• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Program "500 plus" zniechęci do pracy?

    PAP |

    dodane 20.01.2016 16:13

    Pracownicy pomocy społecznej i przedstawiciele organizacji pozarządowych w środę w Gdańsku wysuwali obawy, że program "Rodzina 500 plus" może pogłębić problem wykluczenia społecznego niektórych rodzin. Padł postulat podjęcia działań aktywizujących te rodziny.

    W środę w Gdańsku odbyły się konsultacje społeczne dotyczące programu "Rodzina 500 plus". W spotkaniu, którego gospodarzem był wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Marcin Zieleniecki, wzięło udział około 150 przedstawicieli samorządów - głównie pracowników pomocy społecznej, a także organizacji pozarządowych zajmujących się sprawami rodziny.

    Wielu uczestników spotkania miało wątpliwości, czy program nie przyniesie negatywnych efektów w postaci pogłębienia wykluczenia społecznego niektórych rodzin. Obawy wzbudza m.in. fakt, że dodatkowe świadczenie, mogłoby np. zniechęcać bezrobotnych do aktywnego poszukiwania pracy.

    Jak przyznał Zieleniecki, podobne obawy pojawiają się "praktycznie na każdym ze spotkań" dotyczących programu. Dodał, że uczestnicy wcześniejszych konsultacji, w których brał już udział, sugerowali, by autorzy projektu zastanowili się, czy dobrym rozwiązaniem jest niewliczanie świadczenia, które ma być wypłacane, do dochodu rodziny (w takiej sytuacji rodzinom nie groziłaby utrata innych świadczeń zależnych od wysokości dochodu).

    Zieleniecki przyznał, że nawet autorzy programu rozważali w swoim czasie, czy nie wliczać jednak do dochodu świadczenia z programu "Rodzina 500 plus".

    Jak podkreślił, spotkał się z reakcją ze strony osób, które korzystają z pomocy społecznej, że w sytuacji wliczania świadczenia do dochodu, tak naprawdę one na tym programie niewiele zyskają, bo znajdą się w sytuacji, w której otrzymując świadczenie wychowawcze z programu "Rodzina 500 plus" przekroczą próg dochodowy w rozumieniu przepisów i utracą prawo do zasiłku z pomocy społecznej.

    "Doszliśmy do wniosku, że te rodziny, które są w trudnej sytuacji życiowej, należy wspierać w takim samym stopniu, jak rodziny, które z pomocy społecznej nie korzystają" - powiedział Zieleniecki.

    Wielu obecnych na spotkaniu pracowników pomocy społecznej miało wątpliwości dotyczące ewentualnej zamiany świadczenia z pieniężnego na rzeczowe (program zakłada taką możliwość, np. gdy rodzina niewłaściwie wydaje otrzymane pieniądze). Jak podkreślano, takich rodzin będzie sporo. Według uczestników spotkania, trudno sobie wyobrazić praktyczną realizację takiego świadczenia rzeczowego.

    Zieleniecki przyznał, że trzeba liczyć się z sytuacjami "niepożądanymi, nietypowymi", kiedy to może dojść do "marnotrawienia" przez rodziny środków z planowanego świadczenia i konieczne będzie zastąpienie świadczenia pieniężnego - rzeczowym. W jego ocenie będą to jednak sytuacje rzadkie, wyjątkowe. "Zakładam, że nie będzie to powszechne zjawisko. My nie chcemy, aby ośrodki pomocy społecznej zastępowały rodziców i decydowały o tym, na co mają zostać wydane środki" - zaznaczył.

    Zastępca naczelnika Wydziału Spraw Społecznych w Urzędzie Miasta w Gdyni Anna Łepik zwróciła uwagę na fakt, że przyjęte w projekcie programu terminy dają samorządom bardzo mało czasu na przygotowanie się do wypłaty nowych świadczeń.

    "Już obsługujemy 12 tysięcy świadczeniobiorców, kolejnych 10 tysięcy (potencjalnych beneficjentów programu w Gdyni), będzie nam trudno przyjąć. Zatrudnienie ludzi i dostarczenie sprzętu (komputerów dla nowych pracowników) - na to potrzebny jest czas" - powiedziała Łepik.

    Podobne wątpliwości miała przedstawicielka gdańskiego MOPS, który szacuje, że z nowego świadczenia skorzysta w tym mieście nawet 20 tysięcy osób i z całą pewnością zaistnieje konieczność zatrudnienia nowych pracowników.

    "Żeby być przygotowanymi do realizacji tego zadania, chcielibyśmy zatrudnić tych pracowników miesiąc wcześniej, przeszkolić ich i przygotować do obsługi klienta, przygotować dla nich lokale, sprzęt komputerowy" - wyjaśniła. Pytała, czy możliwe jest wcześniejsze niż 1 kwietnia, gdy ma ruszyć program, uruchomienie środków.

    Zieleniecki odpowiedział, że przygotowania do realizacji programu można rozpocząć wcześniej. Zapewnił, że wraz z wejściem w życie ustawy zostaną wydane rozporządzenia wykonawcze. Przyznał jednak, że dyscyplina budżetowa powoduje, iż ewentualnych nowych pracowników do obsługi programu będzie można zatrudnić dopiero po wejściu ustawy w życie.

    Konsultacje społeczne ws. programu "Rodzina 500 plus" rozpoczęły się 15 stycznia i potrwają do 22 stycznia. Prowadzi je minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska i wszyscy wiceministrowie. Konsultacje mają formę odbywających się w miastach wojewódzkich spotkań, w których biorą udział przedstawiciele samorządów, organizacji społecznych i innych podmiotów zainteresowanych programem.

    Takie spotkanie odbyło się w środę również w Białymstoku. Wiceminister Krzysztof Michałkiewicz podkreślił na konferencji prasowej, że pracownicy pomocy społecznej zgłosili do konsultacji m.in., że dobrze by było, gdyby "okresy przyznawania" 500 zł były takie same jak świadczeń rodzinnych.

    "Wniosek będzie składany i świadczenie będzie przyznawane na rok. Natomiast ten okres będzie od 1 października do końca września, czyli w sierpniu trzeba będzie składać wniosek na następny rok, żeby dostać decyzję na następny rok, a potem na następny" - mówił Michałkiewicz. Dodał, że "na pewno" będzie analizowane jak wypłaty świadczeń wpłyną na funkcjonowanie gmin, które będą je realizować.

    Według Michałkiewicza ustawa nie przewiduje obligatoryjnie dla wszystkich mechanizmów weryfikacji, jak rodzice wydają przyznane 500 zł. "Jeżeli będą sygnały, że ta pomoc nie dociera do dzieci, że jest marnotrawiona, będzie możliwość wystąpienia do ośrodka pomocy społecznej, żeby pracownicy socjalni przeprowadzili tam wywiad i jeżeli się to potwierdzi, będzie także możliwość zamiast środków finansowych przekazywać te 500 zł w formie rzeczowej" - podkreślił.

    "Ale uważamy, że to będzie wyjątek, a nie reguła. Jest to bardziej zabezpieczenie na sytuacje nadzwyczajne, natomiast nie chcemy, żeby to był jakiś tak stały mechanizm, który jest w systemie" - dodał Michałkiewicz. Jak zauważył, to rodzice znają najlepiej potrzeby swoich dzieci i będą wiedzieć jak pieniądze wydać.

    Program "Rodzina 500 plus" ma wspierać rodziny i poprawić sytuację demograficzną w Polsce. Jak informował w poniedziałek w Opolu wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed, jest nadzieja, iż taki program realizowany w ciągu najbliższych 10 lat pozwoli na wzrost wskaźnika dzietności przynajmniej do poziomu 1,7 (obecnie wg PwC współczynnik dzietności w Polsce to 1,29).

    Z informacji przekazanych dotychczas w czasie spotkań wynika, że według wyliczeń ministerstwa program "Rodzina 500 plus" będzie dotyczyć 2,7 mln rodzin w Polsce i obejmie 3,7 mln dzieci.

    Jak mówił w środę w Gdańsku wiceminister Zieleniecki, koszty programu sięgną w tym roku ok. 16 mld zł, a w kolejnych latach - ok. 23 mld zł. "Dla porównania powiem, że szacowany koszt obniżenia wieku emerytalnego rozłożony na cztery lata, to jest kwota około 20 mld zł" - zaznaczył. Dodał, że sumy te pokazują, jak dużym przedsięwzięciem jest program "Rodzina 500 plus".

    Program ma zacząć funkcjonować od 1 kwietnia. W pierwszych trzech miesiącach jego istnienia, niezależnie od tego, w którym momencie zostanie złożony wniosek, pieniądze mają być wypłacane z wyrównaniem od 1 kwietnia. Wnioski będzie można składać na papierze lub w formie elektronicznej. Pierwszy wniosek, składany już w tym roku, będzie obejmował okres do 30 września 2017 r. Potem trzeba go będzie ponawiać co roku. W przyszłym roku wnioski będzie można składać od sierpnia do końca września, by od października świadczenia mogły być wypłacane.

    W przypadku świadczeń na drugie i kolejne dziecko (wypłacane gotówką lub przelewem) trzeba będzie tylko złożyć wniosek, w przypadku ubiegania się o świadczenie na pierwsze dziecko, potrzebne będzie także oświadczenie o dochodach (kryterium dochodu na osobę 800 zł; przy dziecku niepełnosprawnym - 1200 zł). Program będzie dotyczył dzieci do 18. roku życia.

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • Darek
      20.01.2016 20:01
      Niektórych pewnie zniechęci do pracy. Ale dla wielu będzie to realna korzyść w kierunku rozwoju z różnych względów.
      Przychodzi mi do głowy taki przykład: ktoś, kto teraz nie zakłada własnej firmy, bo robi bilans i wychodzi mu, że po zapłaceniu zusu niewiele zostanie to teraz mając np. dwójkę dzieci ją otworzy. Sądzę, że jest dużo takich osób, które próbowały by sił na własną rękę gdyby nie haracz zus.

      Oczywiście nie pochwalam socjalu z tego powodu, że najpierw należy NIE PRZESZKADZAĆ ludziom żyć. Ludzie w większości dadzą sobie radę sami. Nie dziwi mnie to, że trzeba dać socjal, jak wcześniej zabiera się ludziom kasę za pomocą różnych podatków, Zusów, srusów itp.
    • Martita
      20.01.2016 22:50
      Ja jako Matka Polka będę miała przynajmniej wynagrodzoną ciężką pracę opieki nad dziećmi. Do mnie argument o zniechęcaniu ludzi do podejmowaniu pracy średnio przemawia. Z ostatnich moich przemyśleń wychodzi wniosek, że główną Przyczyną problemów emocjonalnych i egzystencjalnych (które i mnie dotyczą) jest słaba więź z rodzicami. Jeśli taki rodzic zachęcony "socjalem" zostanie w domu z dziećmi, to może to nawet lepsza inwestycja w wychowanie młodego pokolenia.
    • mama
      21.01.2016 10:22
      Bycie mamą w domu to ciężka praca. Przyjemna, ale też trudna. Niedługo urodzi się nasze czwarte dziecko, postanowiliśmy z mężem, ze przez najbliższe 4 lata nie będę pracowała, bo nie dalibyśmy sobie rady z wychowaniem i zadbaniem o nasze dzieci. No może gdybym zarabiała tyle, ze byłoby nas stać na pomoc domową ( w praniu, gotowaniu, prasowaniu, sprzątaniu) Pracując zawodowo, a później w domu nie miałabym w ogóle czasu dla dzieci - a tego czasu nie da się nadrobić.
    • karibu
      21.01.2016 18:35
      Takie pieniądze na pewno zaprocentują tym, że wielodzietni i "od zawsze" bezrobotni podopieczni MOPS-ów na pewno już nie pójdą do pracy. Bo po co?
      W końcu tylko frajerzy pracują, jak usłyszałam od takich osób.
      Oni w wyciąganiu kasy skąd się da osiągnęli już mistrzostwo.
      Będzie na kolejne telewizory.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół