• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Cofanie emerytalnego zegara

    Piotr Legutko

    |

    GN 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:15

    Dla obywatela korzystanie z emerytury jest prawem, a nie obowiązkiem. Ale państwo raz danego słowa powinno dotrzymywać.

    Ztakich przesłanek wyszedł Andrzej Duda, przesyłając do Sejmu swój projekt ustawy, zakładający powrót do dawnego wieku emerytalnego. Prezydent proponuje, by mężczyźni znów mogli kończyć pracę w wieku 65 lat, a kobiety o 5 lat wcześniej. Przypomnijmy, że na mocy ustawy przyjętej w maju 2012 roku zrównano w Polsce wiek emerytalny dla pań i panów oraz podniesiono go do 67 lat. 0d 1 stycznia 2013 roku zaczął się stopniowy proces „podwyższania i zrównywania”, któremu towarzyszyły gwałtowne protesty społeczne, organizowane głównie przez związki zawodowe. Politycy PiS, wspólnie z „Solidarnością” i OPZZ, zaskarżyli tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. W maju 2014 roku TK uznał, że jest ona zgodna z ustawą zasadniczą. Powrót do stanu prawnego sprzed 2012 roku stał się główną obietnicą wyborczą złożoną przez Andrzeja Dudę w trakcie jego kampanii. Nic więc dziwnego, że jest to teraz pierwszy projekt zgłoszony przez nowego prezydenta. Od razu trzeba zaznaczyć, że owo zgłoszenie ma charakter symboliczny. – Nie ma możliwości, aby obecny Sejm zajął się prezydenckim projektem. Tak poważnej ustawy nie da się zrobić na jednym posiedzeniu – rozwiała od razu wątpliwości Małgorzata Kidawa-Błońska, marszałek Sejmu. Mając tego świadomość, Andrzej Duda podkreślił, że projekt zostanie zgłoszony ponownie, po wyłonieniu nowego parlamentu. Trzeba go zatem traktować poważnie.

    Rachunek się nie domyka

    Pierwsze komentarze w sposób oczywisty skupiały się na finansowych skutkach ewentualnego wejścia w życie nowej ustawy. Sam wnioskodawca zwrócił uwagę na coś w jego opinii ważniejszego. Podkreślił, że system emerytalny jest podstawową umową społeczną, jaką państwo zawiera z płatnikami składek, bo skutkuje na całe ich życie. A umów należy dotrzymywać. W uzasadnieniu do projektu ustawy prezydent przypomina okoliczności, w jakich wiek emerytalny został w Polsce wydłużony.

    Stało się to w sposób arbitralny, bez debaty publicznej i konsultacji o zasięgu odpowiadającym planowanym zmianom. Platforma Obywatelska, idąc w 2011 roku po zwycięstwo w wyborach, nie informowała w kampanii, że ma zamiar wiek emerytalny wydłużyć. Donald Tusk przedstawił projekt już po nich, w swoim exposé. Potem zaś głosami większości koalicyjnej odrzucono wniosek o referendum w tej sprawie. Taką postawę uzasadniano potrzebą ratowania finansów publicznych. Tyle że mieliśmy do czynienia z zasadniczym konfliktem dwóch fundamentalnych wartości, a – jak komentuje prof. Jan Wojtyła z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach – „Polska jest demokratycznym państwem prawa, a nie państwem rachunku ekonomicznego”. Nie można poza tym ignorować faktu, że i po wydłużeniu wieku ów rachunek się „nie domyka”. Wskaźniki demograficzne są dla stabilności systemu emerytalnego nieubłagane. Trzeba myśleć o poszerzeniu bazy płacących składki w przyszłości – ale poprzez ludzi młodych i w pełni sił. – Przesłanie projektu prezydenckiego uważam za w pełni zasadne, szkoda, że nie odbyło się to równocześnie z drugim projektem, dotyczącym wsparcia rodziny, czyli 500 zł na dziecko, gdyż tylko aktywna polityka prorodzinna jest w stanie powiększyć w przyszłości grupę płatników składek i sfinansować przyznane przywileje – uważa Cezary Mech, b. wiceminister finansów i prezes Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE.

    Z niewolnika nie ma pracownika

    Wydłużenie wieku przechodzenia na emeryturę z ekonomicznego punktu widzenia ma sens, pod warunkiem, że i po sześćdziesiątce ma się pracę, a zdrowie dopisuje. Gdy obie okoliczności nie zachodzą, zysk nie jest taki oczywisty, bo zamiast składek pojawiają się dodatkowe zasiłki i świadczenia. W opinii prezydenckich ekspertów rynek pracy i system opieki zdrowotnej nie są dziś przygotowane na wydłużenie wieku emerytalnego. To prawda, że żyjemy dłużej, niekoniecznie jednak w dobrym zdrowiu. Decyzję, w jakim wieku zakończyć pracę, powinien więc zdaniem prezydenta podejmować sam ubezpieczony, bo zależy ona od bardzo wielu czynników, a sytuacja każdego jest inna. Zależy od charakteru pracy, miejsca zamieszkania, wykształcenia. Niech do przedłużania aktywności zawodowej zachęcają więc mechanizmy ekonomiczne. – Przymus pracy do podwyższonego wieku, mimo że ubezpieczony zgromadził już odpowiedni kapitał, jest bardzo nieuczciwym zabiegiem. Oznacza dążenie państwa do przejęcia jego składek, gdy umrze w tym czasie – zauważa Cezary Mech. I nie jest to uwaga czysto teoretyczna, bo według danych GUS co czwarty mężczyzna zwyczajnie nie dożyje świadczenia emerytalnego.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół