• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dyscyplina w portfelu

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    GN 04/2016

    dodane 21.01.2016 00:15

    Podobno inteligencję człowieka można poznać po tym, jak zarabia on pieniądze, ale mądrość po tym, jak je wydaje.

    Tak mówi greckie przysłowie. Choć Grecy obecnie mają kłopoty gospodarcze, okazuje się, że ich gospodarstwa domowe zgromadziły średnio trzy razy tyle oszczędności ci polskie. Racjonalne gospodarowanie wydatkami na pewno pomoże w budowaniu dobrobytu. Bo chociaż jesteśmy przekonani, że trzeba rozsądnie wydawać pieniądze i mieć ich trochę odłożonych „na czarną godzinę”, wcielanie przekonań w życie przychodzi nam z trudem. Przede wszystkim dlatego, że oszczędzanie źle się nam kojarzy: z zaciskaniem pasa, wyrzeczeniami, odmawianiem sobie przyjemności, życiem z ołówkiem w ręku.

    Zamiast więc zbierać na wymarzone wakacje, wolimy wyjechać na nie na kredyt. Późniejsze spłacanie rat z odsetkami wydaje się nam mniej dotkliwe niż regularne odkładanie wyznaczonej kwoty. A przecież w sumie za tę przyjemność zapłacimy bankowi więcej, niż wydalibyśmy z własnych oszczędności. Chociażby z tego powodu warto duże wydatki planować z wyprzedzeniem i po prostu na nie oszczędzać. Zresztą nie tylko na te wielkie. Ale jak gromadzić pieniądze, kiedy mało zarabiamy, żyjemy od pierwszego do pierwszego, doskwierają nam kredyty…?

    Ciułamy pomalutku

    Według GUS statystyczna rodzina miesięcznie zarabia o 260 zł więcej, niż wydaje. Oznaczałoby to, że naprawdę jest z czego odkładać. I rzeczywiście od 2013 r. z roku na rok Polacy niewiele, ale jednak powiększają tzw. oszczędności dobrowolne, czyli te poza obowiązkowymi składkami emerytalnymi. W połowie ubiegłego roku mieliśmy odłożonej gotówki 134,8 mld zł (o 15 proc. więcej niż rok wcześniej), a na kontach oszczędnościowych i lokatach bankowych – 630,4 mld zł (o 8 proc. więcej niż w połowie 2014 r.).

    Jeśli doliczymy do tego pieniądze ulokowane w funduszach inwestycyjnych, akcjach spółek giełdowych i pozagiełdowych, pożyczki udzielone przez osoby prywatne, oszczędności w firmach ubezpieczeniowych i funduszach emerytalnych, urośnie nam całkiem spora suma – 1,678 bln zł. To oczywiście statystyka, którą zawyżają wysokie dochody pracujących na własny rachunek, a zaniżają rodziny rolników. Ale nawet w tych ostatnich, w których miesięczny dochód na osobę przeciętnie wynosi 1051 zł, a wydatki pochłaniają niecałe 800 zł, jest miejsce na odkładanie zaskórniaków. Co więcej, właśnie rodziny, w których kołdra jest wciąż za krótka, powinny gromadzić rezerwę „na czarną godzinę”. Wtedy zepsuta pralka, cieknący dach czy niespodziewanie wysoki rachunek za ogrzewanie nie są katastrofą dla domowych finansów.

    Dobry plan

    Żeby zacząć systematycznie gromadzić nawet małe kwoty, trzeba wiedzieć, ile miesięcznie dostajemy pieniędzy, ile wydajemy i na co. Czyli stworzyć domowy budżet. Nie jest to zajęcie skomplikowane, ale wymaga samodyscypliny i wytrwałości. Do uporządkowania rodzinnych finansów potrzeba też czasu i cierpliwości, miesiąc po miesiącu korygując je w pożądanym kierunku.

    Do domowej księgowości przyda się zeszyt, w którym będziemy notowali wszystkie dochody i wydatki. Możemy też skorzystać z prostej tabelki w Excelu, specjalnego darmowego programu komputerowego (niektóre banki oferują je posiadaczom kont), np. ePortfel, AceMoney Lite, HomeBank, GnuCash, lub z aplikacji mobilnych. Forma jest nieistotna, ważne żeby notatki były czytelne i przejrzyste. Na początek też niezbyt rozbudowane, by łatwiej było ogarnąć całość i przyzwyczaić się do odpowiedniego spisywania wydatków. Konstruowanie budżetu zacznijmy od dochodów. Musimy wypisać to, co wszyscy członkowie rodziny otrzymują w ciągu miesiąca, a więc pensje, dochody z pracy dodatkowej, renty, emerytury, alimenty, stypendia dzieci, zyski z lokat bankowych, z wynajmu mieszkania…

    Ale uwaga! Nie uwzględniamy pieniędzy, których jeszcze nie mamy, czyli planowanych premii, nagród i wszelkich dodatkowych, niestałych dochodów. Nie wiemy, czy osoba, której udzielamy korepetycji, nagle nie zrezygnuje, podobnie jak sąsiad, któremu odpłatnie użyczamy miejsca parkingowego. A wtedy nasz budżet ległby w gruzach. Po podsumowaniu zarobków pora na przyjrzenie się wydatkom. W tym przypadku tabelka będzie bardziej rozbudowana i inna dla każdej rodziny. Jednak, przynajmniej na początku, nie musi być zbyt drobiazgowa.

    Przykładowo możemy ją podzielić na rubryki: stałe opłaty (czynsz, media, telefon, kablówka, internet, przedszkole, ubezpieczenie na życie, prywatne ubezpieczenie zdrowotne, raty kredytów, konto bankowe itp.), żywność, chemia i środki czystości, ubrania, rozrywka i kultura, utrzymanie samochodu, używki, zdrowie i leki, wydatki na dzieci (korepetycje, kursy, zajęcia dodatkowe, bilety miesięczne). Jeśli po miesiącu okaże się, że na przykład wydatki na żywność są zbyt wysokie, możemy przyjrzeć się im dokładniej, rozpisując rubrykę na bardziej szczegółowe kategorie, które pozwolą nam wychwycić, na co wydajemy najwięcej pieniędzy.

    Może wędliny kupujemy w drogich sklepach, w drodze do pracy fundujemy sobie kawę w cafe kioskach, a na popołudniowe pobudzenie pijemy napoje energetyzujące? Spisywanie wydatków może ujawnić wiele prawd o naszych zakupowych przyzwyczajeniach i pomoże odkryć dziury, przez które wypływają nasze finanse. Nagle bowiem okazuje się, że codzienna kawa za 8 zł miesięcznie kosztuje nas 160 zł, a rocznie – ok. 2000 zł! Może więc warto wypić ją przed pracą, jeszcze w domu. Na pewno będzie taniej.

    Noworoczne postanowienie

    Prowadząc budżet domowy i kontrolując miesięczne finanse, możemy zaplanować większe wydatki, które czekają nas w najbliższych miesiącach. Rodziny z dziećmi w wieku szkolnym wiedzą, że bardzo drogim miesiącem jest wrzesień, kiedy kupuje się podręczniki i szkolną wyprawkę. Warto to wziąć pod uwagę już w styczniu, przyglądając się finansom w perspektywie całego roku. Podobnie jak opłacenie OC i AC za samochód, organizację świąt czy planowany remont mieszkania.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»

    oceń artykuł

    Twoje bezpieczne finanse

    Domowa ekonomia

    przewiń w dół