• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Szkoła bez religii

    Bogumił Łoziński

    dodane 02.10.2015 11:10

    Zniesienie finansowania religii z budżetu to wstęp do całkowitego wyrzucenia katechezy ze szkoły. Gdzie wówczas Polacy będą poznawać wartości?

    Środowisko skupione wokół pisma „Liberté!” ogłosiło sukces swojej akcji, którą nazwali „Świecka Szkoła”. Udało się im zebrać 100 tys. podpisów pod obywatelskim projektem o zniesieniu finansowania religii z budżetu. Teraz projekt zostanie złożony w Sejmie i jako obywatelski musi być rozpatrzony w ciągu trzech miesięcy. Zrobi to więc przyszły Sejm, gdyż obecny ma jeszcze tylko jedno posiedzenie.

    W czasach rządów koalicji PO-PSL projekty obywatelskie były odrzucane już w pierwszym czytaniu, np. dotyczący aborcji, sześciolatków czy reformy emerytalnej. Uważam, że to zła praktyka i projekty, pod którymi podpisało się co najmniej 100 tys. obywateli, muszą stać się przedmiotem prac w sejmowych komisjach, a potem debaty na posiedzeniu plenarnym. Tak samo powinno stać się z projektem o zniesieniu finansowania religii z budżetu, choć mam nadzieję, że będzie odrzucony. Jednak dyskusja nad tą propozycją pozwoli przedstawić argumenty, dlaczego jest to zła inicjatywa. Co ważne, argumenty te mają szansę dotrzeć do opinii publicznej.

    Przede wszystkim nieprawdziwa jest kwota, jaka ma być rzekomo wydawana z budżetu na szkolną katechezę, czyli 1 mld 364 mln zł rocznie - jak podają inicjatorzy akcji. Nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością. Według danych kościelnych na katechezę idzie z budżetu państwa najwyższej 350 mln zł. Warto też zwrócić uwagę, że budżet państwa składa się z naszych podatków, a więc to my, jako obywatele, płacimy za katechezę szkolną.

    Z badań CBOS z 2012 r. wynika, że 72 procent ankietowanych jest za katechezą w szkole, a 82 procent ją akceptuje. Na lekcje religii na wszystkim poziomach edukacji uczęszcza około 90 procent uczniów. Dlaczego ich rodzice mają płacić drugi podatek na finansowanie katechezy, skoro już płacą podatki? Co więcej, z nich są finansowane różne inicjatywy, które np. promują ideologie sprzeczne z chrześcijaństwem, jak wydziały gender czy wydawnictwa „Krytyki Politycznej”.

    Warto też zwrócić uwagę, że akcja „Świecka Szkoła” odbywa się pod hasłem: dość dyskryminacji osób nieuczęszczających na katechezę. To prawda, że może dochodzić do sytuacji, w której dzieci dokuczają niewierzącym kolegom. Tyle że rozwiązaniem problemu nie jest zakazanie 90 procentom uczniów uczęszczania na lekcje religii. Takie postępowanie byłoby skrajną dyskryminacją większości.

    Wreszcie najważniejsza sprawa – wartości. Wobec kryzysu rodziny szkolne lekcje religii to jedno z nielicznych miejsc, gdzie dzieci i młodzież mogą poznać świat wartości, na których opiera się życie osobiste Polaków i nasz porządek społeczny.

    Organizatorzy akcji, choć oficjalnie twierdzą, że chodzi tylko o pieniądze, nie ukrywają, że to pierwszy krok do wyrzucenia religii ze szkół. Tymczasem prawda jest taka, że przykazania Dekalogu są podstawą naszego prawa i wyborów osobistych zdecydowanej większości Polaków. Jeśli zabraknie religii w szkole, dzieci i młodzież stracą miejsce, gdzie te wartości mogą poznawać i uczyć się według nich żyć. I nie dotyczy to tylko ludzi wierzących, gdyż przykazania Dekalogu mają wymiar uniwersalny i kierują się nimi także niewierzący, na nich oparta jest bowiem europejska cywilizacja, a przynajmniej opierała się dotychczas.

    Akcja „Liberté!” to walka z tymi wartościami. Tylko czy jej inicjatorzy zdają sobie sprawę, że nie ma alternatywy? Bo to, co proponuje lewica, to antywartości, które doprowadzą do zniszczenia naszej cywilizacji i człowieka. A może liberalnej lewicy o to chodzi. Niestety, to bardzo prawdopodobne.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Greg
      04.10.2015 21:44
      Pan autor twierdzi:
      „Przede wszystkim nieprawdziwa jest kwota, jaka ma być rzekomo wydawana z budżetu na szkolną katechezę, czyli 1 mld 364 mln zł rocznie - jak podają inicjatorzy akcji”
      Pan autor dalej twierdzi:
      „Nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością.”

      Skąd pan autor WIE, że nieprawdziwa?
      Skąd pan autor WIE, że NIC nie ma wspólnego, w dodatku „z rzeczywistością.” ?

      Pan autor powołuje się w sprawie „wiedzenia” na „dane kościelne”, że najwyżej 350 milionów państwo polskie wydaje na katechezę w szkole.
      Najwyżej. Może więc 300, albo 200 milionów. Albo mniej.
      „Najwyżej”, panie autorze znaczy, że to nie WIEDZA, nie żaden policzony starannie rachunek, ale przybliżenie, mniej – więcej, albo zgadywanie co się komu zdaje.

      Są więc dwie liczby: 1364 miliony i (najwyżej) 350 milionów.

      Ta pierwsza liczba, to wedle pana nieprawda, nic wspólnego z rzeczywistością. Bo podali ją ci, co się panu autorowi nie podobają.
      Ta druga musi być prawdziwa, bo jest kościelna. Która liczba z tej liczby kościelnej jest prawdziwa i ma „wszystko wspólne z rzeczywistością” – skoro to „najwyżej” te 350 milionów? Te 300, te 200 milionów, czy jeszcze mniej?
      Bo jak 300 jest prawdziwe, to 350 nie jest prawdziwe.

      Pan twierdzisz, że dane niekościelne nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
      Nie wiesz pan tego, ale pan tak twierdzisz.
      Twierdzisz pan, że dane kościelne są prawdziwe.
      Nie wiesz pan tego, ale pan tak twierdzisz.

      Przyjrzałeś się pan strukturze wydatków na katechezę katolicką w szkole państwowej?

      Ilu katechetów pracuje w szkołach. Czy nie 26 tysięcy? Może 24, może 28? Sprawdziłeś to pan, panie autor mający wiedzę o tym, co prawdziwe, i dlaczego prawdziwe jest kościelne, a nieprawdziwe - niekościelne?
      Ile zarabiają katecheci, jakie pieniądze państwo „z budżetu” na nich wydaje?
      Policzyłeś pan, panie autor, ile kosztuje utrzymanie pomieszczeń do nauki religii, ile kosztuje eksploatacja, ile kosztuje budżet państwa to, że z powodu zajęcia sal szkół państwowych na katechezę, musi wydawać dodatkowe środki, by móc realizować zadania edukacyjne? Policzyłeś pan dalsze pozycje kosztów, które w tej sprawie występują?

      Może te pozycje są podane w obliczeniach „najwyżej” strony kościelnej? Są?
      A jak są – skąd się wzięły te dane? Państwo polskie przekazało?

      Jak pan się powołujesz na „badania statystyczne”, które pasują do pana tezy, to bądź pan uczciwy ze statystyką i korzystaniem z niej: 80% Polaków popiera używanie prezerwatyw. Dlatego w szkołach muszą być automaty z prezerwatywami (niech będzie, że dla pełnoletnich, w liceach) Podoba się panu takie uzasadnienie?

      Większość Polaków bezproblemowo akceptuje seks przedmałżeński. Niech więc będzie ten pański „dżender” i „pornodeprawacja” w szkołach, bo Polakom się to podoba.
      Pasuje, panie autor, jesteśmy w tej sprawie umówieni?

      Ja panu powiem, panie autorze, że nic żeś pan nie sprawdził. Pański tekst to dokładnie pokazuje. A jest to obowiązek publicysty: prawny i moralny, bo piszesz pan na bardzo moralnym portalu, pod bardzo moralnym tytułem. Jako katolik, którego mowa jest prawdą: tak-tak, nie-nie, jak uczy Pismo.
      Powiem panu, panie autor, że manipulujesz, kręcisz, wprowadzasz pan czytelników w błąd, pomawiasz ludzi, którzy mają inne motywy niż pan o złe działanie, a sam pan je uprawiasz w dwójnasób, niczego złego przy tym adwersarzom nie wykazując.

      Przez pańskie pisanie, ludzie dają wiarę nieprawdzie. Siejesz pan zgorszenie, co jest ciężkim grzechem. Jest to obrzydliwe, co pan robisz.
    • petrus_silesius
      05.10.2015 23:16
      Wartości poznaje się w domu rodzinnym. Bo to rodzina kształtuje osobowość, potem środowisko, a na końcu szkoła. Należę do pokolenia, które uczęszczało na lekcje religii do domu parafialnego i to była autentyczna szkoła wiary oraz doskonali katecheci. Owocem był pełny kościół na mszach dziecięcych i młodzieżowych, liczne powołania kapłańskie i zakonne. A teraz ? Teraz to jest dramat. Dlatego sami księża i katecheci w cichych rozmowach przyznają - chcemy powrotu do salek katechetycznych. Nauczenie religii w formie zajęć szkolnych jest pomyłką.
    • Grzegorz
      09.10.2015 13:09
      Podatnik płaci podatki, ma więc prawo też do decydowania o wydawaniu tych pieniędzy które wnosi. Dotychczasowe rozwiązanie jest kompromisowe. Kto chce iść na lekcję religii ten z tego prawa korzysta. Przeciwnikom to za mało. Chcą decydować za innych jak ich pieniądze mają być wydawane.
      W cywilizacji łacińskiej od której znacznie odbiegliśmy, najlepszym rozwiązaniem jest dobrowolność a nie przymus edukacyjny. Wybór szkół i programów pozwoli ludziom wychowywać dzieci zgodnie z sumieniem. Ludzie sami decydują za siebie jak będą wydawane ich pieniądze a nie większość czy mniejszość parlamentarna. Wystarczy wprowadzić czek oświatowy który każdemu rodzicowi pozwoli wybrać szkołę i program a szkołom uwolnić się od państwowego gorseta politycznego ministerstwa edukacji.
    • dert
      23.10.2015 21:12
      Już dawno takich dyrdymałów nie czytałem. Przecież te katolickie media już do tyłka wejdą temu PIS-uarowi.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół