• facebook
  • twitter
  • Newsletter
  • rss
  • Wojsko szykuje nową obronę terytorialną

    PAP |

    dodane 19.01.2016 08:31

    Do kwietnia, a może wcześniej, powinna być gotowa koncepcja wojsk obrony terytorialnej. Będą one piątym rodzajem sił zbrojnych i równorzędnym partnerem dla armii zawodowej - zapowiada płk Krzysztof Gaj ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

    Siły zbrojne mają obecnie 30 batalionów obrony terytorialnej, w całości złożonych z żołnierzy rezerwy. Oznacza to, że jest przygotowane uzbrojenie i sprzęt dla tych oddziałów, a żołnierze zostaną powołani w razie potrzeby.

    Były doradca szefa MON Antoniego Macierewicza, a od niedawna szef Zarządu Organizacji i Uzupełnień SG WP płk Krzysztof Gaj podkreśla jednak, że jednostki obrony terytorialnej muszą istnieć realnie już w czasie pokoju.

    "Jeżeli dana jednostka nie istnieje w czasie pokoju, to są marne szanse, żeby ona zaistniała w czasie wojny. Przykład kampanii wrześniowej pokazuje, że jednostki, które istniały w czasie pokoju, przeważnie dobrze lub bardzo dobrze dawały sobie radę w czasie wojny, a te, które dopiero formowano, nie zawsze" - powiedział Gaj w rozmowie z PAP.

    Zorganizowanie obrony terytorialnej kraju Macierewicz, niedługo po objęciu funkcji szefa MON, wymienił jako jedno ze swoich najistotniejszych zadań. Zapowiedział wówczas, że w perspektywie roku MON zamierza doprowadzić do zorganizowania i uruchomienia na granicy wschodniej co najmniej trzech brygad.

    Jak powiedział płk Gaj, wojsko będzie starało się do końca 2016 r. nie tylko powołać dowództwa tych brygada, ale i ukompletować bataliony. Dodał, że w pierwszej kolejności powstaną brygady na północnym wschodzie Polski. Wojsko zastanawia się jeszcze, które garnizony wybrać. Docelowo brygad obrony terytorialnej różnych typów ma być kilkanaście.

    W Sztabie Generalnym trwają obecnie prace nad koncepcją obrony terytorialnej. "Chcielibyśmy, aby nie później niż w kwietniu te prace się zakończyły" - powiedział płk Gaj.

    Zastrzegł, że póki koncepcja nie będzie gotowa, za wcześnie na podawanie dokładnych liczb, jednak obrona terytorialna miałaby w czasie pokoju liczyć kilkanaście tysięcy żołnierzy, a na czas wojny rozrastać się do wielokrotnie większych rozmiarów.

    Jak zapowiadał szef MON, wojska obrony terytorialnej będą nowym, piątym rodzajem sił zbrojnych - obok Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej i Wojsk Specjalnych. "Oznacza to, że powstaje równorzędny partner wojsk operacyjnych, a nie młodszy brat czy +wojsko trzeciej kategorii+" - wyjaśnił płk Gaj. Przyznał, że byłoby to rozwiązanie unikatowe, ale - jak podkreślił - dostosowane do realiów krajowych.

    Ochotnicy, którzy chcieliby służyć w obronie terytorialnej, na co dzień będą żyć i pracować w cywilu. Co jakiś czas mają zakładać mundury, by szkolić się i ćwiczyć. "Ideałem byłoby, gdyby się znalazły środki finansowe i rozwiązania prawne, które by pozwoliły na szkolenie weekendowe dwa dni w miesiącu" - powiedział płk Gaj. "Będzie nam przyświecał cel, żeby cały batalion lub jego część jechały na poważniejsze ćwiczenia na poligonie raz w roku, np. na dwa tygodnie" - dodał.

    Płk Gaj podkreślił, że dla żołnierzy Narodowych Sił Rezerwowych szkolenie w trybie weekendowym byłoby niczym więcej jak podtrzymywaniem nawyków. Natomiast w przypadku członków rozmaitych organizacji i grup proobronnych wojsko jest w stanie powołać ich na około dwutygodniowe ćwiczenia, by sprawdzić ich umiejętności i zdecydować, czy wystarczą im cykliczne szkolenia jak żołnierzom NSR i innym rezerwistom, czy też taki ochotnik potrzebuje dodatkowego przeszkolenia w jakimś konkretnym ograniczonym zakresie. Z kolei kandydaci bez żadnego doświadczenia wojskowego powinni trafić do szkolenia przygotowawczego podobnie jak kandydaci do służby zawodowej.

    Jak mówi płk Gaj, wojska obrony terytorialnej powinny składać z dwóch filarów. Pierwszy z nich to komponent "pozostający w danym miejscu". Ma on składać się z pododdziałów różnego typu, specjalizujących się w takich zadaniach jak np. ochrona ważnej infrastruktury, likwidowanie grup dywersyjnych przeciwnika, jeśliby przeniknęły na nasze tyły, albo działania na tyłach przeciwnika, jeśli jego wojska wkroczyłyby w głąb naszego terytorium i opanowały jego część.

    Autorzy koncepcji przyjmują, że średnio jedna kompania tego komponentu obrony terytorialnej będzie przypadała na powiat. Będzie to lekka piechota wyposażona nie tylko w broń osobistą, ale i cięższe uzbrojenie - karabiny maszynowe, moździerze, granatniki, a także broń przeciwpancerną o większych możliwościach. Wspierać ją będą elementy łączności, zabezpieczenia technicznego i medycznego oraz pododdziały zaopatrujące. Jak mówił płk Gaj w listopadzie 2015 r. na posiedzeniu sejmowej komisji obrony, w czasie wojny ten komponent mógłby liczyć w przybliżeniu ok. 46 tys. żołnierzy.

    Drugi komponent, nazywany "siłami zdolnym do przerzutu", ma powstać w dalszej kolejności. Mają to być wojska mobilne, służące wzmocnieniu wojsk operacyjnych, czyli już istniejącej armii zawodowej. Ta część obrony terytorialnej ma być wzorowana na amerykańskiej Gwardii Narodowej lub brytyjskiej Armii Terytorialnej.

    Formacje mobilne w czasie pokoju byłby rozwinięte w niedużym stopniu, rzędu 10-15 proc. stanu osobowego przewidzianego na czas wojny. Ich żołnierze ćwiczyliby intensywniej niż pozostali rezerwiści, a struktury oddziałów byłyby podobne do jednostek wojsk operacyjnych.

    "Na pewno będziemy się tutaj wzorować na strukturach brytyjskich i amerykańskich, w których jest lekka piechota, ale w niewielkich ilościach towarzyszą jej jednostki pancerne, zmechanizowane i artylerii" - powiedział płk Gaj. "Chcemy stworzyć coś, co z jednej strony będzie miało odpowiednią siłę bojową, a z drugiej strony będzie realne ze względów finansowych" - dodał.

    Jak mówił minister Macierewicz, koszt zorganizowania trzech brygad obrony terytorialnej nie powinien przekroczyć 300-350 mln zł. Z wyliczeń płk. Gaja wynika, że gdyby wojsko musiało kupić 100 proc. uzbrojenia i wyposażenia dla tych jednostek, kosztowałoby to ok. 400 mln zł. Pułkownik podkreśla jednak, że część uzbrojenia i wyposażenia może pochodzić z zapasów wojska, wówczas koszty powinny zamknąć się w 200-250 mln zł.

    "Nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać np. czołgi T-72, które mamy w magazynach. Dobrze wyszkolona załoga również na starszym typie sprzętu da sobie radę, szczególnie gdy wykonuje zadania pomocnicze. W przeszłości w zawodach użyteczno-bojowych plutony na starszych i krytykowanych czołgach T-55AM często wypadały znacznie lepiej niż plutony na nowszych T-72" - uważa Gaj.

    Podkreślił również, że jest możliwe dobre wyszkolenie załóg czołgów nawet podczas szkolenia tylko podczas weekendów, co zostało już praktycznie sprawdzone i udowodnione. "Naprawdę jesteśmy w stanie wyszkolić żołnierzy w warunkach szkolenia weekendowego, jeżeli mamy do czynienia ze zmotywowanymi ochotnikami, a tacy są. Dla stworzenia jednostek pancernych obrony terytorialnej nie potrzeba ich zbyt wielu, kilkuset, może ponad tysiąc żołnierzy-obywateli. Najważniejsza jest motywacja ochotnika i profesjonalizm instruktora" - powiedział pułkownik.

    Jednocześnie zaznaczył, że o ile starsze modele uzbrojenia trafiałoby raczej do oddziałów strzegących konkretnych miejsc, to jednostki mobilne miałyby już nowsze uzbrojenie, włącznie z np. przeciwpancernymi pociskami kierowanymi Spike i przeciwlotniczymi Grom. Analogiczny podział - zaznaczył Gaj - występował w dwudziestoleciu międzywojennym.

    Pod koniec grudnia 2015 r. w MON powołano pełnomocnika ds. tworzenia obrony terytorialnej kraju. Funkcję tę powierzono dr. Grzegorzowi Kwaśniakowi.

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół