennikarzami przestrzegała, by nie lekceważyć zawodniczek niżej notowanych, bo te nieraz sprawiają niespodzianki i eliminują faworytki. Niewiele brakowało, by w niedzielę boleśnie przekonała się o prawdziwości tych słów.

    Krakowianka, czwarta w światowym rankingu, zapewniła tego dnia swoim kibicom prawdziwy dreszczowiec. Podobnie jak w trzech wcześniejszych meczach na początku oddała inicjatywę rywalce. 82. w klasyfikacji tenisistek Friedsam po pokonaniu w trzeciej rundzie rozstawionej z "13" Włoszki Roberty Vinci 0:6, 6:4, 6:4 przyznała, że po pierwszym secie nie miała nic do stracenia i starała się bawić tenisem. Z podobnym nastawieniem niespełna 22-letnia zawodniczka wyszła na pojedynek ze starszą o pięć lat Polką. Grała bardzo ofensywnie, a punkty często przynosiły jej mocne uderzenia wzdłuż linii.

    Radwańska obudziła się dopiero przy stanie 1:4 i wygrała cztery gemy z rzędu, zapisując na swoim koncie osiem punktów z rzędu. Na twarzy rywalki widać było coraz większą frustrację. Sporo emocji przyniósł 10. gem. Podopieczna trenera Tomasza Wiktorowskiego obroniła dwa "break pointy", po czym była punkt od wygrania seta. Niemka wyszła jednak obronną ręką z tej sytuacji, a następnie po nieudanym zagraniu Polki zrobiło się 5:5.

    O ile jednak w trzech poprzednich spotkaniach zacięte końcówki należały do Radwańskiej, to jej pierwszy w tej edycji tie-break zakończył się niepowodzeniem. Niemka zaczęła go od asa. Przy pierwszej piłce setowej górę u niej wzięły nerwy, ale kolejnej okazji już nie zmarnowała, posyłając tuż za siatkę skuteczny skrót. Był to pierwszy przegrany przez Polkę set w tegorocznym Australian Open.

    Druga partia miała zupełnie inne oblicze. 26-letnia krakowianka od początku grała spokojnie i konsekwentnie punktowała przeciwniczkę. Ta ostatnia tylko na początku próbowała pokrzyżować plany Polce, później właściwie ustąpiła jej całkowicie i triumfatorka ostatniej edycji WTA Finals wygrała 6:1. Pierwsza odsłona trwała 62 minuty, druga - 26.

    Radwańska udanie też rozpoczęła decydującą partię. Prowadziła 2:0 i wydawało się, że szybko zakończy mecz. Wówczas jednak zaczęła popełniać coraz więcej prostych błędów i kontrolę nad wydarzeniami na korcie przejęła odważnie grająca Friedsam. Zagraniczni komentatorzy zwracali uwagę na język ciała Polki, po której widać było niechęć i brak pomysłu na grę. Niemka nie miała z tym problemu i zapisała na swoim koncie pięć kolejnych gemów.

    Faworytka zmniejszyła straty na 4:5. Wtedy mająca kłopoty z lewym udem Niemka poprosiła o pierwszą przerwę medyczną. Wróciła po niej na kort ze łzami w oczach. Kłopoty miała zwłaszcza przy serwisie. Rozpłakała się na dobre, gdy nie była w stanie wyskoczyć do piłki i jedynie starała się przebijać ją na drugą stronę. Krakowianka, wykorzystując kłopoty z bieganiem rywalki, posyłała skróty na przemian z dalekimi lobami.

    Friedsam jeszcze raz skorzystała z pomocy fizjoterapeutki przy stanie 6:5 dla Polki. Dograła mecz, ale nie była w stanie nawiązać walki, zwłaszcza że we znaki zaczęły jej się dawać skurcze także w drugiej nodze. Gdy schodziła do szatni, publiczność nagrodziła ją owacją za ambitną walkę.

    Pojedynek trwał dwie godziny i 32 minuty, a do odniesienia zwycięstw w trzech poprzednich występach Radwańska potrzebowała łącznie czterech godzin bez minuty.

    Krakowianka zanotowała w niedzielę trzy asy i miała 31 uderzeń wygrywających oraz 22 niewymuszone błędy. U Niemki było ich - odpowiednio - cztery, 42 i 61.

    "Anna-Lena była dziś niesamowita. Grałyśmy niedawno i wiedziałam, że muszę się spodziewać trudnego meczu. Mam nadzieję, że nie stało jej się nic poważnego i że to tylko skurcze. W trzecim secie byłam w poważnych tarapatach. Cieszę się, że po raz kolejny dotarłam tu do ćwierćfinału. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by po raz pierwszy zagrać w finale" - zapewniła Radwańska.

    Była to druga konfrontacja tych zawodniczek. Dwa tygodnie temu w ćwierćfinale turnieju WTA w Shenzen Polka wygrała 6:2, 6:4.

    Friedsam po raz drugi znalazła się w głównej drabince Australian Open. W ubiegłorocznym debiucie przegrała mecz otwarcia.

    Radwańska w imprezie w Melbourne startuje po raz 10. z rzędu. Na ćwierćfinale zatrzymała się w latach 2008 i 2011-13. Dwa lata temu dotarła do półfinału. W ubiegłym roku odpadła w 1/8 finału. Za tegoroczny występ doda więc do swojego dorobku punkty rankingowe. W niedzielę zapewniła też sobie premię w wysokości co najmniej 400 tys. dol. australijskich.

    Polka kontynuuje też rozpoczętą jesienią dobrą passę. W niedzielę wygrała 12. mecz z rzędu. W tym sezonie pozostaje niepokonana.

    Wynik meczu 1/8 finału gry pojedynczej kobiet:

    Agnieszka Radwańska (Polska, 4) - Anna-Lena Friedsam (Niemcy) 6:7 (6-8), 6:1, 7:5.

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół