• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Młot laicyzacji

    Piotr Semka

    |

    GN 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:15

    Muzułmanie są w oczach zachodniej lewicy taranem mającym zmienić tradycyjne oblicze kulturowe Europy.

    Polacy mają mieszane uczucia wobec przyjmowania wielkich grup uchodźców. Chęć pomocy miesza się z obawami. Bardzo często te mieszane uczucia definiowane są jako irracjonalny czy wręcz rasistowski strach przed obcymi. Tymczasem niepokój o to, czy może się udać masowy napływ przybyszów z kręgu islamu – bo ta grupa wzbudza najżywszą dyskusję – jest wynikiem obserwacji analogicznych procesów w krajach zachodnich. Mało znanym w Polsce aspektem tego problemu jest instrumentalne wykorzystywanie przez zachodnią lewicę hasła „obrony uczuć religijnych wyznawców islamu” do usuwania z przestrzeni publicznej symboliki chrześcijańskiej. W tej specyficznej optyce muzułmanie są w oczach lewicowców wręcz czynnikiem zbawiennym. Mają być taranem mającym zmienić oblicze kulturowe Europy i pomóc w zwalczaniu – by użyć ideologicznego żargonu – „chrześcijańskiej normatywności” społeczeństw Zachodu.

    Troska na zapas

    W 2003 r. we włoskim mieście L’Aquila rozpoczął się spór o obecność krzyża na ścianie klasy miejscowej szkoły. Muzułmanin Adel Smith, którego syn uczęszczał do tej szkoły, wniósł pozew do lokalnego sądu, domagając się usunięcia krzyża. Pozew natychmiast poparli włoscy lewicowcy i antyklerykałowie. W pierwszej instancji wniosek Smitha uznał za zasadny sędzia Mario Montanaro. W drugiej instancji wyrok uchylono, ale włoski spór natchnął hiszpańskich socjalistów z partii PSOE do kampanii na rzecz usunięcia wszystkich symboli religijnych ze szkół w tym kraju. I w tym wypadku powoływano się na fakt, że wskutek napływu imigrantów szkoły powinny unikać symboliki tylko jednej religii. Rok później hiszpańska lewica włączyła się w spór w Kordobie.

    Muzułmanie zażądali od miejscowego biskupa prawa do odprawiania modłów w części katedry katolickiej, która przed wiekami była meczetem. Katolicy z Kordoby odrzucali takie żądanie, wskazując, że to muzułmanie kiedyś zmienili tę świątynię katolicką na miejsce swojej wiary. Ustanowienie tam katedry było tylko powrotem do stanu pierwotnego. Socjaliści z PSOE próbowali występować w roli mediatorów w tym sporze i nakłaniali miejscowego biskupa do podzielenia katedry. Próby perswazji nie udały się. Problem nierównego traktowania tradycji chrześcijańskiej i islamskiej jest także tłem wielu sporów we Francji. W 2014 r. sąd administracyjny zakazał władzom departamentu Wandei wystawienia w hallu bożonarodzeniowej szopki.

    Taki sam zakaz dostało merostwo Béziers na południu Francji od miejscowej prefektury. Wszystko to na podstawie ustawy z 1905 r. o świeckości państwa. Jednak obrońcy tego bożonarodzeniowego symbolu pytali: „Skoro socjalistyczne merostwo Paryża mogło w lipcu 2014 roku urządzić w swoich salonach wielką imprezę z okazji rozpoczęcia muzułmańskiego wielkiego postu, ramadanu, to dlaczego w innych merostwach nie można wystawiać w grudniu szopki z Jezuskiem?”. W 2006 r. w brytyjskim mieście Birmingham władze miejskie zdominowane przez lewicę zakazały umieszczenia w centrum miasta szopki bożonarodzeniowej, powołując się na obawę o urażenie uczuć religijnych muzułmanów. Tego samego argumentu użyło kierownictwo brytyjskiego Czerwonego Krzyża, które zakazało wolontariuszom sprzedającym pamiątki w sklepikach tej organizacji wystawiania w witrynach świątecznych dekoracji.

    Christina Banks, wolontariuszka pracująca w sklepie Czerwonego Krzyża w Kent, relacjonowała: „Powiedziano nam, że mamy natychmiast usunąć szopkę i nie możemy mieć w sklepie niczego, co nawiązuje do świąt Bożego Narodzenia. Kiedy wysyłamy życzenia, to mają to być życzenia świąteczne, ale nie bożonarodzeniowe. Gdy zapytaliśmy, dlaczego tak mamy robić, powiedziano nam, że to po to, aby nie denerwować muzułmanów”. Co charakterystyczne, zakaz władz brytyjskiego Czerwonego Krzyża wywołał zdziwienie umiarkowanych muzułmanów. – To głupie, by myśleć, że muzułmanie poczują się obrażeni. Przesłanie islamu jest takie, by szanować inne wyznania – mówił wtedy Lord Ahmed, jeden z prominentnych polityków muzułmańskich w Wielkiej Brytanii. Dodał, że wraz ze swoimi pracownikami świętuje Boże Narodzenie, a Czerwony Krzyż postępuje nierozsądnie, obawiając się naruszenia swojego wizerunku jako organizacji neutralnej. Lord Ahmed zaprezentował w sporze o wystrój sklepików Czerwonego Krzyża zdrowy rozsądek, który jest cechą starszego pokolenia islamskich imigrantów.

    Problem w tym, że część młodego pokolenia wyznawców islamu łatwo ulega ideologii fundamentalizmu. Ci wyznawcy radykalnych odłamów wiary muzułmańskiej przyjmują antychrześcijańskie zacietrzewienie lewicy jako okazję do narzucania norm islamu wszystkim. W 2008 r. w Szkocji miejscowa policja umieściła na plakatach, zachęcających do wspierania służb porządkowych, wizerunek małego psiaka. To wystarczyło, by jeden z deputowanych ze szkockiego Dundee i jednocześnie działacz miejscowej wspólnoty muzułmańskiej ogłosił, że plakat rani uczucia muzułmanów, w których kulturze pies to zwierzę nieczyste. To wystarczyło, by wielotysięczny nakład plakatu poszedł na przemiał. Często nie wiadomo, kiedy ma się do czynienia z realnymi protestami muzułmanów, a kiedy z zapobiegliwą ostrożnością stróżów doktryny multi-kulti. Tak było w liniach lotniczych British Airways, gdy jednej ze stewardess zakazano noszenia małego krzyżyka na szyi, grożąc zwolnieniem jej z pracy. Jak wyjaśniali przedstawiciele BA, decyzja ich podyktowana została „jednolitą polityką firmy, unikającą manifestacji religijnych w strojach swoich pracowników”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół