• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Aga, ja wierzę

    ks. Piotr Kontny

    |

    Gość Katowicki 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:00

    Świadectwo. Spotkali się w palarni dla aktorów po jednej z prób w Teatrze Śląskim. Agnieszka weszła, przedstawiła się, a Darek powiedział: – Ty będziesz moją żoną.

    Ten jeden moment zmienił wszystko w jego życiu.

    Jako pięcioletni chłopiec nieustannie odczuwał, że „opiekuje się” nim szatan. Dwa razy w życiu czuł jego realną obecność. Widział czarną postać obok siebie…

    – Chciałem krzyczeć – opowiada aktor Dariusz Chojnacki. – Matka kładła mnie spać zdrowego, a budziłem się z 40 stopniami gorączki. To dziwne, ale jednocześnie czułem, że diabeł mnie trzyma przy życiu. Wszystko mi się udawało. Zawsze spadałem na cztery łapy. Dostałem się do szkoły aktorskiej za pierwszym razem. Na roku zapraszali mnie na modlitwę, ale cały czas bałem się, że Zły mnie opuści. Nie chciałem stracić tego, co miałem.

    Zabieram Cię, dosyć

    Jako dziecko mieszkał z rodzicami w Zabrzu-Kończycach, naprzeciw kościoła. Z okna widział ołtarz. Rodzice wysyłali go na Mszę, ale sami nie szli.

    – To do tej pory we mnie jest. Chcę codziennie być w kościele, a jak przychodzi niedziela, nie chce mi się iść.

    Kiedy dorastał, kościół przestał się dla niego liczyć, stał się zupełnie niepotrzebny. – Zacząłem słuchać deathmetalowej muzyki. Żyłem od imprezy do imprezy. Wpadłem w alkoholizm. Szukałem tekstów obrażających Jezusa i Kościół, karmiłem umysł tym, co jest złe. Chciałem, żeby szatan dalej się mną „opiekował”. Mechanizm Złego jest prosty: ma cię doprowadzić do samobójstwa, do punktu bez wyjścia. Jeśli w to uwierzysz, może się skończyć tragedią. A Bóg nigdy Cię nie zostawia.

    Po skończeniu studiów jego życiem stał się teatr. Gra aktorska to było coś, co zawsze chciał robić. To była jego pasja, która w końcu doprowadziła go do spotkania z Agnieszką. Po zaręczynach nadal dużo imprezował, pił, ale Agnieszka była cierpliwa.

    – Bałem się, że ją stracę – wyznaje. – Kiedy zaciągnęła mnie na nauki przedślubne, wyśmiewałem je, a ona wierzyła, że się zmienię. Aż przyszedł dzień skupienia dla narzeczonych w Dąbrówce Małej. Podchodziłem do tego z dużym dystansem. I nagle coś się stało. Nie wiem, jak to opisać. Bóg do mnie przyszedł. „Zabieram cię, dosyć”, powiedział. Miałem wrażenie, jakby ktoś dotknął mojej głowy. Myślałem, że mnie rozsadzi. To było nieprawdopodobne. Wyszedłem z kościoła jako wierzący. Powiedziałem: „Aga, ja wierzę!”.

    To nie średniowiecze

    I odtąd żyli długo i szczęśliwie… Tak chciałoby się napisać, ale po kilku miesiącach pojawiły się próby zanegowania tego doświadczenia duchowego, jeszcze silniejszy nawrót pokus. Największe wątpliwości przyszły w Wielki Piątek. Cztery miesiące przed ślubem Darek wyspowiadał się. Konkretnym owocem sakramentu była decyzja o zaprzestaniu wspólnego mieszkania przed ślubem i powrocie do rodzinnych domów.

    – Rodzice, kiedy mnie zobaczyli ze wszystkimi rzeczami, pomyśleli, że pokłóciliśmy się z Agą – śmieje się. – Kiedy im wytłumaczyłem, że teraz chcę żyć w czystości przed ślubem, przyzwyczajeni do moich wybryków, myśleli, że po raz kolejny mi odbiło. Ale tym razem to było na serio. Po raz pierwszy w moim życiu wytrwałem w postanowieniu.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Ania R.
      02.11.2015 15:05
      Piękny powrót do Boga! :)
    • Martana
      02.11.2015 20:28
      Ciekawe, a kiedy ten święty, leżący krzyżem w kościele, popełnił dobry uczynek? Kiedy coś poświęcił, pochylił się nad potrzebującą istotą (nie tylko człowiekiem, ale cierpiącym życiem w ogóle), kiedy postąpił po prostu dobrze, lub wspaniale? Bo od fanatycznego bredzenia świętych wersetów jeszcze nikt się nie stał dobrym człowiekiem. Dlatego wolę dobrych ludzi, którzy omijają miejsca kultu szerokim łukiem, od płaszczących się pod ołtarzami fanatyków.
    • metek
      02.11.2015 22:07
      Martano, to że istnieją dewotki i dewoci, wiadomo nie od dziś. Jednak, jak Ty to nazywasz, "miejsce kultu" nie jest czymś, do czego chodzi się by się pokazać. To szpital dla dusz, które zbłądziły, miejsce o szczególnym nasileniu obecności Pana Boga. Ufam, że mnie zrozumiesz ;-)
    • c-a
      02.11.2015 23:27
      Martana@ - a skąd wiesz , że nie uczynił nic dobrego ? Skąd przekonanie , że ,, dobrzy " to ci co szerokim łukiem omijają miejsca kultu ?
      Myślę , że wynika to z błędnego przekonania i braku doświadczenia realnego Boga . Człowiek , który doświadczył Boga chociażby wielkością ziarenka gorczycy , znaczy ,że doświadczył Miłości i nie podobna , aby jej nie ofiarował innym . To tak jakby lód nie ziębił , a słonce nie grzało . Może przykre doświadczenia stworzyły taki , a nie inny obraz osób wierzących , ale zapewniam jest on nie prawdziwy .
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół