• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ten rok będzie dobry - dla tego, kto chce

    Franciszek Kucharczak

    dodane 01.01.2016 09:13

    Dobrze jest żyć w takim roku. I umierać też dobrze.

    Jaki jest kraj na jedną literę? – Samoa. Piszę o tym, bo tam, na tej Samoa, podobno najwcześniej nastał Nowy Rok. Ale to, oczywiście tylko umowa, że tam i że wtedy. Gdy zaczyna się nowy rok, nie zaczyna się właściwie nic nowego. Taki tam dzień, jak każdy inny, przypadkowo wybrany do roli pierwszego. A jednak przy tej okazji jakaś taka melancholia w człowieku wzbiera, budzi się lęk, może nawet strach. Bo co to będzie. Bo rok temu wielu było takich, co też świętowali, też krzyczeli, sztuczne ognie puszczali, race odpalali, a teraz to się muszą świeczką zadowolić, zapaloną półtora metra nad nimi.

    W gruncie rzeczy najgłębszym powodem sylwestrowo-noworocznej refleksji jest lęk śmierci.  To ludziom doskwiera. Niepewność, co stanie się jutro albo i za sekundę. A tyle rzeczy zaplanowanych. A jak się coś zaplanowało, to się to już uważa za swoją własność. Stąd na progu nowego roku taka popularność wróżek, jasnowidzów i innych guślarzy. Ludzie pytają ich o przyszłość nie po to, żeby się dowiedzieć, jak będzie, lecz, w gruncie rzeczy, po to, żeby się uspokoić, że jeszcze nie będzie „najgorszego”. Czyli że, powiedzmy wprost, w najbliższym roku nie umrą. Chcą to usłyszeć, albo choćby wyczytać z kontekstu wróżebnych formułek, ufając, że spece od przepowiadania przyszłości naprawdę coś o tym wiedzą.

    Mylą się – guślarze nic nie wiedzą. Guślarze, o ile nie są całkowitymi oszustami (to lepsza ewentualność), przekazują tylko tyle, ile im powie diabeł. A on, owszem, da namiastkę prawdy, żeby wyglądało wiarygodnie, ale potem podrzuci taką „wiedzę”, że delikwent się nie pozbiera. Wpadnie w poczucie fatum, które będzie mu odbierać inicjatywę, zwiększy się jego lęk, a nade wszystko straci wewnętrzny pokój. A to i tak najłagodniejsze możliwe skutki próby wykradania Bogu tego, o czym tylko On sam może decydować.

    Nie może być inaczej, bo korzystanie z „konkurencyjnych” wobec Boga źródeł wiedzy, to ciężka obraza Boga. To rzucenie Mu w twarz, że się Mu nie ufa, i że na wszelki wypadek sprawdzi się Go „gdzie indziej”. W ten sposób niektórzy z lęku przed „najgorszym” pakują się w naprawdę najgorsze.

    My naprawdę nie musimy wiedzieć więcej, niż wiemy, bo gdyby nam to było potrzebne, otrzymalibyśmy tę wiedzę z legalnego źródła. Skoro Bóg nam nie ujawnia tego, co będzie, to znaczy, że tak jest dobrze. Dobre jest wszystko, co nas spotyka, jeśli jest to zgodne z wolą Bożą. Bo Jego wola chce tylko naszego dobra, więc to będzie dobry rok, niezależnie od tego, czy go przeżyjemy, czy też w jego trakcie umrzemy. Kto żyje w ramionach Boga, ten i umrze w Jego ramionach. A i ten, kto zawoła do Niego choćby w ostatniej chwili. Kto Mu ufa, ten wejdzie w życie. I o to chodzi w każdym roku, w tym także.

    Nie musimy żyć w lęku przed złem, bo – jeśli sami nie zechcemy – zło nas nie dotknie. Spotka nas za to wszystko, co najlepsze, jeśli tylko zaufamy Bogu. Wystarczy przyjąć miłość Bożą, wyznać grzech, zerwać z nim i wybrać Jezusa.

    To jest dobry rok na umieranie. I na życie też jest dobry. Bo to jest Rok Miłosierdzia. A zatem – dobrego roku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół