• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Powrót książki

    Andrzej Grajewski

    dodane 12.01.2016 08:20

    Jak Niemcy odczytają dzieło byłego idola?

    W niemieckich księgarniach zobaczyć można szarą książkę ze znanym z podręczników tytułem „Mein Kampf”.  Oprócz nazwiska autora na okładce znajduje się informacja, że jest to wydanie krytyczne (Hitler,  Mein Kampf. Eine kritische Edition).

    Książka nie jest tania, kosztuje 59 euro. Wydawcą jest renomowany Instytut Historii Najnowszej (Monachium-Berlin). Wiedząc, że 70 lat po śmierci Hitlera rząd Bawarii stracił prawa autorskie do tego dzieła i staje się ono częścią domeny publicznej, Instytut od kilku lat przygotowywał jego krytyczne wydanie. Grono naukowców opatrzyło książkę setkami przypisów oraz not redakcyjnych, wyjaśniających kłamstwa, zafałszowania oraz dwuznaczne konteksty oryginału, którego do 1945 r. sprzedano 12 mln egzemplarzy.  

    Hitler „Mein Kampf” napisał w więzieniu w Landsbergu, gdzie odsiadywał wyrok za przygotowanie puczu w Monachium w 1923 r. W 1924 r. ukazała się pierwsza część – autobiograficzna, rok później część programowa, nawołująca rodaków do stworzenia brunatnego raju. Świata dla Aryjczyków, bez Żydów, gdzie naród niemiecki zrealizuje swe życiowe posłannictwo, zdobywając „życiową przestrzeń” na Wschodzie. Krytyczne wydanie „Mein Kampf” w zamierzeniach miało rozwiązać problem, jak współcześni Niemcy mają zmierzyć się z dziedzictwem myśli Adolfa Hitlera. Zabrano się do tego dokładnie i skrupulatnie, opatrując urojenia Hitlera dziesiątkami przypisów.

    Intencje były bez wątpienia szlachetne: skoro musimy wypuścić brunatnego dżina z butelki, to przynajmniej naklejmy na tej butelce ogłoszenie – uwaga, śmiertelna trucizna. I to wydaje mi się w tej historii najsmutniejsze.  W Niemczech rządzi pokolenie wnuków ludzi uwiedzionych przez nazizm, a ciągle trzeba ich uwrażliwiać na truciznę zawartą w dziele Hitlera.

    Mam wśród Niemców grupę przyjaciół, którzy z obrzydzeniem myślą o tamtym okresie historii. Wstydzą się za niego i powtarzają, że pamięć o zbrodniach III Rzeszy będzie towarzyszyła Niemcom aż po kres historii. Widać jednak niemało jest i takich Niemców, którzy mogą znaleźć w tej lekturze jakąś złą fascynację, a może i odpowiedzieć na problemy współczesności.

    „Mein Kampf” ukazuje się w momencie, gdy Niemcy są w szoku po zajściach w Kolonii. Zwątpili nie tylko w sens kontynuowania polityki migracyjnej, która w oczywisty sposób wymknęła się spod wszelkiej kontroli. Wielu zastanawia się nad sensem społeczeństwa otwartego, wieloetnicznego, ale i dominującej nad Renem kultury poprawności politycznej, nie pozwalającej żadnego problemu nazwać po imieniu. Nagle okazało się, że państwo nie jest w stanie skutecznie obronić swych obywateli, a media nie są elementem obywatelskiej debaty, ale jej cenzorem. Jednocześnie coraz większą popularność zdobywają siły domagające się rozprawy z migrantami, otwarcie głoszące antysemickie poglądy, niezadowolone z integracji europejskiej. Jakie wnioski ci czytelnicy wyciągną z lektury dzieła Adolfa Hitlera?

    Na razie nakład „Mein Kampf” sprzedaje się dobrze, zresztą nie był wielki, ok. 4 tys. egz. Przygotowany jest drugi, już trzy razy większy. Sukces skłoni, być może, innych wydawców do wznowienia klasyki myśli narodowosocjalistycznej. I zapewne nie wszyscy będą książkę opatrywać krytycznymi komentarzami.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Adam2
      12.01.2016 20:20
      @ pessenger /powtórnie/

      Nie wiem co to "Żyleta"Może żyję w innym Państwie i w innym świecie.Ale mam Rodzinę i znajomych.Oni również nie wiedzą co to "Żyleta"
      Sądzę że chodzi Ci o antysemityzm. Niestety należy zwrócić się do tych którzy na terenie Polski i innych Państw zakładali Koncentrationslagry i krematoria, to ich dzieło i specjalizacja.

      Polska nie brała w tym udziału i nie będzie.
    • batiar
      13.01.2016 12:18
      Z bloga ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.
      Czy uczestnicy niedzielnego marszu w Warszawie, wspierającego politykę Izraela, mieli odwagę stanąć w obronie chrześcijan atakowanych przez fundamentalistów żydowskich?

      Korespondencja

      Koło izraelskiego miasta Bet Szemesz na zachód od Jerozolimy sprofanowano salezjański cmentarz, niszcząc krzyże i groby. Doszło do tego jeszcze przed Bożym Narodzeniem, ale dopiero w tych dniach łaciński patriarchat Jerozolimy wydał komunikat o tym kolejnym akcie antychrześcijańskiego wandalizmu. Nie jest to pierwszy taki przypadek – powiedział Radiu Watykańskiemu jerozolimski wikariusz patriarchalny bp William Shomali.

      „Nieznani sprawcy zaatakowali i sprofanowali cmentarz księży salezjanów w Bait Dżimal koło Bet Szemesz, niszcząc kamienne i drewniane krzyże. Salezjanie zgłosili to policji, która prowadzi dochodzenie. Wiemy, że dokonali tego miejscowi fundamentaliści żydowscy, bo do podobnego przypadku ze strony Żydów z sąsiedztwa doszło tam już przed laty. Ponieważ takie akty się mnożą, żądamy, by policja pracowała poważniej i znalazła tych kryminalistów, którzy wciąż atakują kościoły, cmentarze, klasztory, symbole chrześcijańskie. Ekstremiści są tu liczni. Znani są też ci, którzy zachęcają do profanacji. Policja może ich więc zidentyfikować, ale musi się do tego lepiej przyłożyć. Niezbędna jest też edukacja do współistnienia, bo jeśli ktoś niszczy symbole religijne innych, znaczy to, że wpojono mu nienawiść i nietolerancję. Trzeba więc wprowadzić właściwe wychowanie do rodziny, szkoły, miejsc kultu i także do mediów” – powiedział bp Shomali.

      Katolicka Agencja Informacyjna
      Radio Watykańskie / Jerozolima
    • Adam2
      13.01.2016 17:54
      @Fryderyk

      Myślę, że wiesz co napisałeś.

      W oryginale- ein Volk, ein Reich, Ein Fuhrer.
      Odniosłeś slogan nazistowsko-niemiecki do Polaków, Polski i Pana Jarosława Kaczyńskiego.

      Tym samym porównałeś Pana Kaczyńskiego z Hitlerem,Polskę do faszystowskich Niemiec, a Polaków do nazistów.

      Myślę ,że za bluźnierstwa i pogardę można odpowiadać karnie.

      Najlepiej przeprosić.

      Myślę też ,że post o tej treści chyba nie był zlecony od kogoś z naszych sąsiadów?
    • aaa
      13.01.2016 19:01
      Nadal się czują ubermenschami podbój militarny zastąpili gospodarczym, w kierownictwie tak mają i wśród "najmniej skomplikowanych" obywateli ciekawy jaki % całej nacji świadomie to popiera.
      W latach 70-tych banki NRF dały pożyczki Gierkowi, żeby władza komunistyczna się nie przeżyła za szybko, bo w sumie dobrze Polaków za twarz trzymali, jak się mimo pralek i maluchów na talony zaczęła sypać, to znów Kiszczak dostał z Niemiec pożyczkę na wyposażenie resortów siłowych. ZOMO i ORMO do pacyfikowania Polaków było "wystawione" za niemieckie marki.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół