• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Marsz na krańce świata

    Edward Kabiesz

    |

    GN 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:15

    Dzięki powstaniu armii Andersa wiele ofiar sowieckich represji zyskało szansę na wyrwanie się ze zgotowanego im w Rosji piekła. Opowiada o tym najnowsza książka Normana Daviesa.

    Książka, a właściwie bogato ilustrowany album „Szlak nadziei” Normana Daviesa, jest hołdem złożonym żołnierzom Andersa i cywilom, którzy dzięki generałowi wyrwali się z sowieckiego piekła. Nie jest to opracowanie naukowe, ale bazująca na źródłach, wspomnieniach i rozmowach z żyjącymi jeszcze bohaterami wydarzeń lub ich potomkami żywo napisana opowieść. Davies wraz z fotografem Januszem Rosikoniem odwiedził też najważniejsze miejsca związane ze „szlakiem nadziei”.

    Anders przyjmował wszystkich

    Po agresji ZSRS na Polskę 17 września 1939 roku do roku 1941 deportowano z Kresów Wschodnich od 1 do 2 milionów ludzi. – Ci deportowani nie byli uchodźcami w zwykłym znaczeniu tego słowa. Byli ofiarami polityki sowieckiej, która aktywnie dążyła do usunięcia z okupowanych terytoriów kategorii ludności uznanych za niepożądane społecznie lub politycznie. Dzięki powstaniu armii Andersa wielu z nich uzyskało szansę na wyrwanie się ze zgotowanego im przez Sowietów piekła – wyjaśnia Norman Davies. Napaść Hitlera w 1941 roku na ZSRS, swego dotychczasowego sojusznika, zmieniła sytuację polityczną w Europie. Kiedy wojska niemieckie błyskawicznie posuwały się w głąb Rosji, Churchill i Stalin doszli do wniosku, że ZSRS i Zachód skazane są na współpracę.

    Równolegle do rozmów między Wielką Brytanią a Związkiem Sowieckim toczyły się rozmowy między ZSRS a Polską. Na początku lipca 1941 roku w Londynie premier Władysław Sikorski spotkał się z sowieckim ambasadorem. Sikorski uważał, że porozumienie z Sowietami wzmocni pozycję Polski w obozie sojuszników, a przywrócenie stosunków dyplomatycznych stanowi szansę na wyjaśnienie losu tysięcy zaginionych oficerów i umożliwi pomoc setkom tysięcy znajdującym się w łagrach więźniów. – Kluczowym elementem tej ugody miało być wypuszczenie przez Sowietów więźniów. W zamian polskie władze miały utworzyć z nich polskie wojsko. Armię zorganizowaliby i poprowadzili polscy wojskowi.

    Walczyłaby ona na froncie wschodnim pod sowieckim dowództwem operacyjnym – mówi autor „Szlaku nadziei”. – 30 lipca Sikorski i Majski podpisali dokumenty. W Kujbyszewie otwarto polską ambasadę, przywrócono polską służbę konsularną, która miała zapewnić opiekę polskim obywatelom w ZSRS. Władze sowieckie w ciągu dwóch tygodni zarządziły amnestię. Wszyscy zatrzymani Polacy mieli zostać uwolnieni. Uzgodniono też, że w powstającym wojsku polskim znajdzie się 30 tysięcy żołnierzy. Szybko okazało się, że dekret o amnestii z 12 sierpnia 1941 roku można było różnie interpretować, co sowieckie władze skwapliwie wykorzystywały. Dzięki układowi, mimo rozlicznych utrudnień ze strony władz sowieckich, bardzo wielu ludzi zostało zwolnionych z gułagów i odległych miejsc wygnania.

    Dowódcą polskiej armii w ZSRS mianowano 4 sierpnia gen. Władysława Andersa. Od października 1939 roku generał przebywał w sowieckiej niewoli. Siedział w więzieniu NKWD w Moskwie na Łubiance i codziennie spodziewał się rozstrzelania. Uratował go atak Niemców na Rosję Sowiecką. Na początku sierpnia 1941 roku, jeszcze zanim Anders mógł objąć dowództwo, do obozu jenieckiego w Tockoje w obwodzie orenburskim, gdzie przetrzymywano polskich żołnierzy, dotarł gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski. Uzyskał zwolnienie jeńców, którzy stali się zaczątkiem polskiej armii. W chwili przyjazdu Andersa pracował już sztab wojska, a do końca sierpnia zorganizowano zręby sztabu generalnego.

    Armia Czerwona przekazała Polakom jeszcze trzy bazy wojskowe, w tym główną w Buzułuku w obwodzie orenburskim oraz w Tatiszczewie i Czkałowie. Anders wraz ze sztabem urzędował w Kołtubance w pobliżu Buzułuku. Do połowy września komisje rekrutacyjne objeżdżające polskie obozy jenieckie zapisały 24 828 ludzi, chociaż liczbę polskich jeńców w Związku Sowieckim szacowano na około 250 tysięcy. Wiadomość o amnestii i tworzeniu armii nie dotarła jednak do setek tysięcy ofiar sowieckich porządków, nie wszyscy też mogli z niej skorzystać. Uwolnieni więźniowie najczęściej nie dostawali ani racji żywnościowych, ani pieniędzy na transport. Wypychano ich za bramę obozu i pozostawiano własnemu losowi. Wielu zmarło po drodze z wyczerpania i chorób. Ci, którzy dotarli na miejsce, znajdowali się w fatalnej kondycji psychicznej i fizycznej. Anders przyjmował do powstającej armii wszystkich, którzy legitymowali się polskim obywatelstwem przed wrześniem 1939 roku, niezależnie od przynależności etnicznej. Robił to wbrew stanowisku NKWD, które domagało się, by rekruci do jego wojska wywodzili się jedynie spośród Polaków. Przyjmował, wbrew późniejszym oskarżeniom o antysemityzm, także Żydów.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół