• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Coraz więcej chętnych na "antysylwestra"

    KAI |

    dodane 30.12.2015 13:45

    Coraz więcej ludzi podejmuje decyzję o przywitaniu Nowego Roku w nietypowy sposób. Zamiast hucznej zabawy wybierają noc w ciszy klasztornych murów.

    Co sprawia, że rezygnują z fajerwerków, szampana i tańców? - Sylwester w klasztorze stał się w pewien sposób prestiżowym wydarzeniem - powiedział w rozmowie z KAI o. Jan Paweł Konobrodzki, benedyktyn z Tyńca.

    „Antysylwester” w klasztorze na przekór zwyczajowi hucznej zabawy, spędzony w ciszy murów klasztornego opactwa – to propozycja dla tych, którzy szukają nietypowej oferty sylwestrowej: ciszy, modlitwy i kontemplacji. Pomysł świętowania Nowego Roku w odosobnieniu cieszy się coraz większym zainteresowaniem - wolnych miejsc u benedyktynów w Tyńcu zabrakło już kilka miesięcy przed sylwestrem.

    „Zauważamy coraz większe zainteresowanie taką formą spędzenia sylwestra, czyli w ciszy, medytacji, z dala od codziennego zgiełku i spraw” - powiedział o. Jan Paweł Konobrodzki, benedyktyn z Tyńca.

    Tynieccy mnisi umożliwiają uczestnikom udział m.in. w Mszy św. o północy, wspólne kolędowanie, możliwość spotkania z zakonnikami, ale nie narzucają sztywnego programu.

    O. Jan Paweł Konobrodzki w rozmowie z KAI powiedział, że miejsca w tynieckim klasztorze zajęte są już kilka miesięcy przed sylwestrem. - Bywa i tak, że ludzie wyjeżdżając od nas, już zza klasztornej bramy dzwonią i rezerwują miejsce na przyszły rok. Na "antysylwestra" przyjeżdżają młodzi ludzie tuż po studiach, trochę starsi, także rodziny z dziećmi. Ludzie mają dość przymuszania do zabawy w ramach savoir vivre'u, nie chcą brać udziału w koniecznych spotkaniach, bo tak wypada, tak trzeba. Sylwester w klasztorze stał się też w pewien sposób prestiżowym wydarzeniem - dodał.

    Benedyktyni z myślą o przyjezdnych wyremontowali tzw. Wielką Ruinę, czyli dawną klasztorną bibliotekę i w niej urządzili Dom Gości z widokiem na Wisłę. Pokoje przygotowane są ascetycznie, są w nich łazienki, jest dostęp do internetu, ale nie ma telewizora. Zamiast numerów pokoje noszą imiona mnichów i mniszek związanych z zakonem, np. pokój Anzelma.

    Pomysł przywitania nowego roku w takiej formie pojawił się spontanicznie w 2008 roku. Wówczas benedyktyni zaprosili chętnych do opactwa, aby na przekór zwyczajowi hucznej zabawy spędzić ten szczególny dzień w atmosferze ciszy i wewnętrznego skupienia. Zostało to wyjątkowo dobrze przyjęte i wiele osób zdecydowało się na taką formę powitania nowego roku. W 2009 roku już wszystkie pokoje były zajęte, podobnie w kolejnych latach.

    Poza ofertą benedyktynów, sylwestra w ciszy można spędzić m.in. u pallotynów na Karczówce.

    Na taką formę spędzenia tej wyjątkowej nocy zdecydował się pieśniarz i kompozytor Marcin Styczeń. Jak przyznaje w rozmowie z KAI, nigdy nie lubił "dyktatury sylwestrowej zabawy". Od dawna nosił się z zamiarem spędzenia tego czasu w ciszy. "Wiedziałem, że benedyktyni w Lubiniu organizują takiego "antysylwestra", ale tam bardzo trudno się dostać - próbowałem kilka razy. W końcu poznałem zakonnika, o. Wojciecha Drążka, który zainicjował u pallotynów na Karczówce Ruch Odnowy Kontemplacyjnej".

    Na Karczówce problemów z miejscem nie było. Muzyk podkreśla niezwykłość czasu spędzonego w ciszy. "To jest naprawdę niesamowite doświadczenie. Rekolekcje trwały cztery dni i odbywały się w absolutnej ciszy, aż do północy 31 grudnia. Na ogół ludzie odliczają sekundy do nowego roku, a my w ten nowy rok wchodziliśmy w milczeniu. Dopiero po Eucharystii mogliśmy ze sobą rozmawiać i dzielić się tym, co przeżyliśmy".

    I choć w klasztorze na Karczówce słychać było fajerwerki, uczestnikom rekolekcji nie przeszkodziły one w medytacji. Marcin Styczeń wyjaśnia, że cisza to rzeczywistość bardziej wewnętrzna niż zewnętrzna. "Pamiętam słowa o. Drążka, który powiedział, że cisza to nie jest rzeczywistość, w której nie ma dźwięków, ale wewnętrzna przestrzeń, w której wybrzmieć może każdy dźwięk".

    Ta cisza, zdaniem muzyka, uczy głębszych relacji. "Przyjeżdżając na rekolekcje, nic o sobie nie wiedzieliśmy, czym się zajmujemy, skąd pochodzimy. O wiele ważniejszy był kontakt niewerbalny, spojrzenie, bycie razem w ciszy. Nie wchodziliśmy w relacje typowo werbalne ale będąc razem, stworzyliśmy wspólnotę, która zawiązała się na zupełnie innym poziomie" -wspomina Marcin Styczeń.

    Muzyk nowy rok w ciszy rozpoczął po raz pierwszy, i jak przyznaje, dało mu to dużo energii. "Zazwyczaj ludzie w nowy rok odchorowują sylwestra, a po kilku dniach medytacji ma się niesamowitą trzeźwość umysłu, naładowane akumulatory i radość - to były owoce tego spotkania. Jeśli ktoś szuka spokoju, wyciszenia, głębokiego kontaktu ze sobą i z Bogiem, to na pewno takie spotkanie może być niezwykle ożywcze". Choć, jak dodaje, takie rekolekcje to nie propozycja dla każdego. "Dla niektórych ludzi takie natężenie medytacji - ok. 5 godz. dziennie - może być problematyczne. Chodzi nie tylko o czas, który trzeba spędzić sam na sam ze sobą, ale także o kwestie fizyczne - niektórych boli kręgosłup, trzeba się starać, aby nie zasnąć, umysł musi być trzeźwy a to bywa bolesne" - wyjaśnia.

    W tym roku Ruch Odnowy Kontemplacyjnej zaprasza do klasztoru na Karczówce na sesję noworoczną pt. „Początek i Koniec”. - Jest to sesja, która ma w podtytule zaproszenie do modlitwy, medytacji, celebracji. Będziemy w ciszy celebrować dar czasu, żegnając z wdzięcznością to, co minęło i otwierając się na to, co przychodzi. Będziemy pielęgnować postawę zgody i otwartości, wobec wszystkiego, co przychodzi w chwili obecnej, przyjmując to jako dar i zaproszenie. Nie braknie nam również daru Słowa Bożego i liturgii jako szczytu naszej celebracji - napisali organizatorzy na swojej stronie internetowej. Sesja rozpoczęła się już we wtorek 29 grudnia, i potrwa do 1 stycznia.

    Nie brakuje także chętnych uczestniczących w Mszach św. o północy, które sprawowane są nie tylko w kościołach parafialnych, ale także w klasztorach.

    «« | « | 1 | » | »»

    TAGI | ANTYSYLWESTER

    Wybrane dla Ciebie

    • dumb
      30.12.2015 17:30
      Czytam ze zdumieniem. Mówienie o "modzie" i "prestiżu" w kontekście nocy z modlitwą brzmi jak tekst z brukowca.
    • Malina
      30.12.2015 18:51
      Alez nikt nie usiluje poscic w Sylwestra. To piekny czas na rozwazanie tego co bylo, tego co bedzie. Mamy za co Bogu i ludziom dziekowac, mamy za co przeprosic, wiec to najodpowiedniejszy czas na podsumowanie i postanowienia. Coz to za przyjemnosc spedzic kilka godzin wsrod halasu, pijanych ludzi, ktorzy odsypiaja w Nowy Rok zabawe a o Bogu i bliskich nie pamietaja.
    • chrześcijanka
      30.12.2015 21:30
      "nietypowa oferta sylwestrowa", ludzie gdzie my żyjemy ( w ponoć chrześcijańskim kraju), czy spędzenie wieczoru, nocy na modlitwie to coś nietypowego dla chrześcijanina, ucznia Jezusa Chrystusa? Najbardziej chyba dziwią się duchowni...Od 15 lat tak spędzałam te dni i wielu innych.Duchowni niestety nie rozumieją wciąż dlaczego tak się dzieje... Kochani to głód Boga, proste, to nie jest nic nietypowego.Dziwi,że duchowieństwo tego nie rozumie.Dziś zastanawiałam się co robią kapłani w wieczór sylwestrowy, Msze wieczorne wcześniej niektórzy tego dnia odprawiają. Tyle ludzi chciałoby pobyć na modlitwie , adoracji,ale niestety "ofert" brak, nawet chęci ze strony kapłanów, bo to dla nich za ciężko, tak już się zmęczyli jedną Mszą św.tego dnia i nabożeństwem pokutnym w wersji lajtowej.W mojej okolicy w promieniu 90 km nic, pustynia, najbliższe czuwanie u Dominikanów w Poznaniu.
      Czyżby kapłani wybierali "nietypową ofertę" i szli na tańce tej nocy?

    • Wikary
      31.12.2015 06:39
      No cóż droga Pani. Ja - jak co roku - idę spać ze stoperami w uszach o 22.30, bo - jak co roku - mam mszę 1 stycznia o godz. 6.30 rano a potem konfesjonały i kolejne msze przez cały dzień do 20.00.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół