Coraz więcej chętnych na "antysylwestra"

dodane 30.12.2015 13:45

KAI |

Coraz więcej ludzi podejmuje decyzję o przywitaniu Nowego Roku w nietypowy sposób. Zamiast hucznej zabawy wybierają noc w ciszy klasztornych murów.

Coraz więcej chętnych na "antysylwestra"   HENRYK PRZONDZIONO /foto gość Opactwo w Tyńcu

Co sprawia, że rezygnują z fajerwerków, szampana i tańców? - Sylwester w klasztorze stał się w pewien sposób prestiżowym wydarzeniem - powiedział w rozmowie z KAI o. Jan Paweł Konobrodzki, benedyktyn z Tyńca.

„Antysylwester” w klasztorze na przekór zwyczajowi hucznej zabawy, spędzony w ciszy murów klasztornego opactwa – to propozycja dla tych, którzy szukają nietypowej oferty sylwestrowej: ciszy, modlitwy i kontemplacji. Pomysł świętowania Nowego Roku w odosobnieniu cieszy się coraz większym zainteresowaniem - wolnych miejsc u benedyktynów w Tyńcu zabrakło już kilka miesięcy przed sylwestrem.

„Zauważamy coraz większe zainteresowanie taką formą spędzenia sylwestra, czyli w ciszy, medytacji, z dala od codziennego zgiełku i spraw” - powiedział o. Jan Paweł Konobrodzki, benedyktyn z Tyńca.

Tynieccy mnisi umożliwiają uczestnikom udział m.in. w Mszy św. o północy, wspólne kolędowanie, możliwość spotkania z zakonnikami, ale nie narzucają sztywnego programu.

O. Jan Paweł Konobrodzki w rozmowie z KAI powiedział, że miejsca w tynieckim klasztorze zajęte są już kilka miesięcy przed sylwestrem. - Bywa i tak, że ludzie wyjeżdżając od nas, już zza klasztornej bramy dzwonią i rezerwują miejsce na przyszły rok. Na "antysylwestra" przyjeżdżają młodzi ludzie tuż po studiach, trochę starsi, także rodziny z dziećmi. Ludzie mają dość przymuszania do zabawy w ramach savoir vivre'u, nie chcą brać udziału w koniecznych spotkaniach, bo tak wypada, tak trzeba. Sylwester w klasztorze stał się też w pewien sposób prestiżowym wydarzeniem - dodał.

Benedyktyni z myślą o przyjezdnych wyremontowali tzw. Wielką Ruinę, czyli dawną klasztorną bibliotekę i w niej urządzili Dom Gości z widokiem na Wisłę. Pokoje przygotowane są ascetycznie, są w nich łazienki, jest dostęp do internetu, ale nie ma telewizora. Zamiast numerów pokoje noszą imiona mnichów i mniszek związanych z zakonem, np. pokój Anzelma.

Pomysł przywitania nowego roku w takiej formie pojawił się spontanicznie w 2008 roku. Wówczas benedyktyni zaprosili chętnych do opactwa, aby na przekór zwyczajowi hucznej zabawy spędzić ten szczególny dzień w atmosferze ciszy i wewnętrznego skupienia. Zostało to wyjątkowo dobrze przyjęte i wiele osób zdecydowało się na taką formę powitania nowego roku. W 2009 roku już wszystkie pokoje były zajęte, podobnie w kolejnych latach.

Poza ofertą benedyktynów, sylwestra w ciszy można spędzić m.in. u pallotynów na Karczówce.

Na taką formę spędzenia tej wyjątkowej nocy zdecydował się pieśniarz i kompozytor Marcin Styczeń. Jak przyznaje w rozmowie z KAI, nigdy nie lubił "dyktatury sylwestrowej zabawy". Od dawna nosił się z zamiarem spędzenia tego czasu w ciszy. "Wiedziałem, że benedyktyni w Lubiniu organizują takiego "antysylwestra", ale tam bardzo trudno się dostać - próbowałem kilka razy. W końcu poznałem zakonnika, o. Wojciecha Drążka, który zainicjował u pallotynów na Karczówce Ruch Odnowy Kontemplacyjnej".

Na Karczówce problemów z miejscem nie było. Muzyk podkreśla niezwykłość czasu spędzonego w ciszy. "To jest naprawdę niesamowite doświadczenie. Rekolekcje trwały cztery dni i odbywały się w absolutnej ciszy, aż do północy 31 grudnia. Na ogół ludzie odliczają sekundy do nowego roku, a my w ten nowy rok wchodziliśmy w milczeniu. Dopiero po Eucharystii mogliśmy ze sobą rozmawiać i dzielić się tym, co przeżyliśmy".

I choć w klasztorze na Karczówce słychać było fajerwerki, uczestnikom rekolekcji nie przeszkodziły one w medytacji. Marcin Styczeń wyjaśnia, że cisza to rzeczywistość bardziej wewnętrzna niż zewnętrzna. "Pamiętam słowa o. Drążka, który powiedział, że cisza to nie jest rzeczywistość, w której nie ma dźwięków, ale wewnętrzna przestrzeń, w której wybrzmieć może każdy dźwięk".

Ta cisza, zdaniem muzyka, uczy głębszych relacji. "Przyjeżdżając na rekolekcje, nic o sobie nie wiedzieliśmy, czym się zajmujemy, skąd pochodzimy. O wiele ważniejszy był kontakt niewerbalny, spojrzenie, bycie razem w ciszy. Nie wchodziliśmy w relacje typowo werbalne ale będąc razem, stworzyliśmy wspólnotę, która zawiązała się na zupełnie innym poziomie" -wspomina Marcin Styczeń.

Muzyk nowy rok w ciszy rozpoczął po raz pierwszy, i jak przyznaje, dało mu to dużo energii. "Zazwyczaj ludzie w nowy rok odchorowują sylwestra, a po kilku dniach medytacji ma się niesamowitą trzeźwość umysłu, naładowane akumulatory i radość - to były owoce tego spotkania. Jeśli ktoś szuka spokoju, wyciszenia, głębokiego kontaktu ze sobą i z Bogiem, to na pewno takie spotkanie może być niezwykle ożywcze". Choć, jak dodaje, takie rekolekcje to nie propozycja dla każdego. "Dla niektórych ludzi takie natężenie medytacji - ok. 5 godz. dziennie - może być problematyczne. Chodzi nie tylko o czas, który trzeba spędzić sam na sam ze sobą, ale także o kwestie fizyczne - niektórych boli kręgosłup, trzeba się starać, aby nie zasnąć, umysł musi być trzeźwy a to bywa bolesne" - wyjaśnia.

W tym roku Ruch Odnowy Kontemplacyjnej zaprasza do klasztoru na Karczówce na sesję noworoczną pt. „Początek i Koniec”. - Jest to sesja, która ma w podtytule zaproszenie do modlitwy, medytacji, celebracji. Będziemy w ciszy celebrować dar czasu, żegnając z wdzięcznością to, co minęło i otwierając się na to, co przychodzi. Będziemy pielęgnować postawę zgody i otwartości, wobec wszystkiego, co przychodzi w chwili obecnej, przyjmując to jako dar i zaproszenie. Nie braknie nam również daru Słowa Bożego i liturgii jako szczytu naszej celebracji - napisali organizatorzy na swojej stronie internetowej. Sesja rozpoczęła się już we wtorek 29 grudnia, i potrwa do 1 stycznia.

Nie brakuje także chętnych uczestniczących w Mszach św. o północy, które sprawowane są nie tylko w kościołach parafialnych, ale także w klasztorach.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI | ANTYSYLWESTER

Przeczytaj komentarze | 11 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 chrześcijanka 02.01.2016 10:33
Niezalogowany użytkownik Pozdrawiam umęczonego posługą Wikarego :))
W seminarium nie uprzedzili,że trzeba służyć Ludowi Bożemu ? :))
Radosnego dawcę Bóg miłuje..
Radosnego Nowego Roku życzę.
Plusów: 3 Jp 31.12.2015 19:46
Niezalogowany użytkownik Drogi Augustynie, opisałem konkretną parafię. Z opowiadań znajomych wiem że w wielu innych jest podobnie. Bardzo chciałbym by była to tylko projekcja chorej i podejrzliwej wyobraźni i chciałbym widzieć co innego niż widzę, słyszeć co innego niż słyszę. Za życzenia dziękuję i odwzajemniam . Pan jest jest z tymi którzy szukają Go szczerze...
Plusów: 3 Augustyn 31.12.2015 14:47
Niezalogowany użytkownik No cóż?! Co chcesz zobaczyć, zobaczysz, a co usłyszeć, usłyszysz. Ze szczerego serca proponuję, abyś przemył oczy i uszy swej duszy. Może wtedy Rok Pański 2016 będzie dla Ciebie bardziej radosny.
Plusów: 4 Jp 31.12.2015 12:09
Niezalogowany użytkownik Cóż....

Jakby ktoś napisał to co widzę i myślę od dłuższego już czasu....

Dorzucę jeszcze kilka spostrzeżeń ( wszystkie wypowiedzi zawarte w cudzysłowie są prawdziwe, czego mogę dowieść)

Nabożeństwo dłuższe niż półtorej godziny to ewenement a jeśli już się coś takiego (niechcący) wydarzy to : "wymodliliśmy się dzisiaj aż na zapas" a dla kapłanów był to "wielki wysiłek duszpasterski".

W pierwszy piątek kapłani nie odwiedzają chorych,( jakby to chorzy nie potrzebowali sakramentu pokuty i pojednania) a jedynie trzy , cztery razy do roku angażując "kierowców" którzy od rodzin chorych biorą pieniądze za usługę.

Modlitwa, liturgia, traktowana jako coś co trzeba odprawić, przed tym co zasadnicze : spotkania towarzyskie z lekkim zabarwieniem religijnym.

Zanik lub deprecjonowanie pobożności eucharystycznej, adoracyjnej. Kapłani, świeccy ceremoniarze , ministranci, kłaniający się sprzętom w prezbiterium i przechodzący przed wystawionym NAJŚWIETSZYM SAKRAMENTEM jakby go nie było. Widoczny nacisk na wyeliminowanie przyklękania, postawy klęczącej, ciszy....

Wyręczanie się ( zwykle) nadzwyczajnymi szafarzami Komunii Świętej, którzy także nie zamykają kieszeni przy odwiedzinach u chorych.

Tworzenie mylnego wrażenia u wiernych - poprzez ubiór - ( złoty pas na albach) i nomenklaturę ( "Szafarze Eucharystii") że są kimś więcej niż świeckimi z misją posługi w sytuacjach NADZWYCZAJNYCH. Co niektórym z nich bardzo odpowiada bo czują się lepsi i wyniesieni i... mają dodatkowy dochód. ( Nie muszę chyba dodawać że proboszczowie utrzymują z nimi intensywne kontakty towarzyskie, oraz promują przed np. wyborami samorządowymi)

Dlatego nie dziwmy się że ta "oferta" jest widziana jako coś nadzwyczajnego, niestandardowego. Modlitwa, medytacja, zostaje sprowadzona na margines, Msza Święta ograniczona do maksymalnie godziny ( w tym ogłoszenia parafialne i mowy wstępne zajmują jedną trzecią tego czasu).

To nie ewenement - takie spędzenie ostatnich godzin starego roku. Znam wielu którzy chcieliby je tak spędzić i tęsknią za tym, niestety...

Kościoły zamknięte, księża ? Nie wiem gdzie...


A Pan Jezus samotny w zapomnianym przez wiernym tabernaculum , przed którym już nikt nawet nie przyklęka.






wszystkie komentarze >